Przygody Astrid - zanim została Astrid Lindgren

 

Przygody Astrid - zanim została Astrid Lindgren, Christina Björk, il. Eva Eriksson, tł. Hanna Dymel-Trzebiatowska, Zakamarki 2020.

Podobno biografie zaczyna się doceniać po pięćdziesiątce. Jeśli macie tremę przed czytaniem o przygodach Astrid zanim została Astrid Lindgren - na pocieszenie przyznam się, że ja też miałam. Na szczęście Najmłodszej stereotypy się nie trzymają, dzięki czemu jestem już po drugiej stronie.

Pierwsze polskie wydanie książki ukazało się w 2007 roku i był to, o ile się nie mylę, debiut wydawniczy nowo powstałego wydawnictwa Zakamarki. Po 13 latach świeża edycja, "poprawiona, uzupełniona, uaktualniona" wróciła do mnie jak wyrzut sumienia. Zatem do rzeczy. Jak było?

Niespełna stu stronicowe "Przygody Astrid" to napakowana informacjami, ale wyjątkowo łatwa do połknięcia pigułka. I to wcale nie gorzka! Christinę Björk, autorkę książki, bardzo lubimy  za "Linneę w ogrodzie Moneta", około biograficzną książkę o Giverny i impresjonizmie. Opowieść o Astrid nie jest fabularyzowana, ale opowiedziana prostym, pełnym anegdot językiem czyta się lekko i przyjemnie. Całą resztę roboty dokonują liczne przypisy, które odsyłają na żółte strony książki. To tam znajdujemy wszystkie literackie nawiązania, o które Astrid pokusiła się konstruując fabuły swoich licznych powieści. Żółte strony kończą każdą dłuższą sekcję książki. Można do nich zajrzeć, ale nie trzeba. Dzięki temu młodsi lub mniej zaprawieni w boju, mogą pozostać tylko przy wątkach z życia pisarki.

Ostatnie rozdziały książki to prawdziwa gratka dla koneserów. Dzięki nim można odbyć krótką wycieczkę po Vimmerby i na licznych zdjęciach obejrzeć te wszystkie miejsca, w których bywała Astrid i w których często osadzała akcję swoich książek. Można również przeczytać skróconą historię dalszego życia pisarki i przejrzeć pełną bibliografię, obejmującą książki nieprzetłumaczone dotąd na język polski. Prawdziwym rarytasem są towarzyszące opowieściom ilustracje Evy Eriksson, literackiej mamy Duni ("Moje szczęśliwe życie") oraz fotografie rodzinne samej Astrid, zaś na żółtych stronach rysunki Lindgrenowych ilustratorek.

Tak gęsta i dobrze podana opowieść to gratka dla wszystkich dzieciaków, które znają już dobrze Bullerbyn, Madikę, Emila i Pippi.  Christina Björk świetnie wykorzystuje tę wiedzę, by przekuć wątki z życia Astrid Lindgren i jej bliskich na szybką ścieżkę skojarzeń. Dzięki nim świetnie się bawiłyśmy czytając o lemoniadowym drzewie, zabawie w "nie dotykać podłogi" i robieniu grot w sianie. Ale największym zaskoczeniem pozostał fakt, że literackim pierwowzorem Emila ze Smalandii był sam tata Astrid.






Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // wrzesień 2020

 


The Wolves of Greycoat Hall (Wilki z Greycoat Hall)
Lucinda Gifford
Walker Books, 224 s.
wiek odbiorcy: 6+



Boris i jego rodzice dowiadują się, że Szkocja przywraca wilki na swoje terytoria. Opuszczają więc swoją posiadłość w Morovii i udają się do szkockiej ojczyzny. Ale nie myślcie, że te wilki planują osiedlać się w dziczy. Nic z tego! Zamiast tego rezerwują pobyt w ekskluzywnym hotelu Highland, skąd zamierzają robić wypady do najlepszych atrakcji turystycznych i kulinarnych Szkocji. Ale czy Szkocja jest gotowa na wakacje wilków? Zwłaszcza takich głodnych? I dlaczego niektórzy ludzie nie cieszą się, kiedy ich widzą? 

Smakowicie śmieszna opowieść z równie zabawnymi ilustracjami, o byciu ocenianym na podstawie tego kim się jest, a nie jakim się jest.

 

 


 

Margaret's Unicorn (Jednorożec Małgorzaty)
Briony May Smith
Schwartz & Wade, 40 s.
wiek odbiorcy: 4+


Kiedy rodzina Małgorzaty, aby być blisko babci, przeprowadza się do domku nad morzem, cały świat staje na głowie. Pewnego wieczoru Małgorzata dostrzega nad wodą mgłę. Nie, to nie mgła ... może chmury? Nie, to jednorożce schodzące na brzeg! Znikają tak szybko, jak się pojawiły, ale przypadkowo pozostawiają młode, które zaplątało się w szuwary. Samotna i potrzebująca towarzystwa Małgorzata sprowadza je do domu i opiekuje się nim przez jesień i zimę. Razem ścigają fale, skaczą po zamarzniętych kałużach i budują śnieżne jednorożce. Kiedy w końcu nadchodzi wiosna i jednorożce wracają, Małgorzata przyprowadza swojego małego przyjaciela z powrotem do rodziny. Tych dwoje nie zapomni jednak o sobie. Małgorzata tęskni za przyjacielem, ale dzięki nowej relacji wreszcie zaczyna czuć się w nowym domu jak u siebie. 




Skunk and Badger (Skunks i borsuk)
Amy Timberlake, il. Jon Klassen
Algonquin Young Readers, 136 s.
wiek odbiorcy: 3+



Nikt nie chce skunksa. Skunksy nie są gośćmi mile widzianymi na frontowych schodach. Nie powinny też przebywać w salonie. A już nigdy, przenigdy nie należy pozwalać im się wprowadzić. Ale skunks został nowym współlokatorem borsuka i borsuk nic nie może na to poradzić. Kiedy skunks wkracza w życie borsuka, wywraca je całe do góry nogami. W tym także ogony. W dodatku opryskane zostało niewłaściwe zwierzę. I dlaczego (och, dlaczego!?) jest tu tak dużo kurczaków? „Nieeeeeeeeeeeeeeeeee!”

Wallace i Gromit spotykają Kubusia Puchatka w nowym ujęciu klasycznej opowieści o nietypowej przyjaźń, autorstwa Amy Timberlake, uhonorowanej nagrodą Newbery Honor, z kolorowymi i czarno-białymi ilustracjami autorstwa Jona Klassena.


Our Little Kitchen (Nasza mała kuchnia)
Jillian Tamaki
Harry N. Abrams, 48 s.
wiek odbiorcy: 4+

Zawiąż fartuch! Podwiń rękawy! Patelnie wyjęte, piekarnik gorący, kuchnia gotowa! Zaczynamy? 

Pełna życia, porywająca książka obrazkowa autorstwa Jillian Tamaki, uhonorowanej nagrodą Caldecott, o zaradnych sąsiadach spotykających się, aby wspólnie przygotować posiłek dla lokalnej społeczności. Ogród pełen produktów, radośnie chaotyczne gotowanie i przyjazny posiłek przy stole stają się w "Naszej małej kuchni" szczególnym świętem sytości i wzajemnej troski. Materiały dodatkowe obejmują przepisy kulinarne i krótką notatkę autora na temat wolontariatu, który zainspirował go do napisania tej książki.

 



The Tiny Baker (Małutka piekarka)
Hayley Barrett, il. Alison Jay
Barefoot Books, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+

 

Każdego dnia owadzi klienci ustawiają się w kolejce do kawiarenki małej piekarki. Lecz kiedy pewnego dnia jej biedronkowi kucharze odlatują, pozostawiając pustą kuchnię, piekarka otrzymuje ważną lekcję na temat przyjaźni.









October, October
Katya Balen, il. Angela Harding
Bloomsbury Children's Books, 304 s.
wiek odbiorcy: 9+

 

October i jej tata mieszkają w lesie. Śpią w domu, który zbudował tata i żywią się tym co wyrasta na  warzywnych grządkach. Drzewa, skały, jezioro i gwiazdy znają jak najlepszych przyjaciół. Książki, które kupują w mieście czytają aż strony stają się miękkie i żółte, a za rok znów wracają do miasta i kupują nowe. Żyją w lasach i są dzicy. Nic się nie zmienia aż do roku, w którym October kończy jedenaście lat. To wtedy ratuje sówkę, a tata spada z największego drzewa w ich lesie. Roku, w którym wraca kobieta, nazywająca siebie matką October. Roku, który wszystko zmienia.

Napisana w oszałamiająco pięknym stylu powieść jest ucztą dla zmysłów, wypełnioną zapachem drzewnego dymu w rześkie jesienne poranki i dźwiękiem kaloszy chlupoczących w nadrzecznym mule. A kiedy October zaczyna walczyć o znalezienie miejsca na dzikość w wirującym chaosie świata poza lasem, staje się także uczta dla duszy.




Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców.  Tłumaczenie: Mała czcionka.



Share:
Czytaj dalej
,

Dzika

 

Dzika, Emily Hughes, tł. Kinga Rodziewicz, Elżbieta Jezierska, Wydawnictwo Rzeczownik 2020.

Emily Hughes nareszcie zagościła w Polsce i to za sprawą całkiem świeżego wydawcy. Podwójna to przyjemność, bo Rzeczownik znam i cenię za sprzedaż świetnych picturebooków i wysmakowanych materiałów papierniczych. "Dzika" to dla mnie drugie spotkanie z autorką. "Małego ogrodnika" (link: "The Little Gardener") znamy i kochamy w naszym domu już od kilku lat.

Kiedy myślę o książkach Hughes, pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa to natura. Jej najbardziej rozpoznawalne tytuły pławią się w zieleniach i brązach, kipią gęstymi zaroślami nakrapianymi urodzajem polnych kwiatów i ożywają dyskretną obecnością dzikich zwierząt. Przyroda, która tu gości to taka, jaką chcielibyśmy widzieć na co dzień: świeża i nieposkromiona. Trend łąk kwietnych i niekoszonych trawników znajduje na tych ilustracjach swój wspólny mianownik.

"Dzika" to debiut wydawniczy autorki i jak dotąd jej najbardziej wyrazista wizytówka, za przyczyną której reprezentowała Wielką Brytanię na Biennale Ilustracji w Bratysławie w 2015 r. Nie jest to wbrew wszystkiemu książka głęboka. Raczej pewnego rodzaju prosty manifest dla wszystkich tych, którzy nie mieszczą się w ramach społecznych oczekiwań. Określana mianem damskiej wersji "Tam gdzie żyją dzikie stwory" Maurice'a Sendaka, udowadnia, że dążenie do realizacji własnych ideałów zawsze ma sens. Dzika to dziewczynka z lasu, wzór buntowniczki pokazującej pazurki, gdy tylko życie zmusza ją do obrony swoich racji. Wyrwana z osobistego raju dzikiego lasu i poddana próbie ucywilizowania, nie waha się zastosować żadnych środków perswazji by wrócić do siebie. Jej wizytówką stają się ogromne oczy, które płynnie przechodzą od łagodności do furii i nieposkromiona fryzura, jakby widoczny przejaw wewnętrznych emocji. 

Emily Hughes po mistrzowsku gra obrazem. Pewnie trochę bardziej przekonująca jest w leśnych scenach niż tych podejrzanych we wnętrzach domu szalonego psychiatry, ale i tu i tu nie sposób odmówić jej wyjątkowej wrażliwości na szczegóły. Nie powstrzymam się przed stwierdzeniem, że Hughes to artystka wyrafinowana, przemawiająca do młodego odbiorcy w sposób subtelny i spodziewająca się po nim tej samej wrażliwości.

Rzeczownik ze swojej strony zadbał o wszystkie detale, by książka działała nie tylko na emocje, ale również na zmysły. Kremowy, ciepły, lekko szorstki papier, oryginalna, autorska wyklejka oraz płócienny, zadrukowany grzbiet budzą jak najlepsze skojarzenia.




Share:
Czytaj dalej
,

Wszyscy się liczą

 


Wszyscy się liczą, Kristin Roskifte, tł. Milena Skoczko, Dwie Siostry 2020.

Właśnie mija czwarty dzień przymusowej kwarantanny. Telefon z lokalnej stacji Sanepidu przerwał normalną rutynę codzienności. Świat kończy się za drzwiami. Liczymy tylko do pięciu. Picture book Kristin Roskifte nabiera nowego wymiaru. Uwypukla dokładnie to, co sytuacja izolacji zabiera nam w stopniu dotąd niespotykanym. Relacje.

Obrazkowa wyszukiwanka jakiej dotąd nie było. Wysmakowana artystycznie, ale przede wszystkim zaskakująca koncepcją, która wznosi się ponad prosty schemat śledzenia postaci na kolejnych stronach. Linearność kończy się na przyrastającej liczbie osób obecnych na ilustracjach. Historia wielu z nich toczy się za pośrednictwem podpisów pod rysunkami. Nie wystarczy uważnie patrzeć, trzeba czytać, dociekać, wyciągać wnioski i nieustannie poruszać się między stronami w tył i przód, szukając odpowiedzi. Wiele z nich kryje się w pozornie nieistotnych szczegółach, mnóstwo odczytać można w mimice twarzy, czy na podstawie przypadkowych kontaktów między bohaterami. W tekście znaczenie mają zwłaszcza czasowniki i to wcale nie koniecznie te związane czynnościami. Ktoś się o czymś dowiaduje, ktoś inny ma nadzieję, ktoś przeżywa żałobę, ktoś inny zapomina o całym świecie. Co ciekawe nie ma tu głównych bohaterów. Zgodnie z tytułem, każdy się liczy. Autorka nie rozróżnia. Do wszystkich stosuje uniwersalne określenie OSOBA.

Książkę fabularnie, bardzo zgrabnie zamyka motyw gwiazd. W pierwszej scenie samotny chłopiec patrzy w niebo, w ostatniej perspektywa świata ujęta jest z kosmosu. Kristin Roskifte wychwytuje różnorodność za pomocą szerokiej palety kolorów. Jednocześnie podobieństwo osób sprawia, że książka bardzo dobrze sprawdza się jako trudna do rozpracowania wyszukiwanka. Bez wątpienia koszmar dla każdego daltonisty, za to z uniwersalnym przesłaniem, że mimo różnic wszyscy jesteśmy tacy sami.

"Wszyscy się liczą" to picture book, który swojego odbiorcę znajdzie w bardzo szerokiej grupie wiekowej. Wysublimowane konteksty, konieczność szerokiego spojrzenia przy jednoczesnej potrzebie bardzo szczegółowej analizy sprawiają, że książka naprawdę jest wyzwaniem. Jednocześnie dla młodszych czytelników nadal może pełnić rolę prostej wyszukiwanki, wspieranej przez zestaw zagadek obrazkowych zamieszczonych na ostatnich stronach oraz podpowiedzi dostępnych na stronie internetowej wydawcy.

 




 





Share:
Czytaj dalej
,

Na jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę


 Na jowisza! Uzupełniam Jeżycjadę, Emilia Kiereś, Małgorzata Musierowicz, il. Małgorzata Musierowicz, Egmont 2020

Na jowisza! Mało brakowało a nie przeczytałabym leksykonu Małgorzaty Musierowicz, przygotowanego w asyście Emilii Kiereś (córki). W Sieci natrafiłam na same niepochlebne opinie. Uznałam, że szkoda czasu. Aż książka sama wpadła mi w ręce. Dzięki życzliwości Znajomej i jej szczerej zachęcie, przeczytałam. Si finis bonus est, totum bonum erit.

 "Na Jowisza!" to seria zaskoczeń. Przede wszystkim format. Gruby, rzec można opasły tom, o całkiem pokaźnej powierzchni kwadratowej. Bez wątpienia jest co wziąć do ręki. Biała wstążeczka czytelnicza to miły dodatek dla tych którzy wybiorą powolną lekturę. Ja książkę połknęłam w dwa dni. Naprawdę wciąga, mimo że z Jeżycjadą nie jestem tak na bieżąco, żeby wszystkie wątki kojarzyć na wyrywki. Ponadto zakres tematyczny. Nie, rzecz nie jest tylko i wyłącznie o literackich bohaterach. Musierowicz zawarła w niej własne wspomnienia, rodzinne anegdoty, liczne inspiracje, a ponadto osobiste, choć nie tylko, zdjęcia, niepublikowane rysunki przedstawiające postacie oraz korespondencję z bratem, Stanisławem Barańczakiem. Dużo tu szczerej, nienapuszonej otwartości, której nie sposób nie docenić w takiej wspomnieniowej publikacji. Zwłaszcza wątki barańczakowe wzbudziły moją ciekawość i pozwoliły odkryć świat dzieciństwa tych dwojga: niezwykle bogaty, frapujący, pełen inspirujących aktywności.

Jeśli jednak szukacie przewodnika po Jeżycjadzie, nadto złożonego w kluczu poznańskich miejsc, sięgnijcie raczej po "Poznań Borejków" (zdjęcie na górze). Moje wydanie z 2004 roku zostało kupione w antykwariacie i cieszy niepomiernie, zwłaszcza że tylko raz w życiu miałam okazję odwiedzić rewiry Borejków. Mnóstwo zdjęć (wszystkie klimatycznie czarno-białe) i cytaty z powieści, pomagają odczytać atmosferę tamtych lat i tamtych miejsc. Jeżycjada to przecież również rodzaj kroniki społeczno-obyczajowej, każdy tom opatrzony konkretnymi datami niesie w sobie coś więcej niż samą fabułę dla dorastających dziewczyn. W "Na Jowisza!" Musierowicz próbuje uchwycić tę specyfikę, pokazać ją w kontekście wydarzeń z własnego życia. I pewnie podobnie jak ostatnie tomy cyklu, ten leksykon również skierowany jest raczej do tych starszych czytelniczek/ów, którzy dorastali razem z najstarszymi bohaterkami. Możemy to autorce wybaczyć, możemy mieć za złe. Wybieram to pierwsze.





Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // lipiec/sierpień 2020

 


When Darwin Sailed the Sea: Uncover how Darwin's revolutionary ideas helped change the world (Kiedy Darwin żeglował po morzu: jak rewolucyjna teoria Darwina pomogła zmienić świat)
David Long, il. Sam Kalda
Wide Eyed Editions, 80 s.
wiek odbiorcy: 8+

Pięknie ilustrowana książka non-fiction, opublikowana z okazji 200. rocznicy wodowania HMS "Beagle", opowiada historię Karola Darwina i pokazuje, jak jego rewolucyjne badania na zawsze zmieniły świat.


W wieku lat 22, Charles Darwin, uzbrojony w zestaw notesów mających mu wystarczyć na kilka lat pracy, wspiął się na pokład HMS "Beagle" i wyruszył w podróż, która na zawsze zmieniła jego życie a także sposób w jaki  postrzegamy świat.

„Podróż na pokładzie Beagle była zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem w moim życiu i zdeterminowała całą moją późniejszą karierę”.

Fascynująca historia życia Karola Darwina: od  dziecięcego zachwytu światem przyrody, zamiłowania do zbierania nowych okazów i bystrego oka do obserwacji, aż po przełomową teorię ewolucji. 




Monsieur Roscoe on Holiday (Monsieur Roscoe na wakacjach)
Jim Field
Hodder Children's Books, 32 s.
wiek odbiorcy: 3+


"Monsieur Roscoe na wakacjach" to książka z obrazkami, która zachęca do rozpoczęcia nauki  języków obcych z bardzo małymi dzieci. Podczas swoich wakacji życia, Monsieur Roscoe uczy się wielu nowych francuskich słów, które twoje dziecko rówież pozna, jeśli razem przeczytacie tę historią. 










Wo ihr mich findet (Gdzie mnie znajdziecie)
Taltal Levi
NordSüd Verlag, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+


Kiedy dziewczynka się nudzi lub ma gorszy nastrój, idzie do swojego ulubionego miejsca nad morzem. Ścieżkę zna tak dobrze, że stopy niosą ją prawie niezauważalnie. Na zewnątrz zapomina o wszystkich zmartwieniach. Dopiero gdy kładzie się do łóżka, przez chwilę czuje się gorzej, bo w nocy wszystko wydaje się zmieniać. Jednak następnego ranka czekają ją dwie miłe niespodzianki: nowy przyjaciel i dwie najważniejsze na świecie osoby.

 

 

 






She Rides Like the Wind: The Story of Alfonsina Strada
Joan Negrescolor
Little Gestalten, 48 s.
wiek odbiorcy: 3+

 


"Ona jeździ jak wiatr" to historia Alfonsiny Strady, kobiety która kochała  jazdę na rowerze i wytrwale walczyła o możliwość spełniania swoich marzeń.

Alfonsina Strada to kultowa rowerzystka, która już na początku XX wieku ruszyła koło zmian, przełamując barierę myślenia związaną z równouprawnieniem. Znana jako Królowa Pedałów, oparła się konformizmowi i w 1924 roku wzięła udział w prestiżowych wyścigu Giro D Italia, a potem w wielu innych. Bogato ilustrowana książka,  wypełniona potężnym przesłaniem o niesprawiedliwości, z pewnością pomoże Ci uwierzyć, że czasem wystarczy jedna odważa osoba, żeby zmienić społeczeństwo, uprzedzenia i sposób myślenia.







Finding Francois
Gus Gordon
Penguin Putnam Inc, 40 s.
wiek odbiorcy: 6+


Alice chciałaby mieć kogoś w swoi wieku, z kim mogłaby porozmawiać. Pewnego dnia jej życzenie się spełniła. Dzięki nadziei i roli przypadku, miłości i stracie, dwoje maluchów, którzy siebie potrzebują, odnajduje się nawzajem.

Wzruszająca opowieść wielokrotnie nagradzanego autora i ilustratora Gusa Gordona o samotności, pożegnaniu i wartości przyjaźni afirmujących życie.







En egen flock (Samotne stado)
Maria Nilsson Thore
Bonnier Carlsen, 48 s.

 

Samotny jamnik marzy o przyjacielu. Ale trudno się zaprzyjaźnić, kiedy jest się małym pieskiem? Za każdym razem, gdy jamnik wychodzi na podwórko, gdzie bawią się inne psy, czuje się dziwnie. Jamnik tu nie pasuje i trochę trudno jest mu odnaleźć się wśród innych psów. Wygląda na to, że wszyscy inni świetnie się razem bawią.
Maria Nilsson Thore z ciepłym i świetnie skrojonym poczuciem humoru stwarza cudowną alegorię o przyjaźni w psim świecie. Dzięki niezwykle przyjemnym, szczegółowym ilustracjom czytelnicy zaproszeni są do rozważań na temat przyjaźni: Jak bardzo musisz się dostosować, żeby zostać zaakceptowanym i docenionym przez innych? Co to jest stado? I czy naprawdę musicie być tacy sami, żeby być przyjaciółmi?A może wszystko może dobrze działać, jeśli jesteście trochę inni - na przykład jak jamnik i pudel?



Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców.  Tłumaczenie: Mała czcionka.

Share:
Czytaj dalej
,

Była raz starsza pani

 

Była raz starsza pani, tekst tradycyjny, il. Abner Graboff, Kropka 2020.

 Mamy to! Przekład na język polski  kultowego angielskiego wiersza "There was an Old Lady Who Swallowed a Fly" można śmiało porównać do przetłumaczenia "Rzepki" Tuwima na język obcy. Porównanie nie jest zresztą przypadkowe. Oba wiersze łączy nie tylko ogromna popularność i epoka powstania, ale również charakterystyczna łańcuszkowa struktura.

Absurdalna historyjka o starszej pani, która połyka muchę, a następnie podejmuje kolejne drastyczne kroki konsumpcyjne, żeby pozbyć jej się z brzucha, doczekała się mnóstwa wydań, wersji i reinterpretacji. W naszym domu szczególną estymą cieszy się wersja muzyczna, skoczna i wpadająca w ucho, spopularyzowana w latach 50. przez amerykańskiego aktora i piosenkarza folkowego Burla Ivesa. Dołączona w postaci płyty do kolorowego picturebooka, już na zawsze narzuciła nam swój galopujący rytm czytania. Wbiła się w głowy jak "Jedzie pociąg z daleka", którego nie sposób recytować, zapominając o tradycyjnej melodii. Ostateczna wersja wiersza przypisywany jest Rose Bonne, ale pierwotny autor nie jest znany.

Polskie tłumaczenie autorstwa Emilii Kiereś ukazało się w graficznej interpretacji Abnera Graboffa. Amerykanin, syn pary rosyjskich emigrantów, narysował "Starszą panią" na początku lat 60. Był już wtedy dość znanym i cenionym artystą, ale kariera ilustratorska nie przynosiła mu wystarczających dochodów, by na jej rzecz porzucić pracę w komercyjnym edytorstwie. Graboff podszedł do specyficznej, kumulatywnej struktury wiersza bardzo niestandardowo. Poszczególne wydłużające się zwrotki, w których pojawiają się kolejne zwierzęta i charakterystyczny refren: "Dziwne, że nie umarła", wymuszają skojarzenie z wyliczanką. Ilustrator nie skorzystał jednak z okazji do podkreślenia powtarzalności. Skoncentrował się na plamie, kontraście i poczuciu humoru.

Tłumaczenie Emilii Kiereś bardzo wiernie oddaje treść wiersza. Autorka nie skorzystała z przysługującego jej prawa do dokonania wolnego przekładu, które Stanisław Barańczak w swoim eseju: ">Rice pudding< i kasza manna" uzasadniał chęcią lub koniecznością „wpaso­wania tekstu słownego w sztywne ramy tekstu muzycznego", dlatego "Była raz starsza pani" nie zaśpiewamy sobie na melodię Allana Millsa. Mimo to cieszę się, że po tylu latach tekst trafia w ręce polskiego czytelnika i ma szansę stać się kolejną ulubioną wyliczanką.








Share:
Czytaj dalej