Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mity. Pokaż wszystkie posty

8/30/2019

Encyklopedia Wczesnej Ziemi



Encyklopedia Wczesnej Ziemi, Isabel Greenberg, tł. Łukasz Buchalski, Kultura Gniewu 2019.

Wbrew tytułowi nie jest to encyklopedia.  Z pierwotnego zamysłu autorki pozostał tylko tytuł. To gawęda o gawędziarzu, opowieść o opowieściach. Komiks z gruntu szlachetny i pełen subtelności, ale o sile rażenia, która nie sprostała moim oczekiwaniom.

Gdyby Wczesną Ziemię chcieć zakotwiczyć w konkretnych geograficznych rejonach, nie byłoby z tym większego problemu, podobnie kulturowe realia aż kipią od różnorodnych aluzji, mających swe źródło w mitologicznych i biblijnych opowieściach, na trwałe osadzonych w zachodniej kulturze. Isabel Greenberg wykonała niemałą ekwilibrystykę, żeby ze znanych motywów utkać własną opowieść o "arche-świecie", w którym bóstwa miały realną władzę, ludzie stronili od podróży, a opowieści ustne stanowiły jedyny sposób na skuteczne przekazywanie informacji. Ale wbrew pozorom historia o krainie Nord, bogu Ptakoludzie i jego kruczych dzieciach, wieży Migdal Bavel czy o Dagu i Halu, dzieciach pierwszych rodziców, to tylko pretekst do opowiedzenia o wielkiej miłości gawędziarza z Nord do dziewczyny z Bieguna Południowego. A może jest odwrotnie. Może wielka odyseja toczy się nie po to, żeby Isabel Greenberg mogła pobawić się w Homera, ale żeby połączyć w całość setki kulturowych wątków, które razem tworzą tę przedziwną, wielokulturową mozaikę.

Ta druga hipoteza wydaje się o tyle bardziej prawdopodobna, że sama historia chłopaka, począwszy od fatalnego rozdzielenia do postaci trójcy, które przeżył w dzieciństwie, poprzez zjednoczenie w całość, długą podróż na południe i pechową, miłość skazaną na niespełnienie z powodu magnetycznego odpychania, nie stanowi satysfakcjonującej osnowy, żeby cały scenariusz komiksu uznać za trafiony. Świetne kadry, stylowe liternictwo i udana kreska nie zaspokajają potrzeby komiksu domkniętego, w którym postacie pojawiają się nieprzypadkowo a wydarzenia mają swoje konsekwencje. Zabrakło niewiele, a w każdym razie takie odniosłam wrażenie, gdy zbyt szybkie zakończenie odbiło się smutnym echem wśród lodów Południowego Bieguna. Greenberg zaskakuje za to nieszablonowym zastosowaniem języka. Obiera strategię dwóch stylów. Język narracji jest nieco archaiczny, jak w starych baśniach czy legendach, za to dialogi są na wskroś współczesne, jakby żywcem wyjęte z młodzieżowego komiksu. To sprawia, że cała historia, mimo ogromnego poszarpania graniczącego z bałaganem, nabiera cech uniwersalnych, które umiejętnie koegzystują z uniwersalizmem biblijnych i mitologicznych aluzji.





2/20/2018

Angara, córka Bajkała


Angara, córka Bajkała, Irina Jertachanowa & Olga Jertachanowa, tł. Agnieszka Matkowska, Media Rodzina 2017.

Buriacka legenda o wszechwładnym Bajkale i jego odważnej córce Angarze od lat porusza wyobraźnię mieszkańców i turystów odwiedzających okolice "syberyjskiego morza". Wyjątkowo subtelna i piękna książka malarsko-graficzna przekazuje cały zachwyt nad przyrodą tamtych miejsc. Niezwykła, bo wyszła spod ręki dwóch artystek. Siostrzany duet sprawił, że mogę tę książkę oglądać bez końca.

Bajkał to jedno z najstarszych i najgłębszych jezioro świata. Jego długość jest  niemal równa szerokości Polski. Wypływa z niego tylko jedna rzeka. Jest nią właśnie Angara. Pięknie spersonifikowana syberyjska legenda prowadzi nas w podwodną głębinę, gdzie w kłębowisku abstrakcyjnych obrazów spotykamy ojca i córkę i wchodzimy w sam środek narastającego sporu. Platoniczna miłość, która nie zna żadnych granic zmusza piękną Angarę, by porzuciła awanse licznych zalotników i ruszyła naprzeciw wyśnionemu Jenisejowi. Podwodna kraina skrzy się od fantastycznych postaci i oszałamiających widoków. Ze strony na stronę postępujemy jak w sennej wizji i nawet  gniew zranionego ucieczką córki Bajkała nie jest w stanie zepsuć odwiecznej konstrukcji tego świata. Kolorowe i czarno-białe artystyczne obrazy spontanicznie mieszają się ze sobą przywołując na myśl twórczość Stasysa, równie silnie inspirowaną poetyckimi skojarzeniami. Twarze o wschodnich rysach, przedziwne ryby, architektoniczne cuda nawiązujące do buddyjskich świątyń i podwodnych raf. Obrazy głównie nastrojem odnoszą się do treści opowiadania. Na ich podstawie można snuć kolejne historie, zajrzeć jeszcze głębiej w urokliwą historię buriackiej córki króla Bajkała.





12/22/2013

Paskudki słowiańskie

 Paskudki słowiańskie
 Magdalena Mrozińska
 il. Maria Dek
 Wydawnictwo Myślanki 2013










Najstarsza już na początku podstawówki do perfekcji opanowała znajomość greckiej mitologii. Podczas gdy ja w młodości męczyłam "Mitologię" Parandowskiego, ona miała do dyspozycji zestaw audiobooków z mitami w opracowaniu Grzegorza Kasdepke i wciągającą serię powieści o przygodach Percy'ego Jacksona - greckiego herosa o amerykańskich korzeniach. Ja swoją fobię mitologiczną, za sprawą Aleksandra Gieysztora i jego niedoścignionej "Mitologii Słowian", dopiero w liceum przekułam na fascynację wierzeniami słowiańskimi. Brakuje niestety młodzieżowej serii o naszych rodzimych tradycjach mitologicznych, stąd ciemna plama na tym polu w świadomości Najstarszej. Wprawdzie w zeszłym roku nakładem wydawnictwa BOSZ ukazał się "Bestiariusz słowiański", ale ten pięknie ilustrowany słownik pojęć, kierowany jest raczej do dorosłego czytelnika.

Z zaciekawieniem powitałam więc "Paskudki słowiańskie", które jak się szybko okazało wcale paskudne nie są. Wręcz przeciwnie, książka zwłaszcza w warstwie graficznej niesie ze sobą niepowtarzalny klimat, inspiruje, zaskakuje. "Paskudki" swoich czytelników znajdą jednak wśród kilkulatków, dlatego rówieśnicy Najstarszej muszą jeszcze poczekać na swojego słowiańskiego Percy'ego Jacksona. Póki co, pozostaje zadowolić się "Kajkiem i Kokoszem". "Paskudki" otwierają jednak nowy rozdział, w literaturze dla dzieci. Dają nadzieję, że ten zbiorek rymowanek dla najmłodszych rozwinie się z czasem w szerszy słowianofilski nurt.

Bohaterowie książki przedstawiają się bliżej w słowniczku na końcu tomiku. Jest ich dziesięciu: błędnik, dytko, gnieciuch, kłobuk i inni. Każdy z nich pełnił odrebną rolę w wyjaśnianiu zjawisk, które dla dawnych Słowian były trudne do zrozumienia. Płanetnicy kierowali chmurami, Wietrznica przynosiła wiatr, Mamuna podmieniała różne rzeczy. Swojsko brzmiące nazwy pozwalają szukać analogii między imionami a rolą jaką pełniły, wskazują na istotne elementy tamtego świata, związane głównie ze zmianami pogody i światem natury. Rymowanki, które składają się na zbiorek "Paskudków słowiańskich" nie niosą ze sobą poetyckiej głębi. Na dłuższą metę może nużyć ich jednostajny rytm i raczej nie sposób przeczytać całości od deski do deski. Urozmaicają je z powodzeniem nastrojowe ilustracje i wysmakowana typografia.