1/25/2022

Po śladach


Po śladach, Agnieszka Wolny-Hamkało, Hokus-Pokus 2021.

Wracam do prozy poetyckiej Agnieszki Wolny-Hamkało. Adela urosła. Od nieopierzonej Adeli z "Lata" dzielą ją lata (sic!) świetlne. Wskakuję w jej nowy świat, ale nie mogę oderwać się od dusznych podwórek i pęczniejących emocji poprzedniego tomu. Co się zmieniło?

 Czarna, oniryczna okładka zabiera nas tam, gdzie dzieciństwo jest już tylko szeregiem wspomnień albo czasem, który należy do kogoś innego. Kilka lat, które dzielą nas od poprzedniej części, lekko odsłania burzliwy okres dojrzewania bohaterów. Dotykamy go zaledwie, bardziej czując niż wiedząc na pewno. Franek i Julek zdają się podzielać nasze zagubienie. Ich chłopięce dorastanie ma w sobie więcej niezdecydowania. Gubi się również Adela, albo raczej znika, zostawiając po sobie co najwyżej delikatne ślady. I po tych śladach ruszają chłopcy, próbując odszyfrować znaki, które im dawała, a które oni tak beztrosko lekceważyli.

W "Po śladach" Adeli już nie ma. Jakby przekroczenie magicznej granicy dorosłości zamknęło za nią możliwość powrotu do trylogii o dorastaniu. W szaleńczym tempie uganiania się po Polsce za strzępkami informacji, zwierzeń, wspomnień, jesteśmy razem z Frankiem i Julkiem. Strach przed obcymi, niepewność o przyszłość, zmęczenie, a przede wszystkim nieustanna troska o Adelę towarzyszą nam na każdym kroku, mimo że podświadomie wszyscy czujemy, że dla samej Adeli prawdopodobnie nie ma to znaczenia. 

Z satysfakcją odnajduję w książce opisy migreny. Autorka dobrze wychwytuje jej symptomy, punkty szczytowe. Reakcje Franka są adekwatne. Trochę grzebie też w dolnośląskich brudach, przywołując autentyczny przypadek siechnickich szklarni. Rzeczywistość przesiąknięta bólem głowy, brakiem kasy, zapyziałą polską prowincjonalnością i byle jakimi relacjami, dobrze gra w książce o odchodzącym dzieciństwie. Jednocześnie poetycki język Agnieszki Wolny-Hamkało, pełen wyszukanych metafor, znakomicie z nią kontrastuje.

1/18/2022

Głosowanie w Plebiscycie Lokomotywa

Zapraszamy do głosowania w naszym Plebiscycie. Już po raz czwarty zespół blogerek i blogerów Lokomotywy wybrał najpiękniejsze książki dla niedorosłych minionego roku. Przekroczyliśmy nawet magiczną 60., nominując kilka serii książkowych. Nie mogliśmy się oprzeć. :)

 👉   www.plebiscytlokomotywa.pl

 Głosowanie trwa od 18 do 31 stycznia. Jest czas na zastanowienie, bo świetnych tytułów naprawdę nie brakuje.







 

 

1/14/2022

Współczesny bajarz polski

 

Współczesny bajarz polski, Zuzanna Orlińska, il. Aleksandra Bujnowska, Katarzyna Kaczor, Katarzyna Bogdańska, Jagna Wróblewska, Polarny Lis 2021.

Zawsze się zastanawiam, na ile trudno jest przebić się na rynku książki z kolejnymi wydaniami baśni i legend. Czy czytelnicy kupią, jeżeli na półce mają już kilka innych zbiorów? Poznajcie "Współczesnego bajarza polskiego" - rzecz świeżą i wartą uwagi.

Zuzanna Orlińska kojarzy mi się z artystką o ogromnej dociekliwości i pracowitości. W jej książkach często napotykam na dokładną kwerendę wydarzeń i bohaterów, bo obok tych lekkich, obyczajowych, coraz częściej pojawiają się w jej dorobku książki oparte właśnie na źródłach. Podziw i głębokie ukłony, bo w pędzącym świecie mało komu się dzisiaj chce. 

"Współczesny bajarz polski" to książka nawiązanie, książka hołd dla prawie dwustu lat obecności w rodzimej przestrzeni czytelniczej "Bajarza polskiego" Antoniego Glińskiego. Mimo że zbiór obejmował głównie baśnie białoruskie i litewskie, był bardzo popularny i mógł trafić nawet w ręce małego Mickiewicza. Dziś z trudem przebrnęlibyśmy przez archaiczny język tego zbioru. Czapki z głów przed tymi, którym uda się przeczytać go z dzieckiem. Mimo to, mnóstwo motywów tam obecnych, wciąż z powodzeniem funkcjonuje w kulturze, a inne są na tyle frapujące, że warto jest do niego wrócić.

Orlińska podjęła się tytanicznego trudu, żeby z czterotomowego zbioru Glińskiego wybrać utwory najciekawsze i najbardziej podatne na odświeżenie, a następnie wyłuskać z nich wątki i motywy, a potem napisać od nowa tak, aby oddać ducha, ale tchnąć nową jakość. Autorka wygładziła, pozbyła się rymowanych fragmentów, zrezygnowała z pełnych okrucieństwa scen służących zwłaszcza wymierzeniu bohaterom sprawiedliwej kary. We "Współczesnym bajarzu" próżno szukać też elementów sacrum, które Gliński umieszczał w swoich baśniach równie chętnie jak magiczne atrybuty, oraz motywów ksenofobicznych. To adaptacja na swój sposób egalitarna, możliwie neutralna światopoglądowo. Łatwo może się w niej przejrzeć każde dziecko.

Tak jak dawniej Gliński śmiało osadzał swoje utwory w dobrze znanych mu realiach społeczno-przyrodniczych, tak samo Orlińska w kilku baśniach zdecydowała się na daleko idące uwspółcześnienie. Brudne interesy robi biznesmen prezes Borucki, w tunelach metra krąży Bazyliszek, kwiat paproci rośnie na parapecie w oknie staruszki. Ale chyba najbardziej cieszą fikuśne neologizmy wokół magicznych przedmiotów, w których tworzeniu również Gliński emanował niezwykłą pomysłowością. Nie jest ich dużo, ale ładnie rezonują w tekście. Taka gra baśniowymi motywami: świadome uwspółcześnianie, baśnie na opak, baśnie zbuntowane, retellingi cieszą się obecnie dużym zainteresowaniem i stanowią niewyczerpane źródło inspiracji. Mają jednak swój próg wejścia, bez przekroczenia którego nie da się ich zrozumieć. 

Na przeczytanie "Współczesnego bajarza polskiego" poświęciłyśmy razem z 9-letnią córką kilkanaście miłych okołoświątecznych wieczorów. Ten dobry wspólny czas zamknęło dobitne pytanie o kolejny tom. To z pewnością najlepsza rekomendacja.

1/05/2022

Przegląd nagród książkowych 2021

 


 


Co tam słychać za granicą? Ogromnym sukcesem może cieszyć się kanadyjski pisarz i ilustrator, Sydney Smith. Jego picture book "Sam w mieście" otrzymał w tym roku aż dwie prestiżowe nagrody książkowe: Kate Greenaway Medal i Deutscher Jugendliteraturpreis. W Polsce książkę opublikowało wydawnictwo Sto Stron.

 

 



 


1/03/2022

Tyle miłości nie może umrzeć

 


Tyle miłości nie może umrzeć, Moni Nilsson, il Joanna Hellgren, tł. Agnieszka Stróżyk, Zakamarki 2021.

Tak się składa, że niedawno sama straciłam mamę, więc emocjonalne naciski, jakie generują książki o śmierci, rezonują we mnie doskonale. A skandynawska literatura znowu udowadnia, że umie sobie radzić z trudnymi tematami. Niezależnie od tego czy czytelnik ma 9 lat, czy dużo więcej.

Lea ma kochającą rodzinę, cudowną przyjaciółkę Noję i jest najlepszym strzelcem w drużynie. Jednak w tej chwili nie to się liczy. Jej mama umiera na raka i wszystko inne praktycznie przestaje mieć znaczenie. Gdyby tylko dało się coś z tym zrobić, Lea nie musiałaby nienawidzić Noi ze wszystkich sił, ani bać się, że jak wróci ze szkoły, mamy już nie będzie. Póki co mama jest w domu prawie cały czas, poza krótkimi pobytami w szpitalu. Czasem czuje się lepiej i wtedy robi Lei piękne fryzury albo pozwala wywieźć się wózkiem na spacer, a czasem gorzej, wtedy wymiotuje, ciężko oddycha albo po prostu śpi.

Moni Nilsson z niebywałą wrażliwością odmalowuje pewną delikatną sferę intymności, która kryje się za relacją mamy i córki: dotyk, wzajemna otwartość, brak tabu. Szczera, nielukrowana relacja z domu, który powoli przygotowuje się na odejście kochanej osoby uderza w czytelnika falą emocji, która nie oszczędza. Kontrast pomiędzy tym wszystkim a światem, który Lea pozostawia za sobą jest trudny do udźwignięcia nie tylko dla bohaterki. Wydaje się, że ta i tamta rzeczywistość po prostu nie są ze sobą kompatybilne. Mimo to autorce udaje się przeprowadzić nas na drugą stronę, udowadniając, że śmierć ma swoje miejsce w życiu, a odchodzenie bliskiej osoby to jego naturalny element. 

Przyznam, że po raz pierwszy przeczytałam w książce dla dzieci tak szczerą, wzruszającą i prostą opowieść o odchodzeniu. Mam poczucie, że Moni Nilsson potraktowała młodych czytelników z należną im powagą, jednocześnie gładko i z wyczuciem weszła w emocje głównej bohaterki. Świetnie napisana postać mamy, dała Lei podstawę, żeby przez proces rozstania przejść w poczuciu bezpieczeństwa i stabilności. Pięknie by było, gdyby każde dziecko mogło w ten sposób żegnać swoich bliskich.

Książka świetnie nadaje się do samodzielnego czytania, choć pewnie lepiej byłoby przeczytać ją wspólnie.