,

Przegląd nagród książkowych 2018




Pora na wielkie podsumowanie roku książkowego na świecie! Zajrzyjcie do zestawienia nagród zagranicznych i sprawdźcie, jakie tytuły doceniły międzynarodowe gremia jurorskie w 2018 roku.










>>>> A TU przypomnienie zeszłorocznych wyróżnień. <<<<
Share:
Czytaj dalej

Kropka z Błędem


Kropka z Błędem, Anna Taraska, il. Daria Solak, Wydawnictwo Dwie Siostry 2018.

Jak by to było gdyby zeszyt w trzy linie był domem ożywionych literek i znaków przestankowych? A gdyby mała kropka była w rzeczywistości uroczą dziewczynką? A błąd na stronie jej ukochanym zwierzakiem? Wpadłam w świat stworzony przez Annę Taraskę równie sprawnie jak lata temu w rzeczywistość "Plastusiowego pamiętnika" Marii Kownackiej, czy całkiem niedawno w poetycką "Wędrówkę pędzla i ołówka" Marii Terlikowskiej. I choć retro atmosfera gra tu niebagatelną rolę, zgrabnie miesza się z linearną narracją gry komputerowej. Brzmi ambitnie? Tak właśnie jest.

Kiedy ukochany Błąd znika z domu, Kropka wyrusza na wyprawę poszukiwawczą. Pierwszy raz w życiu zostawia rodziców i opuszcza swój zeszyt. Wyprawa Kropki okazuje się pretekstem do opowiedzenia o mieszkańcach liniatury i zasad jakie rządzą pisownią i interpunkcją. Na szczęście lekkość narracji sprawia, że edukacja nie bierze góry nad przygodą. W efekcie spora dawka wiedzy przemycona zostaje w charakterystyce bohaterów zupełnie mimochodem, tak że niezorientowany w temacie, przedszkolny czytelnik nie poczuje się skonfundowany. Cudzysłów, pani Cudzysłowowa, pan Iks oraz liczni bohaterowie drugiego planu tworzą po prostu zgraną, baśniową grupę przyjaciół, która budzi sympatię i daje się polubić.

Za okładką, która imituje domek zrobiony z zeszytu chowa się świat stworzony na modłę naszego, jednak do głębi przesiąknięty szkolno-ortograficzną stylistyką. Urokliwe ale nieprzesłodzone ilustracje naśladują styl dziecięcej kreski i bardzo dobrze korespondują z rytmicznym, prostym językiem opowiadania. Historia opisana przez autorkę ma swój niebagatelny atut w postaci bardzo dobrze wyważonej narracji, spisanej lekkim i utrzymanym w ryzach, szykownym ale nie górnolotnym stylem. To dzięki temu, niemal sto stron książki świetnie czyta się na głos, bez zadyszki, ale i bez cienia nudy.

Bardzo lubię czytać dobre debiuty. Świeżość spojrzenia, pomysły i styl nowego twórcy, który się sprawdził dają mi jeszcze więcej czytelniczej satysfakcji niż kolejne książki znanych, a nawet ulubionych autorów. "Kropka z błędem" sprawiła mi właśnie taką przyjemność, a na dodatek okazała się książką familijną, która wzbudza uśmiech na twarzy u czytelników w każdym wieku. W połączeniu ze świetnym projektem graficznym i ilustracjami Darii Solak ma podwójny walor rzeczywistości wirtualnej, która wciąga i nie chce wypuścić.

Kropkę i Błęda bez zastanowienia dołączam do grona naszych ulubionych literackich bohaterów, a książkę wkładam na półkę z napisem "ponadczasowe". Niewątpliwie taka właśnie jest.







Share:
Czytaj dalej

Zaczytanych Świąt




Wszystkim czytelnikom Małej czcionki: miłośnikom książek dziecięcych i młodzieżowych, przyjaciołom, twórcom, popularyzatorom i wydawcom najlepsze życzenia zaczytanych świąt Bożego Narodzenia i wielu książkowych odkryć w nadchodzącym roku.

Zosia Gwardyś
Share:
Czytaj dalej
,

#instant / Leo i czerwony automat



"Nie będzie - kręci głową i nagle łapie moją dłoń, zaciska na niej palce. - Nie będzie dobrze, bo to jest jak zaraza. Jak zaraza! Roznosi się w powietrzu, przechodzi z człowieka na człowieka. Jest bardziej zaraźliwa niż jakakolwiek inna choroba.
- Ale co? - próbuję zabrać rękę, ale trzyma ją mocno. Nie sądziłem, że ma tyle siły!
- Nienawiść - mówi cicho pani Adela, a ma przy tym tak przerażającą minę, że sprawia wręcz komiczne wrażenie".


 W czasach w których wyrażanie swojej opinii stało się niepostrzeżenie podstawowym prawem człowieka, mowa nienawiści słowem kluczem na określenie bycia tą opinią urażonym, a hejt i nienawiść zostały uznane za dominujące postawy w życiu społecznym, lektura "Leo i czerwony automat" sprawiła, że zrobiło mi się zwyczajnie niedobrze. Motyw zła jako dominanta utworu dla młodszej młodzieży to w sumie rzecz dość rzadka. Zwłaszcza jeśli jest to rodzaj dystopii tak silnie zakorzeniony w stereotypach współczesnej Polski: puszczających oko, nadeptujących na piętę, dających prztyczka w nos. Ośmielę się zaryzykować, że sam autor przestraszył się siły rażenia swojej fabuły. W drugiej części nieco odpuścił, wprowadził postacie fantastyczne, co lekko zachwiało dynamiką i spójnością utworu. Wprawdzie otworzyło wentyl bezpieczeństwa, ale nie zmieniło nic w ostatecznym status quo bardzo ostrej, emocjonalnej krytyki człowieczeństwa w jej najbardziej pierwotnych cechach.

Przypadek zrządził, że książkę kończyłam czytać w poczekalni przychodni, w towarzystwie starszych, dość schorowanych osób. Był to 26 listopada, czyli dzień ogłoszenia stanu wojennego na Ukrainie. Dwie panie obok mnie gawędzą sobie niezobowiązująco, aż w końcu rozmowa schodzi na temat rosyjskiej agresji u wybrzeży Krymu. Atmosfera nagle gęstnieje i jedna z kobiet bez żenady zaczyna złorzeczyć Ukraińcom, wspominając rzeź wołyńską. Podniesiony głos niesie się po pustych ścianach. Nie życz drugiemu co Tobie nie miłe, ciśnie mi się na usta i ze wstydem myślę, o wszystkich ukraińskich kobietach, które z mopami, wózkami pełnymi detergentów i zmęczonymi twarzami przemykają właśnie cicho po przepełnionych korytarzach tego budynku. Patrzę na książkę na moich kolanach i czuję obezwładniający lęk, że czerwona maszyna naprawdę już powstaje. Że może nie mam racji.

Leo i czerwony automat, Marcin Szczygielski, il. Dorota Wojciechowska-Danek, Instytut Wydawniczy Latarnik 2018.
Share:
Czytaj dalej
,

Książka Roku 2018




Znamy już laureatów tegorocznej edycji Konkursu Książka Roku 2018 Polskiej Sekcji IBBY. Gratulacje!












Krzysztof Gawronkiewicz za książkę Beneficio ze scenariuszem Michała Kalickiego – Timof i cisi wspólnicy
Robert Czajka za ilustracje i projekt graficzny książki Wszystko widzę jako sztukę – Wytwórnia


Jan Bajtlik za autorską książkę Nić Ariadny – Dwie Siostry
Emilia Dziubak za ilustracje do książki Horror – Gereon
Edgar Bąk za ilustracje i projekt graficzny do książki Egaliterra – Wytwórnia




Michał Rusinek Jaki znak twój? Wierszyki na dalsze 100 lat niepodległości  – Znak Emotikon
Joanna Jagiełło Jak ziarnka piasku – Nasza Księgarnia


Cezary Harasimowicz Mirabelka – Zielona Sowa
Dorota Suwalska Tabletki na dorosłość – Adamada
Marcin Szczygielski Leo i czerwony automat – Instytut Wydawniczy Latarnik im. Zygmunta Kałużyńskiego



Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // listopad 2018




W stajence stał wół, osioł, barany, a w listopadowym zestawieniu premier z zagranicy mamy słonia, wiewiórkę, mrówki i owoce morza (sic!). Wszystkiemu zaś dowodzi wiecznie młoda Mary Poppins. Zobaczcie czym listopad zaskoczył czytelników na całym świecie i inspirujcie się do świątecznego czytania!


Edmond et ses amis, l'esprit de la forêt (Edzio i przyjaciele. Duch lasu)
Astrid Desbordes, il. Marc Boutavant
Nathan, 32 s.
wiek odbiorcy: 3+


Kot Jacek  buduje swój nowy dom na polanie: "to techno-klocek!". Pod budowę domu Jacek ściął starą wierzbę: "Nigdy więcej śmieci! Bądźmy nowocześni!". "To wbrew duchowi lasu!" - twierdzi sowa Jerzy. Pogoda sprzyja przyjaciołom Jacka. Dzięki ich pomocy zrozumie, że słuchanie natury i lasu jest o wiele bardziej nowoczesne. Piękna opowieść o przyrodzie i szacunku dla środowiska, dla dzieci od lat trzech. 









An Anty-War Story (Mrówcza antywojna)
Tony Ross
Andersen Press, 32 s.
wiek odbiorcy: 5+ 



Douglas, jedyna mrówka posiadająca własne imię,  przychodzi na świat w cudownym mrowisku i marzy, by pewnego dnia dołączyć do oddziału zdobywającego jedzenie. Przełożeni mają jednak wobec niego inne plany. Douglas ma być żołnierzem. Dowiaduje się, że jego praca ma polegać na paradowaniu, machaniu flagami i noszeniu munduru, ale Douglas wkrótce odkryje, że na wojnie nie ma chwały. Proste spojrzenie na I wojnę światową z perspektywy mistrza-gawędziarza Tony'ego Rossa.












The Ice Monster (Lodowy potwór)
David Walliams, il. Tony Ross
HarperCollins Children's Books, 448 s.


LODOWY POTWÓR ZNALEZIONY W ARKTYCE! Kiedy Elsie, sierota żyjąca na ulicach wiktoriańskiego Londynu, słyszy o tajemniczym Lodowym Potworze - wełniastym mamucie znalezionym na biegunie północnym - jest zdeterminowana, by dowiedzieć się więcej ... Przypadkowe spotkanie sprawia, że Elsie staje twarzą w twarz ze stworem i rozpoczyna przygodę życia - z Londynu do serca Arktyki! W największej jak dotychczas i najbardziej imponującej historii Davida Walliamsa, bohaterowie przyjmują różne kształty i rozmiary!










The Elephant (Słoń)
Jenni Desmond 
 Enchanted Lion Books, 48 s.
wiek odbiorcy: 4+



W trzeciej z serii książek nonfiction autorstwa Jenni Desmond o dużych zagrożonych zwierzętach, dołączamy do chłopca, który tym razem wprowadza nas w tajniki życia słonia.
Słonie zamieszkują tereny od Afryki do Azji. Poruszają się lekko pomimo dużej wagi, ponieważ zawsze chodzą na palcach. Mają doskonały słuch, dzięki czemu potrafią usłyszeć głosy innych słoni z odległości sześciu mil. Podobnie jak ludzie, którzy dzielą się na prawo- oraz leworęcznych, słonie mogą być prawo- lub lewokłowe! Laureatka nagrody New York Times Best Illustrated za książkę "Niedźwiedź polarny", Jenni Desmond, tworzy precyzyjne, uderzająco szczegółowe i pięknie wykonane ilustracje z zastosowaniem kolażu, farb i kredek.








Ocean
Hélène Druvert, Emmanuelle Grundmann 
Thames and Hudson Ltd, 40 s.



Ta wspaniała, wielkoformatowa książka wypełniona jest sprytnymi wycięciami odkrywającymi przed czytelnikami tajemnice oceanu, od linii brzegowej do niezmierzonych głębin. Pełna faktów podróż została zilustrowana przez Hélène Druvert, uznaną twórczynię takich książek jak: "Anatomia" (polskie wydanie), "Paris Up, Up and Away", "Mary Poppins Up, Up and Away",  and "New York Melody".

www.soupedelespace.fr

Mary Poppins 
P. L. Travers, il. Laurent Child
HarperCollins Children's Books, 192 s.
wiek odbiorcy: 4+



Kiedy Mary Poppins przybywa do ich domu za przyczyną wschodniego wiatru i ślizga się w górę po balustradzie schodów, życie Janeczki i Michasia Banksów magicznie wywraca się do góry nogami. Kto  lepiej mógłby wyobrazić sobie ten ujmujący dziecięcy klasyk niż najbardziej rozpoznawalna i lubiana współczesna artystka-ilustratorka? Lauren Child wprowadza magię Mary Poppins w serca i wyobraźnię nowych i starych fanów. Od pierwszego wydania w 1964 roku, Mary zachwyca czytelników zarówno za pośrednictwem książek, jak i filmów. To oszałamiające, luksusowe wydanie zostało opublikowane przed premierą długo oczekiwanego filmu Disneya, "Mary Poppins wraca".






* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.
Share:
Czytaj dalej

Dziki robot



Dziki robot, Peter Brown, tł. Marta Bręgiel-Pant, Wydawnictwo Entliczek 2018.

Nigdy nie czytam przedmów, ale lubię posłowia. Zwłaszcza w zagranicznych książkach, autorzy obficie dziękują całemu zapleczu redakcyjnemu i zwierzają się ze swoich radości i bolączek. Zwykle jest to miłe doświadczenie, pozwalające spojrzeć na książkę z innej perspektywy. Po przeczytaniu krótkiego tekstu zamieszczonego przez Petera Browna, zrobiło mi się jednak zwyczajnie smutno. Pierwsza powieść dla dzieci, dwa i pół roku pracy i mnóstwo poświęcenia. Czy było warto?

Peter Brown zapracował na swoją popularność, tworząc ilustracje oraz wydając własne, cieszące się dużym uznaniem książki obrazkowe. W Polsce ukazały się jak dotąd dwa picturebooki artysty: "Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe" oraz "Pan tygrys dziczeje". Oba nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Laureat Caldecott Honor i kilkukrotny zdobywca podium w rankingu bestsellerów New York Timesa, już od dawna kusił mnie okładką "Dzikiego robota" w wersji anglojęzycznej. Trzeba powiedzieć, że zaproponowane przez Brauna zderzenie świata dzikiej natury i nowoczesnej technologii silnie podziałało na moją wyobraźnię. Polskie wydanie wznieciło żądze skumulowane przez długie oczekiwanie i nastąpił wybuch. Jednak zamiast efektownej detonacji rozległ się wystrzał z kapiszona.

Przede wszystkim autor zgubił gdzieś adresata swojej powieści. Bardzo prosty język i nieskomplikowana, miejscami nużąca fabuła kontrastuje z objętością książki (prawie trzysta stron zapisanych standardowym drukiem) i sporym nagromadzeniem, często brutalnych, scen przemocy. Opowieść o robocie, którego statek rozbija się u wybrzeży dzikiej wyspy, mogłaby być znakomitym picturebookiem dla młodszych dzieci albo trzymającą w napięciu historią dla starszych, tymczasem nie jest ani jednym, ani drugim. Podczas czytania nie opuszczało mnie wrażenie, że Brown na bieżąco wymyśla okoliczności, w których stawia bohaterkę, a tym samym tworzy powieść bez planu, której ciężar w dużej mierze utrzymują wątki zgoła epizodyczne.

Cały potencjał powieści skumulował się w nośnym i aktualnym temacie akceptacji inności. Pojawienie się Roz na wyspie, wzbudza w mieszkańcach skrajne reakcje, a dla samej bohaterki staje się okazją nie tylko do poznania innych, ale również odkrywania własnych cech i swego niedostosowania. Niestety zarówno zwierzęta jak i sama Roz są za bardzo ludzcy, zarówno w swoim sposobie bycia jak i myślenia, by uzasadnić swoją powierzchowność. Brown w dość chaotyczny sposób mierzy się na przykład z kwestią tego co robotka wie, korzystając z zasobów swego wewnętrznego komputera, a czego dowiaduje się w trakcie pobytu na wyspie. Odkłada też na bok kwestię zwierzęcych instynktów.

"Dzikiego robota" broni świetny przekład Marty Bręgiel-Pant. Barwny język tłumaczki wielokrotnie umilał mi dłużącą się lekturę, podobnie zresztą jak czarno-białe, nieco klassenowe w stylistyce ilustracje autora. Książka, która zapowiadała się na świetną przygodówkę, ląduje na półce obok współczesnych bajek, dzieląc los "Małego Księcia", czy "Paksa" Sary Pennypacker. O ile jednak one stanowią adekwatną lekturą dla swojego odbiorcy, o tyle "Dziki robot" pozostaje książką de facto dla nikogo.




Share:
Czytaj dalej
, ,

Ze zwierzyną pod pierzyną


Ze zwierzyną pod pierzyną, Nadia Budde, tł. Łukasz Żebrowski, Hokus Pokus 2018.

Wyświechtane stwierdzenie, że piękno tkwi w prostocie, w przypadku Nadii Budde jest nie do przecenienia. Nakładem wydawnictwa Hokus-Pokus ukazał się już drugi na polskim rynku tytuł tej niemieckiej pisarki i ilustratorki, od prawie 20 lat wydającej autorskie książki obrazkowe dla odbiorców w każdym wieku.

"Ze zwierzyną pod pierzyną" w dowcipny i niebanalny sposób buduje dramaturgię wokół tematu zasypiania i powszechnie znanej metody liczenia baranów. Absurd goni absurd, jest śmiesznie, krótko i na temat. Kto by pomyślał, że za pomocą rytmicznej, niedługiej wyliczanki można zbudować historię trzymającą w napięciu, a przy okazji wykazać się zręcznością, która mistrzostwem dorównuje słynnym językowym łamańcom Dr. Seussa.

Główny bohater, ubrany w pasiastą piżamę, łysawy młodzieniec, zawzięcie liczy barany, ale mimo to nie może zasnąć. Ma na szczęście pomysłowego doradcę. Pluszowy miś znajduje mnóstwo zwierząt, z którymi o wiele owocniej można spędzić czas. „Możesz u trzmiela udać szulera”, radzi. Albo „w ropuch kwintecie zagrać na flecie”, dodaje. Wyobraźnia misia nie zna granic, jednak chłopak pozostaje obojętny na wszystkie propozycje, z wyjątkiem jednej. W finale książki słodko zasypia, tuląc w objęciach puszczającego oko do czytelników, przebiegłego pluszaka.

Za polski przekład odpowiada Łukasz Żebrowski, tłumacz m.in. czterech tomów serii "Julek i Julka" oraz książek autorstwa Wolfa Erlbrucha. Mimo obiektywnych trudności związanych z koniecznością dopasowania polskiego tekstu do scenek przedstawionych na rysunkach wyliczanka zachowuje swój absurdalny klimat i charakterystyczny rytm. Żebrowski nie boi się stosować parafrazy. Miejscami oddala się od oryginału na tyle, że zaczyna opowiadać własną historię. Jest w tym jednak bardzo autentyczny i w sferze wyobraźni niezwykle płodny. Niemiecki tekst Ze zwierzyną pod pierzyną bazuje na łamańcach językowych, które, zwłaszcza przy głośnym czytaniu, stanowią nie lada wyzwanie. Polskie tłumaczenie jest dla czytelnika mniej wymagające, co można uznać za stratę, ale jednocześnie, o wiele bardziej zróżnicowane z punktu widzenia konstrukcji gramatycznej, a przez to na swój sposób bogatsze.

Polscy czytelnicy po raz kolejny za sprawą Nadii Budde otrzymują książkę dla całej rodziny. Zwracającą uwagę najmłodszych wyraźnym konturem i kontrastowymi kolorami, hipnotyzującą nieco starszych doskonałym rymem i rytmem oraz zaskakującą dorosłych absurdalnym, nieinfantylnym tekstem. Dość powiedzieć, że ani tekst, ani ilustracje nie kojarzą się z typową książką dla dzieci. Ich styl daleko wyprzedza wyobrażenia większości rodziców o idealnej książce dla dzieci. Przy bliższym poznaniu pozytywnie zaskakuje ze zdwojoną siłą.

tekst został opublikowany w 33 numerze czasopisma Ryms.



Share:
Czytaj dalej

Bjorn. Sześć opowieści z lasu



Bjorn. Sześć opowieści z lasu, Delphine Perret, tł. Paweł Łapiński, WYtwórnia 2018.

Delphine Perret podejmuje ryzyko i tworzy kolejną w dziejach literatury dla dzieci książkę o niedźwiedziu.  Jak się okazuje, nie jest to pomysł skazany na porażkę. Skromny, małomówny i przyjacielski Bjorn dołącza do licznego grona misiów, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Nie wypada przy tym gorzej niż Puchatek, Paddington i Uszatek, a brak czerwonego kaftanika, kapelusza czy kraciastej piżamki tylko dodaje mu autentyczności. Niedźwiedź pełną gębą.

Na sukces Bjorna składa się w równym stopniu prosta i mądra historia, co oszczędna szata graficzna, bazująca na przyciągającym uwagę miętowym papierze i prostych rysunkach stworzonych czarnym cienkopisem. Oczekiwany balans książki obrazkowej zostaje zatem zachowany. "Sześć opowieści z lasu" nie stanowi na pewno mięsistej fabuły, która pozostaje z czytelnikiem na lata, ale działa jak łyk gorącej herbaty w chłodny dzień. To taka literatura, z którą po prostu chce się spędzać czas. Pochwała życia, dowartościowanie przyjaźni i docenienie małych przyjemności mają w tej książce nadrzędną wartość, dzięki czemu autorka bez żalu rezygnuje z namolnego dydaktyzmu i zbędnego filozofowania. Ma być miło, przyjaźnie i autentycznie. Taki jest Bjorn i taka też jest książka. Jeśli damy się ponieść niespiesznej narracji, odkryjemy w pełni jej urok.

Mam duży szacunek do książek nieprzegadanych, które lekkością języka tworzą mylne wrażenie, że ich napisanie było dla autora tak proste, jak zjedzenie przysłowiowej bułki z masłem. Właśnie tak jest w przypadku "Bjorna". Krótkie zdania pozwalają lepiej docenić subtelność ilustracji. W tym wypadku ich brzmienie jest jeszcze bardziej istotne niż w przypadku dłuższej fabuły. "Bjorn" niestety miejscami zawiódł moje ucho i przy głośnej lekturze kilkakrotnie musiałam poprawiać fragmenty tłumaczenia, których nieskładność być może umknęłaby mi podczas samodzielnego czytania bardziej rozbudowanego tekstu. Żałuję, bo jest to mój jedyny zarzut do książki, który kładzie jednak lekki cień na wrażeniach z pierwszego spotkania z twórczością Delphine Perret.

Same rysunki zwracają uwagę ciekawym kontrastem bardzo zwierzęcych, nie zantropomorfizowanych bohaterów i różnych atrybutów z ludzkiego uniwersum. W lesie pojawia się kanapa, która stanowi clou jednego z opowiadań, niemniej istotne okulary, ale też budzik, książka i cała masa sprzętów skradzionych z namiotu biwakowiczów. Fabuła traktuje je jednak marginalnie, bardziej jak rekwizyty teatralne, które służą do opowiedzenia historii, ale nie stanowią jej sedna. "Bjorn" to książka, która na pytanie: mieć czy być, zdecydowanym głosem odpowiada: BYĆ!






Share:
Czytaj dalej
,

Czekając na jednorożce


 Czekając na jednorożce, Beth Hautala, tł. Zuzanna Byczek, Wydawnictwo Linia 2018 /Seria Biała Plama/.

"Powiedziałam sobie, że jeśli zobaczę jednorożca, będę trzymać oczy szeroko, szeroko otwarte, pozwolę, by ten widok wniknął we mnie, by roztrzaskał moje serce, o ile coś jeszcze z niego zostało prócz rozbitych kawałków. I wypowiem życzenie".

Churchill. Niewielkie miasto w Kanadzie nad zatoką Hudson, nazywane "stolicą niedźwiedzia polarnego". Miejsce oddalone od cywilizacji, słabo zaludnione i skazane na niskie temperatury, praktycznie przez okrągły rok. To tutaj pogrążona w żałobie po śmierci mamy, przyjeżdża z ojcem polarnikiem, 12-letnia Talia. Pełna wewnętrznego buntu, bólu i niezrozumienia musi zamieszkać w nieznanym miejscu, pod opieką obcej kobiety, podczas gdy jej ojciec na kilka tygodni zniknie z ekipą badawczą w niebezpiecznych, podbiegunowych rejonach.

Na lekturze "Czekając na jednorożce" zeszło mi kilka długich tygodni. Smakowałam ją małymi dawkami. Rozbijałam się między zachwytem a wyczerpaniem, niecierpliwością  a znużeniem. Fakt, że jej czytanie zbiegło się w czasie z kilkoma trudnymi momentami w moim życiu, tylko wzmógł emocjonalne napięcie, które autorka pięknie wplotła w tę historię o wewnętrznym dojrzewaniu i poszukiwaniu siły by iść dalej. To nie akcja stanowi bowiem spiritus movens tej historii, ale monolog wewnętrzny bohaterki, poprzerastany spotkaniami z z ludźmi, głęboką introspekcją i obserwacją świata, który powoli staje się jej światem. Wskakując w tę historię na szybko, ryzykujemy rozbicie o ścianę poetyckich metafor i fascynujących opisów stanów emocjonalnych i arktycznych pejzaży. Smutek, który przesiąka przez nią musi do czytelnika dotrzeć w całej swej pełni, żeby książka Beth Hautala zaczęła rezonować, tak jak zaplanowała to autorka.

W Churchill dla Talii wszystko się kończy a jednocześnie wszystko się zaczyna. Urwana bez pożegnania bliska relacja z mamą przechodzi trudny etap żałoby, by w efekcie zaowocować nową nadzieją, piękną przyjaźnią i niezwykle potrzebnym pojednaniem z ojcem. Tytułowe jednorożce, morskie narwale posiadające zdaniem bohaterki moc spełniania życzeń, w wyobraźni dziewczyny urastają do rangi antidotum na wszystkie niespełnione nadzieje. Na szczęście autorka dobitnie pokazuje, że tylko dzielenie się swoimi troskami i marzeniami z innymi może przynieść upragniony spokój i pocieszenie.



Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // październik 2018



 Październikowe zestawienie premier z zagranicy obfituje w tematy związane z odkrywaniem nowych miejsc, pokonywaniem własnych słabości oraz zmaganiem się z tym co nieuniknione. Księżyc, Mount Everest, wojna, ucieczka, wewnętrzny smutek. Listopadowa nostalgia sprzyja trudnym lekturom i refleksyjnym tematom. Pozwólcie się czytelniczo zainspirować!

Poppy Field (Pole maków)
Michael Morpurgo, il. Michael Foreman
Scholastic, 80 s. 
wiek odbiorcy: 7+ 



Młody Martens z Flandrii zna historię swojej rodziny, ponieważ jest dla niego tak samo ważna jak wyblakły wiersz wiszący w ich domu. Biedna dziewczyna pocieszająca płaczącego żołnierza, nieoczekiwane spotkanie nieznajomych, tragiczna śmierć ojca, wiele lat po podpisaniu traktatów pokojowych, wszystkie te epizody układają się w historię rodziny Martensów. Wojna ukształtowała ich w wyjątkowy sposób. Stała się ich historią, podobnie jak dla wielu narodów świata.


Michael Morpurgo i Michael Foreman we współpracy z Królewskim Legionem Brytyjskim wyjaśniają znaczenie maków w kontekście Dnia Pamięci, obchodzonego 11 listopada w Wielkiej Brytanii.






Gina from Siberia (Dżina z Syberii)
Jane Bernstein, Charlotte Glynn, il. Anya Desnitskaya
Animal Media Group LLC, 56 s.
wiek odbiorcy: 5+


Porywająca, autentyczna historia Dżiny, szorstkowłosej terierki, której rodzina, po zakończeniu Zimnej Wojny decyduje się na ucieczkę z Syberii do USA. Długa podróż autobusem, pociągiem, samochodem, samolotem i minivanem doprowadza Dżinę do jej nowego domu, oddalonego kilka tysięcy mil od Syberii. Terierka nie jest szczęśliwa w nowym miejscu i nie zamierza tego ukrywać. Dopiero pomoc Wiktora, dużego boksera, rozmowy o przyjaciołach i domu na Syberii, powoli uczą ją akceptacji dla nowego miejsca i leczą emocjonalne rany. Dżina zaczyna wierzyć, że być może jej nowy dom nie jest wcale taki zły.




 
źródło: instagram @anyadesnitskaya



Earthrise: Apollo 8 and the Photo That Changed the World (Wschód Ziemi: Apollo 8 i zdjęcie, które zmieniło świat)
James Goldstone, il. Christy Lundy
Owlkids, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+


Rok 1968 był niespokojnym rokiem: wiele narodów pozostawało w stanie wojny. Ludzie maszerowali w intencji pokoju, sprawiedliwości i wolności. W tym samym czasie, załoga Apollo 8 miała dotrzeć dalej niż ktokolwiek wcześniej - na Księżyc.

Podczas badania powierzchni Księżyca, astronauci obecni na pokładzie Apollo 8 podnieśli wzrok akurat w momencie gdy sylwetka Ziemi wychyliła się z ciemności kosmosu. Zobaczyli całą planetę - pozbawioną państw i granic. Wykonana przez nich fotografia "Wschód Ziemi", wywołała głęboką reakcję, pobudzając działalność ruchów ekologicznych i zmieniając sposób patrzenia na naszą pojedynczą, delikatną planetę oraz dając nadzieję w czasach wszechobecnego niepokoju.

Ta ważna i aktualna książka obrazkowa została opublikowana w związku z 50. rocznicą misji Apollo 8. Przedstawia historię zarówno z perspektywy astronautów, jak i tych co zostali na Ziemi. Tekst zawiera transkrypcję dialogów, przywołujących historyczny moment wykonania zdjęcia Ziemi z kosmosu.







Ode to an Onion: Pablo Neruda and His Muse (Oda do cebuli. Pablo Neruda i jego muza)
Alexandria Giardino, il. Felicita Sala
Cameron, 40 s.
wiek odbiorcy: 5+



Poetycka, pięknie ilustrowana książka obrazkowa, inspirowana "Odą do cebuli" chilijskiego poety Pablo Nerudy (1904-1973). Pablo umawia się na randkę ze swoją przyjaciółką Matilde, podczas której dziewczyna pokazuje mu swój ogród. Słaby nastrój poety sprawia, że tam gdzie ona widzi miłość i nadzieję, on dostrzega konflikt i smutek. Książka jest nie tyle biografią Nerudy i jego muzy, Matilde Urrutii (1912-1985), co prostą odą do warzyw, pokornych i wyrazistych, posępnych i radosnych, pełnych smutku i szczęścia - podobnie jak życie.









Everest (Everest)
Sangma Francis, il. Lisk Feng
Flying Eye Books, 80 s.


Najwyższe miejsce na Ziemi, nazywane przez wielu dachem świata, bywa ostatecznym wyzwanie dla poszukiwaczy przygód. Witamy na Mount Everest. Mount Everest jest bez wątpienia najbardziej znaną górą na Ziemi. Setki ludzi co roku wdrapują się na jego szczyt, idąc śladami Edmunda Hillary'ego i Tenzinga Norgaya. Ale w tej górze tkwi znacznie więcej niż tylko ludzie, którzy się na nią wspinają. Wyrusz w drogę do jej prastarych początków i poznaj kwiaty i rośliny, które porastają jej zbocza, a następnie bogatą historię samej Sagarmathy, bogini nieba.













 
* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.
Share:
Czytaj dalej
,

#instant / Jeleń



"Gdy jak zwykle podjechał pod blok, w którym czekało na niego mieszkanko, okazało się, że nie ma gdzie stanąć. Jego miejsce zostało zajęte przez samochód Pana Muflona, a żadne inne nie było wolne. Próbował raz i drugi. Z tej strony i z tamtej strony. Bez skutku".


 Podobno mieszkam w najgorzej skomunikowanej dzielnicy Warszawy, pozbawionej też z założenia miejsc do parkowania. Światły pomysł urbanistów, że każdy ma swoje miejsce postojowe i to wystarczy, ewidentnie nie wypalił. Z konieczności uskuteczniamy więc komunikację per pedes. Pół godziny piechotą w jedną stronę na zajęcia dodatkowe? Proszę bardzo. Autobus nie dojeżdża, samochodu nie zaparkujesz, bo nie ma gdzie. 45-minutowy dojazd dwoma autobusami, do szkoły oddalonej w prostej linii o niecałe 5 kilometrów od domu? Czemu nie. Przy ładnej pogodzie lepiej wziąć hulajnogę. Zimą skuter śnieżny? Można pomyśleć. W weekend robi się jeszcze ciekawiej, bo część linii komunikacji miejskiej zawiesza kursowanie. Chcesz puścić dziecko z wizytą do kolegi z sąsiedniej dzielnicy? Pora wsiąść za kółko. Samo nie dojedzie. Mieszkam w stolicy od urodzenia i przyznam, że temat komunikacji jeszcze nigdy nie był dla mnie tak palący. To że w ogóle istnieje, wraca jak bumerang, objawia się w regularnym przeglądaniu stron internetowych lokalnego transportu i wieczornych Polaków rozmowach, uważam za kompletną klapę. Jesteśmy jeleniami, że tu mieszkamy? Na to wygląda.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel chwyta za temat dnia miejskich dzieciaków. Pomijając korporacyjno-behawioralne uwikłania, czuję że główny bohater to przede wszystkim ziomal zza rogu, pochłonięty wraz z porożem przez wielkomiejską dżunglę i jej skomplikowane zależności. Budzi litość, ale daje nadzieję. Jego nagłe oswobodzenie z codziennych zależności jest oczywistą utopią, ale niezwykle oczyszczającą. Jeleń jest jak Ferdynand Wspaniały współczesnych czasów. Zrzuca garnitur, opuszcza kanapę i wraca do natury. Czego wszystkim i sobie serdecznie życzę.

Jeleń, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, il. Grażyna Rigall, Bajka 2018.
Share:
Czytaj dalej

Kto ty jesteś?


Kto ty jesteś?, Joanna Olech, il. Edgar Bąk, WYtwórnia 2013.

Pamiętam dobrze rok 2013 i Warszawskie Targi Książki na Narodowym. Sympatyczna pani ze stoiska Wytwórni zaprosiła moją 10-letnią wówczas córkę do obejrzenia premierowej wystawy plansz z książki "Kto ty jesteś?". Młoda ruszyła między stojaki, po czym po niedługiej chwili wróciła wyjątkowo czymś poirytowana: "Jak to patriotyzm nie ma koloru?". Rzuciła zdegustowana i nie czekając ani chwili, opuściła stoisko wydawcy.

Reakcja Najstarszej dała mi wtedy sporo do myślenia. Perspektywa patriotyczna w jakiej wychowywaliśmy ją my i katolicka szkoła była cierpiętniczo-martyrologiczna, jak to ujęła w notce okładkowej sama Joanna Olech, jednak nie wykluczała wielu bardzo prospołecznych aktywności, które wychodziły daleko poza ramy sprzątania po psie czy nieniszczenia zieleni. Moja przedsiębiorcza, wrażliwa i otwarta 10-latka była również świadomą swojej historii, dumną Polką.

Patrząc na "Kto ty jesteś?" Joanny Olech i Edgara Bąka z czasem co raz silniej uświadamiam sobie, że jest to książka, która w niepotrzebny sposób konfrontuje patriotyzm pamięci, powiewający flagami i śpiewający "Warszawiankę", ze zwykłym, codziennym dbaniem o siebie, innych i otoczenie. Ta konfrontacja zaczyna się już na pierwszej planszy. Innej niż pozostałe, bo nie spointowanej pojawiającym się na pozostałych stronach refrenem: "jestem patriotką/patriotą". Stanowiącej jakby założenie nie wymagające dowodów. "Patriotyzm nie ma koloru". Założenie skądinąd prowokacyjne, mogące zaskoczyć, zaciekawić, zranić, zastanowić, wywołać uśmiech albo uniesienie brwi, ale nieprawdziwe.  Patriotyzm nie ma JEDNEGO koloru. Ma ich wiele. Dla każdego inny, zależny z oczywistych względów od miejsca zamieszkania, pochodzenia, ale również od tak prozaicznych kwestii jak wiek, tożsamość społeczna czy wykształcenie. Odbieranie patriotyzmowi koloru spłaszcza go i niepotrzebnie buduje granice, które w założeniu "obywatelska" książka, ambitnie nakreślająca nowe, współczesne ramy patriotyzmu, powinna niwelować. Otwierając "Kto ty jesteś?" i oprotestowując wstępną tezę od razu czuję się ustawiona po przeciwnej stronie barykady.

Wbrew założeniom autorów, "Kto ty jesteś?", ze swoim uniwersalistycznym przesłaniem i pięknym minimalistycznym designem nie jest moim zdaniem książką, która stanowi wyczerpującą alternatywę dla myślenia o patriotyzmie, zaproponowanego 118 lat temu w "Katechizmie polskiego dziecka" przez Władysława Bełzę. Wyeliminowanie kwestii narodowych, zwłaszcza dziś, w świecie zdominowanym przez problem uchodźstwa, krwawiącym ranami opuszczonych ojczyzn, przypomina zamknięcie oczu przez małe dziecko, chcące bawić się w chowanego. Zredukowanie patriotyzmu do kwestii życia codziennego to ślepy zaułek. Jeżeli słowo ojczyzna nie będzie wywoływać w dzieciach żadnych skojarzeń, jak uda im się zrozumieć skomplikowane uczucia jakie towarzyszą problemom ludzi z obszarów ogarniętych konfliktami. Gdzie podziać tęsknotę ukraińskich dzieci, które w polskich podstawówkach próbują znaleźć akceptację? Jak dla odmiany pokazać polskim dzieciom drogę wsparcia dla przybywających z różnych stron świata nowych kolegów i koleżanek, jeśli patriotyzm ograniczymy do kasowania biletu i chodzenia na wybory?

Wydaje się, że autorzy "Kto ty jesteś?" nie do końca umieją  lub chcą zdefiniować swojego odbiorcę.  Z jednej strony stawiają na uniwersalność, jakby mieli zamiar stworzyć książkę dla szerokiego grona odbiorców, nie tylko dla polskich dzieci, z drugiej  niespodziewanie nawiązują do narodowych aspektów - języka polskiego i polskiego hymnu. Mimo to ani razu nie pada słowo Polska. Tak jakby tylko polskość w obszarze języka i kultury otrzymała specjalny glejt.

Nie niszczę książek. Jestem patriotką. Ale na potrzeby własne i moich lubiących "cierpiętniczo-martyrologiczne" klimaty dzieci, chętnie pozbawiłabym ją jednej strony. Tylko jednej.













Share:
Czytaj dalej