Bjorn. Sześć opowieści z lasu



Bjorn. Sześć opowieści z lasu, Delphine Perret, tł. Paweł Łapiński, WYtwórnia 2018.

Delphine Perret podejmuje ryzyko i tworzy kolejną w dziejach literatury dla dzieci książkę o niedźwiedziu.  Jak się okazuje, nie jest to pomysł skazany na porażkę. Skromny, małomówny i przyjacielski Bjorn dołącza do licznego grona misiów, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Nie wypada przy tym gorzej niż Puchatek, Paddington i Uszatek, a brak czerwonego kaftanika, kapelusza czy kraciastej piżamki tylko dodaje mu autentyczności. Niedźwiedź pełną gębą.

Na sukces Bjorna składa się w równym stopniu prosta i mądra historia, co oszczędna szata graficzna, bazująca na przyciągającym uwagę miętowym papierze i prostych rysunkach stworzonych czarnym cienkopisem. Oczekiwany balans książki obrazkowej zostaje zatem zachowany. "Sześć opowieści z lasu" nie stanowi na pewno mięsistej fabuły, która pozostaje z czytelnikiem na lata, ale działa jak łyk gorącej herbaty w chłodny dzień. To taka literatura, z którą po prostu chce się spędzać czas. Pochwała życia, dowartościowanie przyjaźni i docenienie małych przyjemności mają w tej książce nadrzędną wartość, dzięki czemu autorka bez żalu rezygnuje z namolnego dydaktyzmu i zbędnego filozofowania. Ma być miło, przyjaźnie i autentycznie. Taki jest Bjorn i taka też jest książka. Jeśli damy się ponieść niespiesznej narracji, odkryjemy w pełni jej urok.

Mam duży szacunek do książek nieprzegadanych, które lekkością języka tworzą mylne wrażenie, że ich napisanie było dla autora tak proste, jak zjedzenie przysłowiowej bułki z masłem. Właśnie tak jest w przypadku "Bjorna". Krótkie zdania pozwalają lepiej docenić subtelność ilustracji. W tym wypadku ich brzmienie jest jeszcze bardziej istotne niż w przypadku dłuższej fabuły. "Bjorn" niestety miejscami zawiódł moje ucho i przy głośnej lekturze kilkakrotnie musiałam poprawiać fragmenty tłumaczenia, których nieskładność być może umknęłaby mi podczas samodzielnego czytania bardziej rozbudowanego tekstu. Żałuję, bo jest to mój jedyny zarzut do książki, który kładzie jednak lekki cień na wrażeniach z pierwszego spotkania z twórczością Delphine Perret.

Same rysunki zwracają uwagę ciekawym kontrastem bardzo zwierzęcych, nie zantropomorfizowanych bohaterów i różnych atrybutów z ludzkiego uniwersum. W lesie pojawia się kanapa, która stanowi clou jednego z opowiadań, niemniej istotne okulary, ale też budzik, książka i cała masa sprzętów skradzionych z namiotu biwakowiczów. Fabuła traktuje je jednak marginalnie, bardziej jak rekwizyty teatralne, które służą do opowiedzenia historii, ale nie stanowią jej sedna. "Bjorn" to książka, która na pytanie: mieć czy być, zdecydowanym głosem odpowiada: BYĆ!






Share:
Czytaj dalej
,

Czekając na jednorożce


 Czekając na jednorożce, Beth Hautala, tł. Zuzanna Byczek, Wydawnictwo Linia 2018 /Seria Biała Plama/.

"Powiedziałam sobie, że jeśli zobaczę jednorożca, będę trzymać oczy szeroko, szeroko otwarte, pozwolę, by ten widok wniknął we mnie, by roztrzaskał moje serce, o ile coś jeszcze z niego zostało prócz rozbitych kawałków. I wypowiem życzenie".

Churchill. Niewielkie miasto w Kanadzie nad zatoką Hudson, nazywane "stolicą niedźwiedzia polarnego". Miejsce oddalone od cywilizacji, słabo zaludnione i skazane na niskie temperatury, praktycznie przez okrągły rok. To tutaj pogrążona w żałobie po śmierci mamy, przyjeżdża z ojcem polarnikiem, 12-letnia Talia. Pełna wewnętrznego buntu, bólu i niezrozumienia musi zamieszkać w nieznanym miejscu, pod opieką obcej kobiety, podczas gdy jej ojciec na kilka tygodni zniknie z ekipą badawczą w niebezpiecznych, podbiegunowych rejonach.

Na lekturze "Czekając na jednorożce" zeszło mi kilka długich tygodni. Smakowałam ją małymi dawkami. Rozbijałam się między zachwytem a wyczerpaniem, niecierpliwością  a znużeniem. Fakt, że jej czytanie zbiegło się w czasie z kilkoma trudnymi momentami w moim życiu, tylko wzmógł emocjonalne napięcie, które autorka pięknie wplotła w tę historię o wewnętrznym dojrzewaniu i poszukiwaniu siły by iść dalej. To nie akcja stanowi bowiem spiritus movens tej historii, ale monolog wewnętrzny bohaterki, poprzerastany spotkaniami z z ludźmi, głęboką introspekcją i obserwacją świata, który powoli staje się jej światem. Wskakując w tę historię na szybko, ryzykujemy rozbicie o ścianę poetyckich metafor i fascynujących opisów stanów emocjonalnych i arktycznych pejzaży. Smutek, który przesiąka przez nią musi do czytelnika dotrzeć w całej swej pełni, żeby książka Beth Hautala zaczęła rezonować, tak jak zaplanowała to autorka.

W Churchill dla Talii wszystko się kończy a jednocześnie wszystko się zaczyna. Urwana bez pożegnania bliska relacja z mamą przechodzi trudny etap żałoby, by w efekcie zaowocować nową nadzieją, piękną przyjaźnią i niezwykle potrzebnym pojednaniem z ojcem. Tytułowe jednorożce, morskie narwale posiadające zdaniem bohaterki moc spełniania życzeń, w wyobraźni dziewczyny urastają do rangi antidotum na wszystkie niespełnione nadzieje. Na szczęście autorka dobitnie pokazuje, że tylko dzielenie się swoimi troskami i marzeniami z innymi może przynieść upragniony spokój i pocieszenie.



Share:
Czytaj dalej

Books, Bücher, Libros, Livres // październik 2018



 Październikowe zestawienie premier z zagranicy obfituje w tematy związane z odkrywaniem nowych miejsc, pokonywaniem własnych słabości oraz zmaganiem się z tym co nieuniknione. Księżyc, Mount Everest, wojna, ucieczka, wewnętrzny smutek. Listopadowa nostalgia sprzyja trudnym lekturom i refleksyjnym tematom. Pozwólcie się czytelniczo zainspirować!

Poppy Field (Pole maków)
Michael Morpurgo, il. Michael Foreman
Scholastic, 80 s. 
wiek odbiorcy: 7+ 



Młody Martens z Flandrii zna historię swojej rodziny, ponieważ jest dla niego tak samo ważna jak wyblakły wiersz wiszący w ich domu. Biedna dziewczyna pocieszająca płaczącego żołnierza, nieoczekiwane spotkanie nieznajomych, tragiczna śmierć ojca, wiele lat po podpisaniu traktatów pokojowych, wszystkie te epizody układają się w historię rodziny Martensów. Wojna ukształtowała ich w wyjątkowy sposób. Stała się ich historią, podobnie jak dla wielu narodów świata.


Michael Morpurgo i Michael Foreman we współpracy z Królewskim Legionem Brytyjskim wyjaśniają znaczenie maków w kontekście Dnia Pamięci, obchodzonego 11 listopada w Wielkiej Brytanii.






Gina from Siberia (Dżina z Syberii)
Jane Bernstein, Charlotte Glynn, il. Anya Desnitskaya
Animal Media Group LLC, 56 s.
wiek odbiorcy: 5+


Porywająca, autentyczna historia Dżiny, szorstkowłosej terierki, której rodzina, po zakończeniu Zimnej Wojny decyduje się na ucieczkę z Syberii do USA. Długa podróż autobusem, pociągiem, samochodem, samolotem i minivanem doprowadza Dżinę do jej nowego domu, oddalonego kilka tysięcy mil od Syberii. Terierka nie jest szczęśliwa w nowym miejscu i nie zamierza tego ukrywać. Dopiero pomoc Wiktora, dużego boksera, rozmowy o przyjaciołach i domu na Syberii, powoli uczą ją akceptacji dla nowego miejsca i leczą emocjonalne rany. Dżina zaczyna wierzyć, że być może jej nowy dom nie jest wcale taki zły.




 
źródło: instagram @anyadesnitskaya



Earthrise: Apollo 8 and the Photo That Changed the World (Wschód Ziemi: Apollo 8 i zdjęcie, które zmieniło świat)
James Goldstone, il. Christy Lundy
Owlkids, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+


Rok 1968 był niespokojnym rokiem: wiele narodów pozostawało w stanie wojny. Ludzie maszerowali w intencji pokoju, sprawiedliwości i wolności. W tym samym czasie, załoga Apollo 8 miała dotrzeć dalej niż ktokolwiek wcześniej - na Księżyc.

Podczas badania powierzchni Księżyca, astronauci obecni na pokładzie Apollo 8 podnieśli wzrok akurat w momencie gdy sylwetka Ziemi wychyliła się z ciemności kosmosu. Zobaczyli całą planetę - pozbawioną państw i granic. Wykonana przez nich fotografia "Wschód Ziemi", wywołała głęboką reakcję, pobudzając działalność ruchów ekologicznych i zmieniając sposób patrzenia na naszą pojedynczą, delikatną planetę oraz dając nadzieję w czasach wszechobecnego niepokoju.

Ta ważna i aktualna książka obrazkowa została opublikowana w związku z 50. rocznicą misji Apollo 8. Przedstawia historię zarówno z perspektywy astronautów, jak i tych co zostali na Ziemi. Tekst zawiera transkrypcję dialogów, przywołujących historyczny moment wykonania zdjęcia Ziemi z kosmosu.







Ode to an Onion: Pablo Neruda and His Muse (Oda do cebuli. Pablo Neruda i jego muza)
Alexandria Giardino, il. Felicita Sala
Cameron, 40 s.
wiek odbiorcy: 5+



Poetycka, pięknie ilustrowana książka obrazkowa, inspirowana "Odą do cebuli" chilijskiego poety Pablo Nerudy (1904-1973). Pablo umawia się na randkę ze swoją przyjaciółką Matilde, podczas której dziewczyna pokazuje mu swój ogród. Słaby nastrój poety sprawia, że tam gdzie ona widzi miłość i nadzieję, on dostrzega konflikt i smutek. Książka jest nie tyle biografią Nerudy i jego muzy, Matilde Urrutii (1912-1985), co prostą odą do warzyw, pokornych i wyrazistych, posępnych i radosnych, pełnych smutku i szczęścia - podobnie jak życie.









Everest (Everest)
Sangma Francis, il. Lisk Feng
Flying Eye Books, 80 s.


Najwyższe miejsce na Ziemi, nazywane przez wielu dachem świata, bywa ostatecznym wyzwanie dla poszukiwaczy przygód. Witamy na Mount Everest. Mount Everest jest bez wątpienia najbardziej znaną górą na Ziemi. Setki ludzi co roku wdrapują się na jego szczyt, idąc śladami Edmunda Hillary'ego i Tenzinga Norgaya. Ale w tej górze tkwi znacznie więcej niż tylko ludzie, którzy się na nią wspinają. Wyrusz w drogę do jej prastarych początków i poznaj kwiaty i rośliny, które porastają jej zbocza, a następnie bogatą historię samej Sagarmathy, bogini nieba.













 
* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.
Share:
Czytaj dalej
,

#instant / Jeleń



"Gdy jak zwykle podjechał pod blok, w którym czekało na niego mieszkanko, okazało się, że nie ma gdzie stanąć. Jego miejsce zostało zajęte przez samochód Pana Muflona, a żadne inne nie było wolne. Próbował raz i drugi. Z tej strony i z tamtej strony. Bez skutku".


 Podobno mieszkam w najgorzej skomunikowanej dzielnicy Warszawy, pozbawionej też z założenia miejsc do parkowania. Światły pomysł urbanistów, że każdy ma swoje miejsce postojowe i to wystarczy, ewidentnie nie wypalił. Z konieczności uskuteczniamy więc komunikację per pedes. Pół godziny piechotą w jedną stronę na zajęcia dodatkowe? Proszę bardzo. Autobus nie dojeżdża, samochodu nie zaparkujesz, bo nie ma gdzie. 45-minutowy dojazd dwoma autobusami, do szkoły oddalonej w prostej linii o niecałe 5 kilometrów od domu? Czemu nie. Przy ładnej pogodzie lepiej wziąć hulajnogę. Zimą skuter śnieżny? Można pomyśleć. W weekend robi się jeszcze ciekawiej, bo część linii komunikacji miejskiej zawiesza kursowanie. Chcesz puścić dziecko z wizytą do kolegi z sąsiedniej dzielnicy? Pora wsiąść za kółko. Samo nie dojedzie. Mieszkam w stolicy od urodzenia i przyznam, że temat komunikacji jeszcze nigdy nie był dla mnie tak palący. To że w ogóle istnieje, wraca jak bumerang, objawia się w regularnym przeglądaniu stron internetowych lokalnego transportu i wieczornych Polaków rozmowach, uważam za kompletną klapę. Jesteśmy jeleniami, że tu mieszkamy? Na to wygląda.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel chwyta za temat dnia miejskich dzieciaków. Pomijając korporacyjno-behawioralne uwikłania, czuję że główny bohater to przede wszystkim ziomal zza rogu, pochłonięty wraz z porożem przez wielkomiejską dżunglę i jej skomplikowane zależności. Budzi litość, ale daje nadzieję. Jego nagłe oswobodzenie z codziennych zależności jest oczywistą utopią, ale niezwykle oczyszczającą. Jeleń jest jak Ferdynand Wspaniały współczesnych czasów. Zrzuca garnitur, opuszcza kanapę i wraca do natury. Czego wszystkim i sobie serdecznie życzę.

Jeleń, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, il. Grażyna Rigall, Bajka 2018.
Share:
Czytaj dalej

Kto ty jesteś?


Kto ty jesteś?, Joanna Olech, il. Edgar Bąk, WYtwórnia 2013.

Pamiętam dobrze rok 2013 i Warszawskie Targi Książki na Narodowym. Sympatyczna pani ze stoiska Wytwórni zaprosiła moją 10-letnią wówczas córkę do obejrzenia premierowej wystawy plansz z książki "Kto ty jesteś?". Młoda ruszyła między stojaki, po czym po niedługiej chwili wróciła wyjątkowo czymś poirytowana: "Jak to patriotyzm nie ma koloru?". Rzuciła zdegustowana i nie czekając ani chwili, opuściła stoisko wydawcy.

Reakcja Najstarszej dała mi wtedy sporo do myślenia. Perspektywa patriotyczna w jakiej wychowywaliśmy ją my i katolicka szkoła była cierpiętniczo-martyrologiczna, jak to ujęła w notce okładkowej sama Joanna Olech, jednak nie wykluczała wielu bardzo prospołecznych aktywności, które wychodziły daleko poza ramy sprzątania po psie czy nieniszczenia zieleni. Moja przedsiębiorcza, wrażliwa i otwarta 10-latka była również świadomą swojej historii, dumną Polką.

Patrząc na "Kto ty jesteś?" Joanny Olech i Edgara Bąka z czasem co raz silniej uświadamiam sobie, że jest to książka, która w niepotrzebny sposób konfrontuje patriotyzm pamięci, powiewający flagami i śpiewający "Warszawiankę", ze zwykłym, codziennym dbaniem o siebie, innych i otoczenie. Ta konfrontacja zaczyna się już na pierwszej planszy. Innej niż pozostałe, bo nie spointowanej pojawiającym się na pozostałych stronach refrenem: "jestem patriotką/patriotą". Stanowiącej jakby założenie nie wymagające dowodów. "Patriotyzm nie ma koloru". Założenie skądinąd prowokacyjne, mogące zaskoczyć, zaciekawić, zranić, zastanowić, wywołać uśmiech albo uniesienie brwi, ale nieprawdziwe.  Patriotyzm nie ma JEDNEGO koloru. Ma ich wiele. Dla każdego inny, zależny z oczywistych względów od miejsca zamieszkania, pochodzenia, ale również od tak prozaicznych kwestii jak wiek, tożsamość społeczna czy wykształcenie. Odbieranie patriotyzmowi koloru spłaszcza go i niepotrzebnie buduje granice, które w założeniu "obywatelska" książka, ambitnie nakreślająca nowe, współczesne ramy patriotyzmu, powinna niwelować. Otwierając "Kto ty jesteś?" i oprotestowując wstępną tezę od razu czuję się ustawiona po przeciwnej stronie barykady.

Wbrew założeniom autorów, "Kto ty jesteś?", ze swoim uniwersalistycznym przesłaniem i pięknym minimalistycznym designem nie jest moim zdaniem książką, która stanowi wyczerpującą alternatywę dla myślenia o patriotyzmie, zaproponowanego 118 lat temu w "Katechizmie polskiego dziecka" przez Władysława Bełzę. Wyeliminowanie kwestii narodowych, zwłaszcza dziś, w świecie zdominowanym przez problem uchodźstwa, krwawiącym ranami opuszczonych ojczyzn, przypomina zamknięcie oczu przez małe dziecko, chcące bawić się w chowanego. Zredukowanie patriotyzmu do kwestii życia codziennego to ślepy zaułek. Jeżeli słowo ojczyzna nie będzie wywoływać w dzieciach żadnych skojarzeń, jak uda im się zrozumieć skomplikowane uczucia jakie towarzyszą problemom ludzi z obszarów ogarniętych konfliktami. Gdzie podziać tęsknotę ukraińskich dzieci, które w polskich podstawówkach próbują znaleźć akceptację? Jak dla odmiany pokazać polskim dzieciom drogę wsparcia dla przybywających z różnych stron świata nowych kolegów i koleżanek, jeśli patriotyzm ograniczymy do kasowania biletu i chodzenia na wybory?

Wydaje się, że autorzy "Kto ty jesteś?" nie do końca umieją  lub chcą zdefiniować swojego odbiorcę.  Z jednej strony stawiają na uniwersalność, jakby mieli zamiar stworzyć książkę dla szerokiego grona odbiorców, nie tylko dla polskich dzieci, z drugiej  niespodziewanie nawiązują do narodowych aspektów - języka polskiego i polskiego hymnu. Mimo to ani razu nie pada słowo Polska. Tak jakby tylko polskość w obszarze języka i kultury otrzymała specjalny glejt.

Nie niszczę książek. Jestem patriotką. Ale na potrzeby własne i moich lubiących "cierpiętniczo-martyrologiczne" klimaty dzieci, chętnie pozbawiłabym ją jednej strony. Tylko jednej.













Share:
Czytaj dalej
,

Pustka


Pustka, Marianna Sztyma, Centrala 2017.

Po raz pierwszy w życiu świadomie sięgnęłam po książkę terapeutyczną. O efektach kuracji nic nie powiem, chyba jednak pozostaną niemierzalne, natomiast o samej "Pustce" nie sposób nie wspomnieć. Niepozorna okładka kryje w sobie bogatą graficznie treść i dość lakoniczny ale głęboki tekst.

Kiedy odchodzi ukochany zwierzak dziecka, naprawdę trudno znaleźć słowa pocieszenia. Pomijam konieczność przekazania trudnej informacji, że mimo wysiłków naszych i lekarzy, nie udało się uratować życia najlepszego przyjaciela. Pierwszy szok po tej wiadomości może minąć dość szybko. Pozostanie codzienne zmaganie ze wspomnieniami i łzami, które same cisną się pod powieki w najmniej oczekiwanych momentach.

Sięgając po "Pustkę", nie wiedziałam czego się spodziewać. Z pobieżnie przejrzanych internetowych skanów, pojawiło się skojarzenie z opublikowaną dobrych kilka lat temu przez wydawnictwo Filia książką Lemony Snicketa "Laszlo boi się ciemności". W obu przypadkach dziecięcy bohater samotnie konfrontuje się ze spersonifikowanym problemem. Na szczęście podczas lektury "Pustki", charakterystyczne de ja vu ustąpiło dość szybko. Pewnie za sprawą mikrokomiksu, który zaproponowała autorka, a który w znaczący sposób zadecydował o odbiorze całej książki.

Mamy tu zatem rozmowę: ciekawą, zaskakującą, szczerą. Pustka po kocie jest delikatna, ostrożna, ale bezpośrednia. Nie jest samym kotem, jest brakiem kota. Większym, niemruczącym, niedającym się pogłaskać. Potrafi być ogromna w chwilach wzruszenia i smutku, albo całkiem mała, kiedy przychodzi moment pogodzenia się ze stratą.

Bardzo lubię nastrojowe kolaże Marianny Sztymy. Realizm ilustracji skojarzony z symbolicznym ujęciem Pustki wypada niezwykle przekonująco, stwarza poczucie intymnej relacji między tym co prawdziwe a tym co wewnętrzne. Pustka istotnie nie jest czymś, ale bardziej niczym, brakiem na kartce, który przekłada się na brak w sercu bohaterki.

"Pustka" to książką stworzoną z ogromnym wyczuciem. Nie uzurpuje sobie prawa do wydawania sądów, nie szuka rozwiązań, ani nie daje pustych obietnic na poprawę samopoczucia. Pozostawia czytelnika z przesłaniem, że czas leczy rany. Najważniejsza wiadomość pojawia się jednak na końcu. Pustka nie jest jak kot. Ona nigdy nie zniknie.






Share:
Czytaj dalej
,

Mitologia. Przygody słowiańskich bogów


Mitologia. Przygody słowiańskich bogów, Melania Kapelusz, il. Ewa Poklewska-Koziełło, Egmont Art 2018.


 Odkąd pamiętam, czytanie mitologii z kilkulatkiem w naturalny sposób zaczynało się u nas od pogawędki religijnej. No bo jak to tak? Bogowie, a w dodatku wielu. A co z Trójcą Świętą? Gdzie Maryja? Coś tu się nie zgadza. I mimo że z czasem wydawało się, że wszystko zostało już obgadane, nowy tytuł zawsze inicjował powrót do tematu i ustalanie wszystkiego od nowa. Nie inaczej stało się ze słowiańskimi bogami.

Najstarsza jeszcze w przedszkolu otrzaskała się z grecką kulturą antyczną, dzięki "Mitom dla dzieci" Grzegorza Kasdepke. Następnie w sukurs przyszedł Rick Riordan z Percym Jacksonem i kolejnymi seriami, z innych mitologicznych światów. Czytanie Parandowskiego w szkole było już tylko uszczegółowieniem zdobytej wcześniej wiedzy. Słowiańszczyzna nie zaglądała do nas zbyt często. W 2016 roku Łukasz Wierzbicki opublikował zbiór pt. "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści", który nie zdobył jednak szerokiej popularności wśród czytelników. Mitologia Melanii Kapelusz to pierwsza książka dla najmłodszych, która dotyka tej tematyki.

Książka pojawiła się jako kontynuacja serii, zapoczątkowanej przez autorską książkę Marianny Oklejak "Cuda wianki. Polski folklor dla młodszych dzieci". Mimo że obie publikacje wiąże głównie spójny projekt graficzny i szeroko rozumiany folklor, "Mitologia" Melanii Kapelusz w podobnie lapidarny sposób traktuje słowo, pozostawiając sporą przestrzeń dla wykonanych z rozmachem przez Ewę Poklewską-Koziełło ilustracji. W zbiorze znalazło się zaledwie pięć mitów, skupionych zasadniczo wokół dwóch bohaterów: Welesa i Peruna. Książka stanowi, więc zaledwie wstęp do dalszych czytelniczych poszukiwań. Wstęp o tyle istotny, że budujący świadomość, iż nasi przodkowie, podobnie jak inne cywilizacje, pielęgnowali swój świat duchowy i tworzyli spójny system wierzeń i opowieści, które towarzyszyły im w codziennym życiu.

Czytając "Mitologię" Melanii Kapelusz, przypomniałam sobie swoje osobiste zachwyty, kiedy jako nastolatka szukałam analogii w mitach o stworzeniu świata, pochodzących z różnych kultur. Dzięki takim książkom jak ta i znając na wyrywki biblijny opis stworzenia świata i człowieka, możemy z Sadzonką już teraz pokusić się o pierwsze porównania. Trochę jak w zabawie znajdź dziesięć różnic, choć tu jest ich z pewnością więcej, bo na przykład: na początku była woda i światło, Perun nie mógł stworzyć świata w pojedynkę, Weles zdobył podmorski piasek który posłużył do stwarzania świata, a człowiek powstał w dwóch fazach, najpierw jego ciało a potem dusza.

Wydana z dużą starannością, bogato ilustrowana "Mitologia" stanowi przepustkę nie tylko do świata starożytnych wierzeń, ale również do rozbudowanej przestrzeni wyobrażeń, które odsłania przed czytelnikami ilustratorka. Ewa Poklewska-Koziełło udowadnia, że potrafi działać z rozmachem i nie boi się wyzwań.



Share:
Czytaj dalej

Books, Bücher, Libros, Livres // wrzesień 2018





Så mycket kärlek kan inte dö (Tak wiele miłości nie może umrzeć)
Moni Nilsson
Natur & Kultur Allmänlitteratur, 169 s.
wiek odbiorcy: 9+

- Możesz ze mną walczyć - proponuje Lucas.
- Nie - odpowiadam - chcę tylko, żeby mama wyzdrowiała.
- Wszyscy tego chcemy - mówi tata, ruszając ze szpitalnego parkingu.
Jeśli miniemy dziewięć czerwonych samochodów, mama wyzdrowieje. Mimo że dziewięć jest moją ulubioną cyfrą, nie udaje się.
Mama Lei umiera. Lea nie cierpi lekarzy, którzy nie mogą podać jej odpowiedniego leku i nie cierpi węży pod swoim nosem i jeszcze swojego krótkiego oddechu. Nie cierpi też Noah, który przez całe dotychczasowe życie był dla niej taki ważny. Ale już nie jest.
Trafiają się dni z meczami king balla na szkolnym boisku i treningami piłki nożnej.  Pojawiają się marzenia o snurkowaniu w Morzu Południowym. To wszystko kiedy jednocześnie mama robi się co raz bardziej chora.
Z dużą dociekliwością, ciepłem i humorem Moni Nilsson pisze o tym co najtrudniejsze: stracie mamy gdy jest się jeszcze dzieckiem. Książka o życiu i przyjaźni oraz o miłości, która nigdy nie umrze.

Gropen (Baza)
Emma Adbåge
Rabén & Sjögren, 32 s.
wiek odbiorcy: 3+

Dorośli nienawidzą bazy. Uważają, że nie powinniśmy tam przebywać i bawić się w "zanim umrzesz".
- Przynajmniej uderz i bij - mówi Ewa.
"Pewnego razu przewróciłam się i uderzyłam" - opowiadam. Ale to nie było w bazie, tylko kiedy Hannes postanowił zeskoczyć z drabinki i spadł na mnie zamiast na materac.
Ewa nie odpowiada. Robi dzióbek z ust i patrzy w bok.
- Baza nadal jest zła - mruczy.
Baza znajduje się za salą gimnastyczną. Ktoś naniósł w to miejsce mnóstwo gruzu, przez co zrobił się tam okropny bałagan. Idealne miejsce do siedzenia i zabawy. Długo i świetnie można się tam bawić. Wszyscy lubią bazę, z wyjątkiem dorosłych. Oni nienawidzą bazy.

"Baza" to znakomita książka o fantazji i zabawie. O dorosłych i niepoddawaniu się. Jakby to było gdyby dorośli decydowali o wszystkim?




Billy cherche un trésor  (Billy szuka skarbu)
Catharina Valckx
ECOLE DES LOISIRS, 24 s.
wiek odbiorcy: 3+


Nie każdy ma szczęście mieć za przyjaciela dżdżownicę. Billy wie, że zawsze może liczyć na Konstantego. Dzisiaj na przykład Billy znalazł wyjątkowy skrawek papieru. To mapa skarbów jego dziadka! Nic nie da się zrozumieć z tej masy wskazówek... Konstanty wpada jednak na genialny pomysł: a co jeśli mają one coś wspólnego z podziemiami?

Do tej pory w Polsce ukazała się jedna książka o przygodach Billy'ego, "Łapy do góry" (Wydawnictwo Muchomor).













Once Upon a Raindrop: The Story of Water (Była sobie kropla: opowieść o wodzie)
James Carter, il. Nomoco
Caterpillar Books, 32 s.
wiek odbiorcy: 5+


Zanurz się w cudownym świecie wody i poznaj historię H2O. Poetycka, pouczająca treść płynie wprost z kart książki, a wspaniałe ilustracje sprawiają, że opowieść rwie naprzód i tryska życiem.













The Day You Begin (Kiedy zaczynasz)
Jacqueline Woodson, il. Rafael Lopez
Penguin USA, 32 s.
wiek odbiorcy: 5+



Są takie chwile, kiedy wchodzisz gdzieś i nie spotykasz nikogo podobnego do ciebie. Istnieje wiele powodów dla których czujesz się inaczej: może to kwestia twojego wyglądu, sposobu mówienia lub miejsca, z którego pochodzisz, może to sprawa tego, co jesz lub coś jeszcze innego i równie przypadkowego. Nie jest łatwo zrobić pierwszy krok, ale udaje ci się. 
Liryczny tekst Jacqueline Woodson i oszałamiające ilustracje Rafaela Lopeza uświadamiają nam, że wszyscy czasem czujemy się jak odmieńcy. Mimo to odważnie idziemy naprzód. A gdy sięgniemy do naszych historii i zaczniemy się nimi dzielić, inni z radością spotkają się z nami w połowie drogi.








The Assassination of Brangwain Spurge (Zabójstwo Brangwaina Surge'a)
M.T. Anderson, il.Eugene Yelchin
Candlewick, 544 s.


Nerwowy, elficki historyk Brangwain Spurge otrzymuje misję: przetrwać katapultowanie na terytorium goblinów, dostarczyć bezcenny dar pokojowy tajemniczemu mrocznemu lordowi i udać się na przeszpiegi do goblińskiego królestwa, z którego od przeszło stu lat żaden elf nie wrócił żywy. Gospodarz Brangwaina, gobliński archiwista Werfel, z radością oprowadza Brangwaina po okolicy. Powinni zostać najlepszymi przyjaciółmi, ale seria niezwykłych zbiegów okoliczności, błędów i nieporozumień kulturowych rzuca tych dwóch nieudolnych naukowców w środek międzynarodowego kryzysu, który dla nich samych może oznaczać śmierć a dla ich narodów wojnę.
Dowcipny i zjadliwy komentarz społeczny spod ręki zdobywcy National Book Award, M.T. Andersona i laureata Newbery Honor, Eugene'a Yelchina skrzy się wizualnym humorem i ekscytującą akcją, zaś komiczna rozbieżność między warstwą tekstową a ilustracjami potwierdza, że ostatecznym zwycięzcą jest niekoniecznie ten kto wygrał wojnę, ale ten komu dane będzie ją opisać.




* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.



Share:
Czytaj dalej