Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

9/20/2021

Gwiazda Blachonosego


 Gwiazda Blachonosego, Marcin Kozioł, Wydawnictwo Bumcykcyk 2020.

 Książka z barierą okładki. Stockowe grafiki przypominają stylem lata 90. i podejrzewam, że na półce w księgarni raczej nie przyciągają uwagi nastolatków. W środku niezła powieść detektywistyczno-przygodowa z równościowym przesłaniem.

Pierwszy tom "Detektywów na kółkach" w 2017 roku wskoczył na listę lektur uzupełniających dla klas 4-6 i spotkał się z ciepłym przyjęciem. Nic dziwnego, obok "Feliksa, Neta i Niki oraz Gangu Niewidzialnych Ludzi" to jedyna współczesna powieść młodzieżowa zaproponowana do omawiania w tej grupie wiekowej. I znowu przyczynek do dyskusji, jaka jest rola lektur w młodszych klasach szkoły podstawowej, i znowu krew się we mnie gotuje.

"Gwiazda Blachonosego" to trzecia z kolei część przygód piętnastoletniej, niepełnosprawnej Julii i o rok starszego Toma oraz wiernego psa asystenta - Spajka. Akcja książki rozgrywa się w Danii oraz Szwecji, a tłem współczesnych wydarzeń jest postać Tychona Brahe, duńskiego astronoma, niezwykle ekscentrycznego i zdolnego naukowca, słynącego z nietypowego, metalowego nosa. Julię i Toma spotykamy na międzynarodowej konferencji astronomicznej, w momencie, w którym Spajk nagle znika, a para nastolatków staje przed koniecznością rozwiązania szeregu zagadek, które mają ich doprowadzić do odnalezienia przyjaciela. Kto stoi za tajemniczym porwaniem i czego tak naprawdę chce?

Marcin Kozioł równolegle prowadzi tu dwie historie: detektywistyczną przygodówkę o dynamicznej akcji (choć jak dla mnie obarczoną bagażem lekkich dłużyzn) i fabularyzowaną relację z życia Tychona Brahe, w stylu której autor czuje się bardziej swobodnie. Ostatecznie obie opowieści zmierzają ku zgrabnemu finałowi, który ostatnio w polskich młodzieżówkach nie jest taką oczywistością. 

Przy dość gęstej lekturze dobrze sprawdziły się krótkie rozdziały, a smaczku czytelniczego dodały zaszyfrowane wiadomości, które można odkrywać równolegle z bohaterami. Do końca jednak nie przyzwyczaiłam się do nieco pretensjonalnego imienia Tom, które czytając książkę na głos konsekwentnie zmieniałam na Tomek i miejscami łopatologicznego stylu dialogów, który nie pozostawiał miejsca na interpretację. Wiele razy miałam już okazję potwierdzić, że głośna lektura często wyciąga na wierzch pewne niedoskonałości stylu, które przy cichym czytaniu pozostałyby niezauważone.

"Gwiazda Blachonosego" bardzo przypadła do gustu mojej 9-letniej córce, która zapowiedziała, że pozostałe części "detektywów" będzie chciała już przeczytać samodzielnie, co jest według mnie najlepszą rekomendacją.

4/22/2020

Wiatr z księżyca


Wiatr z księżyca, Eric Linklater, il. Zbigniew Lengren, tł. Andrzej Nowicki, Muchomor 2019.

W lipcu 1945 roku, niespełna dwa miesiące po zakończeniu II Wojny Światowej, brytyjskie Stowarzyszenie Bibliotekarzy uhonorowało Erica Linklatera nagrodą Carnegie Medal za książkę "Wiatr z księżyca". Debiut autora na polu literatury dziecięcej był zarazem swoistym manifestem antywojennym i dobrze wyważoną polityczną satyrą.

 Praca nad powieścią o dwóch siostrach Dorze i Florze zbiegła się w czasie z powrotem Linklatera z frontu, w związku z przyjściem na świat jego trzeciego dziecka. Pochłonięty opieką nad dwiema starszymi córkami i przyglądając się ich zabawom, Linklater zaczął pisać całkowicie antypedagogiczną powieść przygodową o wolności i sile dziecięcej wyobraźni. Świat Dory i Flory to małe miasteczko, wręcz karykaturalnie wykrzywione spojrzeniem małych dziewczynek, które nie marnują żadnej okazji by dopiec jego mieszkańcom. Przygoda zaczyna się na dobre, gdy za sprawą czarodziejskiego eliksiru zamieniają się w kangury i na pewien czas stają się ofiarami swojej nieostrożności, kończąc za kratami miejscowego zoo.

Wątek niewoli pojawia się w książce zresztą nie jeden raz. Poza typowym dla powieści antymoralizatorskiej dylematem między wolnością a realizowaniem zewnętrznym nakazów, dziewczynki mierzą się również z kwestią prawa zwierząt do decydowania o swoim losie. W efekcie podejmują próbę oswobodzenia z niewoli tych mieszkańców ogrodu, którzy tęsknią za upragnioną swobodą. Linklater rzuca też krytycznym okiem w kierunku wymiaru sprawiedliwości i lokalnych potyczek mieszkańców miasteczka o kwestie zupełnie drugorzędne. Akcja powieści na pewien czas przenosi się do więzienia i tu również Dora i Flora przejmują inicjatywę.

Najciekawszy epizod Linklater zostawia jednak na sam koniec powieści. Wiąże się on z karkołomną misją uwolnienia majora Palfreya, ojca dziewczynek, z niewoli u księcia Hulagu, dyktatora w fikcyjnym europejskim państwie - Bombardii. Postać księcia uznawana jest za bezpośrednie nawiązanie do Hitlera, czego dowodem miało być zamiłowanie obu mężczyzn do słodyczy. Śmierć księcia w finałowych scenach powieści, miała zaś stanowić powiew nadziei dla czytających książkę rodziców, w pogrążonej w wojnie Wielkiej Brytanii.

"Wiatr z księżyca" to jednak przede wszystkim kawał dobrej przygodówki. Swoboda z jaką bohaterki kształtują fabułę powieści zapewnia czytelnikom ogromną dawkę wrażeń. Wiatr z księżyca" czyta się świetnie, a ostateczne wrażenie po lekturze, że grzeczność nie popłaca, ma o tyle pokrętne znaczenie, iż w efekcie wszystkich  przygód dziewczynki przechodzą jednak ogromną metamorfozę. Przy tym wszystkim jest to nadal książka około wojenna, miejscami dosadna, czasami nawet brutalna.

Polskie wydanie dowcipny język, pełen wyszukanych gier językowych, zawdzięcza przekładowi Andrzeja Nowickiego (1971 r.), który z dużą starannością oddał żarty słowne ukryte pod imionami i nazwiskami bohaterów, nie tracąc przy tym nic z angielskiego charakteru języka.  Wizualnie lekturę urozmaicają zaś ilustracje Mistrza Lengrena.




4/06/2020

Złodziejaszki


Złodziejaszki, Katherine Rundell, tł. Paulina Braiter, Poradnia K 2020.

Początek XX wieku. Nowy Jork. Nastoletnia Vita przybywa wraz ze swoją matką na Nowy Kontynent z misją ratunkową dla pogrążonego w apatii dziadka. Na miejscu okazuje się, że staruszek, niedawno owdowiały arystokrata, padł ofiarą oszusta i stracił cały majątek, w tym zabytkowy zamek, przeniesiony do Ameryki przez jego dziadka. Vita postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Wraz z przypadkowo poznanymi dzieciakami organizuje misję ratunkową, której celem jest przechwycenie rodzinnego skarbu - cennego szmaragdowego naszyjnika pozostawionego w zamku, a za pieniądze ze sprzedaży, wynajęcie prawnika, który rozwikła sprawę oszustwa.

Kathrine Rundell wprowadza główną bohaterkę w barwne środowisko rosyjskich cyrkowców, z którego pochodzą Samuel i Arkadij oraz świat drobnych miejskich złodziei, z którego wywodzi się Silk - kieszonkowa złodziejka. Wykwintne nocne życie, niebezpieczne zaułki, bezwzględni mafiosi. Bieda i bogactwo Manhattanu tworzą ciekawe socjologiczne tło dla dość prostej historii, która bez specjalnej finezji prowadzi czytelników do niestety rozczarowująco naiwnego finału. "Złodziejaszki" zdają się nawiązywać do tradycji powieści awanturniczo-przygodowych spod pióra Twaina, Stevensona czy Verne'a, ale książka, choć czyta się szybko i przyjemnie m.in. dzięki zgrabnemu tłumaczeniu Pauliny Braiter, nie gwarantuje zaskakujących zwrotów akcji ani pogryzionych z niecierpliwości paznokci. Czytelnik dość szybko, szybciej niż sami bohaterowie, przeniknie intencje autorki, a jako zadośćuczynienie słabej intrydze otrzyma zakończenie rodem z taniej hollywoodzkiej produkcji. Rundell nie wykorzystuje potencjału książki. Bohaterom  brakuje indywidualności. Przez ponad 300 stron powieści pozostają dalecy i nie dają się polubić. "Złodziejaszki" to lekka lektura, która nie pozostanie z czytelnikiem na dłużej.

11/13/2019

Kobra



Kobra, Katarzyna Wasilkowska, Wydawnictwo Literatura 2018.

Wokół najnowszej powieści Katarzyny Wasilkowskiej krąży widmo polskich przygodówek z lat 60. i 70., na których wychowały się co najmniej dwa pokolenia czytelników. Widmo przyjazne wobec rodziców, dla współczesnych dzieciaków już pewnie nieco zamazane. Aktualny kontekst czasowy niesie wprawdzie powiew świeżości, ale na pierwszym planie pozostają nudne wakacje na wsi, wątek historyczny i lokalna zagadka. Pachnie Bahdajem i Szmaglewską, Nienackim i Niziurskim? Na odległość.

Do klubu anonimowych miłośników polskiej przygodówki dla młodzieży zapiszę się pierwsza. Co tam anonimowych - niech będą i jawni. Mimo że wakacje co roku spędzałam w podwarszawskim letnisku, w cieniu sosny przewracając kolejne strony książki, plecak bohaterów kleił mi się do pleców, pył z drogi osiadał na twarzy, a dreszcz strachu czaił się po plecach. To te książki zrobiły ze mnie czytelnika i to one rozbudzały wyobraźnię, gdy ustawiony na werandzie turystyczny junost śnieżył na ekranie rozmazaną dobranocką. Katarzyna Wasilkowska powtarza moje doświadczenia sprzed lat i robi to bardzo przekonująco.

"Kobra" jest powieścią, która bardzo dobrze rozkłada akcenty. Główny bohater to postać trwale osadzona w fabule. Jego tragedia związana z nieszczęśliwym wypadkiem i okaleczeniem sytuuje go gdzieś między bohaterem tragicznym a samotnym wojownikiem. Budzi sympatię i zaufanie, ale nie litość. Wokół jego postaci nadbudowany zostaje ciekawy wątek rodzinny, który czytelnik poznaje razem z chłopakiem. Wreszcie intrygująca panorama lokalnej wiejskiej społeczności, z jej konfliktami, słabościami, ale też swoistym kolorytem i godną pozazdroszczenia wewnętrzną solidarnością. Gdzieś w tle pojawia się autentyczna historia wojenna, a teoretycznie na samym wierzchu wątek Kobry - tajemniczego motocyklisty, stającego w obronie słabszych i wymierzającego sprawiedliwość wedle własnych zasad.

Odnoszę wrażenie, że Kobra jest w powieści elementem najsłabszym i najmniej przekonującym. Dodaje aury tajemniczości, ale ostatecznie psuje zakończenie i kradnie mu wiarygodność. Wasilkowska bardzo sprawnie ciągnęła fabułę, niemal do końca trzymając w ryzach wszystkie wątki i własną fantazję, by na koniec jednak dać się ponieść i wpaść w sidła nieco naiwnego finału. Sposób rozbicia szajki przestępców i wyjątkowo niespójna postać Kobry to dwa minusy, które zaważyły na moim odbiorze powieści. Gdyby dało się przeczytać alternatywne zakończenie, chętnie bym to zrobiła.

Czy "Kobra" napisana w starym sprawdzonym kluczu ma szansę trafić do współczesnych dzieciaków? Jeszcze nie wiem. Czy zakończenie się obroni? Bardzo jestem ciekawa. Autorka ewidentnie ma plan, by chemia powstała i to nie tylko między czytelnikiem a jej książką, ale całym nurtem poprzedników. W rozmowach bohaterów co i raz powracają kolejne nazwiska, od Adama Bahdaja po Zuzannę Orlińską. A sama Kobra to przecież ukłon w stronę klasyki kina akcji. Poza Potterem i Marvelem jest jeszcze inny świat.