czwartek, 16 listopada 2017

Kalendarz adwentowy - Wszyscy na Ciebie czekamy


Wszyscy na Ciebie czekamy, Marek Kita, il. Dorota Łoskot-Cichocka, Wydawnictwo Sykomora 2017.


A może, w zalewie czekoladowych, żelkowych, trollowych, klockowych, starwarsowych i frozenowych (ratunku, jak to się odmienia?!)  kalendarzy adwentowych, szukacie czegoś zwykłego, o Tym co w Świętach najważniejsze?

Mam wrażenie, że w temacie kalendarzy adwentowych przeszliśmy już przez wszystkie etapy. Poczynając od totalnie najnajowego, naklejkowego kartonika z Mysią, Lucy Cousins w roli głównej, na własnoręcznie kaligrafowanych nutkach, składających się w kolędę, kończąc. Były oczywiście klasyczne skarpetki ze słodyczami, składanie po kawałku szopki Playmobila, odnajdywanie książki po fragmencie tekstu, a w niej wskazówki do  odszukania  skrytki ze słodką niespodzianką. Mieliśmy pudełko z herbatką na każdy dzień i kalendarz z Wallym - facetem w czapeczce w paski. Przyznam się, że po piętnastu latach aktywnego macierzyństwa, powoli odczuwam przesyt i zniechęcenie wynajdywaniem nowych adwentowych atrakcji.

Właściwie książka, którą chciałam dzisiaj pokazać nie jest nowa. Okładka mignęła mi kilkakrotnie w ostatnich latach, ale jakoś nikt dotychczas nie nazwał jej chwytliwym hasłem kalendarz adwentowy. A szkoda. W środku jest plakat, na który trzeba nakleić własnoręcznie wycięte z dołączonej książeczki, biblijne postacie i inne bożonarodzeniowe atrybuty. Każdy z nich jest również bohaterem krótkiego rozdziału. Teksty nie są proste. Wymagają już jako takiej biblijnej orientacji lub przynajmniej znajomości kontekstu. Autorzy posłużyli się dość ciekawym kluczem, dzięki czemu książka nie jest ani banalna, ani infantylna. Pojawiają się bohaterowie ze Starego Testamentu, wśród nich Abraham, Izaak, Dawid, a z Nowego, Zachariasz, Elżbieta, Anna. Historia każdego z nich w jakiś sposób zapowiada przyjście Zbawiciela. Żadna z ponad dwudziestu postaci nie znalazła się w tej książce przypadkowo.

Ilustracje Doroty Łoskot-Cichockiej są jak zwykle bardzo oszczędne. Autorka wykorzystuje ulubiony szary papier, dużo wycina, używa farb i kredek. To nie jest ten Adwent, który współcześnie nas otacza, jaskrawy, krzykliwy. Mam wrażenie, że takiej odmiany nam trzeba.
















poniedziałek, 13 listopada 2017

Binek i Pulpet w świątyni Majów



Binek i Pulpet w świątyni Majów, Krzysztof Łaniewski-Wołłk, il. Adam Wójcicki, Wydawnictwo Dwie Siostry 2016, 3+



Czasem człowiek może się poczuć taaaaki malutki! Ręce mi opadły i już. Bez męża bym sobie nie poradziła. Jest wyzwanie? Jest. Naprawdę.

Nie sposób przecenić pomysłu. Gnamy za bohaterami po całej książce tam i z powrotem. Za bohaterami, nie szukając wyjścia. Jest więc labirynt, ale nie klasyczny, tylko z przygodami. Pulpet ucieka, Binek próbuje chwycić smycz, po drodze coś znajduje, coś traci, wpada w tarapaty,  wydostaje się z nich, płynie, skacze, gubi but. Binków i Pulpetów jest zresztą w książce mnóstwo. Trzeba uważnie śledzić ruch bohaterów, żeby nie dać się zmylić i nie przeskoczyć na inny level przygody.

Pamiętacie stare gry na Atari czy Spectrum? Autorzy chyba też. "Binek i Pulpet" to ta sama adrenalina, plus dodatkowo możliwość wyszukania różnych szczegółów na stronie jak w klasycznej wyszukiwance. Jest też szyfr ukryty w starożytnych kaflach. Najpierw trzeba złamać kod, potem połączyć wszystko w całość i dzięki temu dotrzeć do kolejnego zadania. Tym razem znowu przydał się mąż, a jakże.

Okazało się, że nie tylko ja mam w domu kłopot ze śledzeniem akcji (przyznaję się bez bicia, nie jestem kinomanką, może dlatego), 10-latek też potrzebował naprowadzenia na właściwy trop. Widać książka jest rozwojowa, ale śmiało można zaczynać oglądać ją już z trzylatkiem. Na przykład od wypatrzenia nieśmiałego kinkażu. Słyszał ktoś o kinkażu? Nie martwcie się. Ja też nie. :)



środa, 8 listopada 2017

Books, Bücher, Libros, Livres // październik 2017




Wydawcy powoli szykują się do świątecznego sezonu, stąd w październikowych premierach z zagranicy pierwsza mikołajowa okładka. Miły to widok, zwłaszcza, że zapowiada lekturę nie byle jaką, bo zbiór opowiadań świątecznych Terry'ego Pratchetta. Pozostałe książki ukołyszą nas raczej jesiennym klimatem. Mój apetyt rozbudzili zwłaszcza Barnett i Klassen opowiadaniem o zwierzęcym trio: wilku, kaczce i myszy. Uwagę zwraca okładka w zaskakującym retro klimacie lat 70.. Coś innego niż zwykle.

Horses: Wild & Tame (Konie: dzikie i ujarzmione)
Iris Volant, il. Jarom Vogel, Flying Eye Books, 48 s.
wiek: 6-9 lat





Od momentu udomowienia tysiące lat temu, konie pozostawały częścią naszej historii - orały nasze pola, ciągnęły powozy, walczyły w wojnach i były ulubionymi towarzyszami. Podróż przez wspólną historię człowieka i konia pięknie ilustrowana przez amerykańskiego ilustratora Jaroma Vogela.











The Wolf, The Duck and The Mouse (Wilk, kaczka i mysz)
Mac Barnett, il. John Klassen, Walker Books, 40 s.
wiek: 3-7 lat



 
Pewnego ranka mysz spotyka wilka i zostaje przez niego pożarta. W mig pojmuje, że w brzuchu wilka nie jest sama. Mieszka tam już kaczka, która w dodatku wygodnie się urządziła. Dzięki niezaspokojonej żarłoczności swojego gospodarza korzysta z eleganckiej zastawy i wybornego jedzenia. I jeszcze jedno: koniec strachu przed wilkiem! Właściwie takie życie może być całkiem przyjemne, dopóki nie pojawia się myśliwy.

Czyniąc ukłon w stronę tradycyjnych bajek i puszczając oko do czytelnika, nagradzany duet autorów Barnett i Klassen przedstawiają smakowitą opowieść o współpracy i nowatorskich kulinariach.




Petra 
Marianna Coppo, Thames and Hudson, 44 s.

Petra jest małą skałką, która myśli, że jest potężną górą. Kiedy pies przynosi ją swojemu właścicielowi, a ten wrzuca ją do ptasiego gniazda, góra staje się jajkiem. Upuszczona do stawu zamienia się w cudowną wyspę. Na koniec zostaje kamykiem szczęścia w ręku małej dziewczynki. Kim będzie jutro? Kto wie. Pozostanie jednak twarda i nie da się życiu.





Father Christmas's Fake Beard (Sztuczna broda Świętego Mikołaja)
Terry Pratchett, il. Mark Beech, Doubleday Childrens, 208 s.
wiek: 9-11 lat


Czy kiedykolwiek marzyliście, żeby Święta Bożego Narodzenia były inne niż zwykle? Grzybowa, kolędy, prezenty i choinka - wszystko to brzmi znajomiaście. Co powiecie na eksplodujący placek z mięsem, udomowionego yeti albo usłużną kuropatwę na czubku gruszy? Co jeśli Święty Mikołaj zatrudni się w zoo, wywoła zamieszanie w sklepie z zabawkami, a w końcu zostanie aresztowany za kradzież? Już nigdy nie spojrzycie na Boże Narodzenie w ten sam sposób.

Zanurzcie się w wyjątkowo śmiesznym świecie Terry'ego Pratchetta i weźcie udział w świątecznej uczcie jakiej dotąd nie znaliście. Przeczytajcie dziesięć dowcipnych, zapierających dech w piersiach i rozśmieszających do łez historii, dzięki którym Gwiazdka zyska zupełnie nowe oblicze.







Hide and Seek (Zabawa w chowanego)
Anthony Browne, Doubleday Childrens, 32 s.


Kiedy ich pies znika, Cy i Poppy postanawiają ukoić swój smutek zabawą w chowanego. Poppy liczy do dziesięciu i zaczyna szukać, ale jej brata nigdzie nie ma. Wtem jednak z lasu dobiega szelest - czyżby ktoś miał pomóc Poppy w poszukiwaniach?

Pokrzepiająca historia o miłości między rodzeństwem stworzona przez mistrza książki obrazkowej - Anthony'ego Browne'a.












Snow & Rose (Śnieżka i Różyczka)
Emily Winfield Martin, Random House Books, 224 s.
wiek: 8-12 lat


Bestsellerowa autorka i ilustratorka w rankingu New York Timesa zabiera czytelników do lasu na spotkanie z dwiema siostrami w opowiedzianej na nowo i okraszonej osobliwą szczyptą magii tradycyjnej, choć mało znanej baśni "Śnieżka i Różyczka".


 













* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców.Tłumaczenie: Mała czcionka.

poniedziałek, 30 października 2017

The Curious World of Calpurnia Tate


The Curious World of Calpurnia Tate (Niezwykły świat Calpurnii Tate), Jacqueline Kelly, Henry Holt & Company 2015, 10+


Po niemal roku od premiery polskiego przekładu "Ewolucji według Calpurnii Tate" znów powróciłam do Teksasu przełomu XIX i XX wieku. Tym razem za sprawą drugiego tomu powieści. Pierwsza część historii zostawiła czytelników w niepewności jak dalej potoczą się losy bohaterki i czy możemy liczyć na to, że tytułowa ewolucja nadal będzie postępować.

Książka spotkała się w Polsce  z bardzo ciepłym przyjęciem. Została wręcz potraktowana jako rodzaj manifestu emancypacji, w pozytywnym świetle pokazującym zmagania młodej dziewczyny o możliwość realizacji swych naukowych aspiracji i osobistego rozwoju. Atmosfera wokół praw kobiet zdaje się być u nas wciąż na tyle gorąca, że podobne tematy cieszą się dużym powodzeniem i nakręcają nieco spiralę oczekiwań. Warto jednakże zauważyć, że sukces oryginalnego wydania powieści opierał się raczej na atutach samej książki niż nośnych hasłach.

Być może właśnie z tego powodu autorka w sequelu książki nie potraktowała aż tak poważnie kwestii ewolucji, a raczej zgodnie z sugestią tytułu zajęła się otoczeniem Calpurnii. Powieść podryfowała więc w stronę typowo obyczajowej fabuły, w dodatku z niezbyt wyraźnie zarysowanymi wątkami. O ile samą zmianę perspektywy byłabym w stanie autorce wybaczyć, o tyle trudno mi zaakceptować fakt, że przez cały czas bezskutecznie czekałam na zawiązanie się jakiegokolwiek znaczącego konfliktu, który popchnąłby historię do przodu. Prawdopodobnie w zamierzeniu Kelly, kołem zamachowym drugiego tomu miała być cioteczna siostra Calpurnii - Aggie, cudem ocalała z huraganu w Galvestone, który w 1900 roku zrównał z ziemią tereny wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Napięcie jakie pojawia się między dziewczynami oraz całkowicie różne życiowe ambicje nie mają jednak aż takiej siły nośnej, żeby wprowadzić czytelników w odpowiednie napięcie.

Calpurnia i jej naukowe zainteresowania stają się jedynie tłem powieści i choć jest ono na tyle wyraźne, że widać jak bohaterka nabiera pewności siebie, uczy się i dojrzewa, to mimo wszystko trudno o satysfakcję czytelniczą z jaką wiązała się lektura "Ewolucji". Tym samym Kelly zaprzepaszcza świetnie zapowiadający się wątek, nie dając czytelnikom zbyt wiele w zamian. Być może rozwiązaniem byłoby umieszczenie akcji w nieco bardziej odległej przyszłości i pokazanie  dylematów dojrzalszej już bohaterki. Czekam zatem na trzeci tom, który nadrobi braki, domknie fabułę i nada Calpurnii Tate prawdziwy osobowy rys.

wtorek, 24 października 2017

Dom, który się przebudził


Dom, który się przebudził, Martin Widmark, il. Emilia Dziubak, tł. Marta Dybula, Mamania 2017



Przed nami książka, która swoją okładką kusiła czytelników już od dobrych kilku miesięcy. Tu i ówdzie w Internecie pojawiały się zdjęcia oryginalnego wydania, drugiego po "Tyczce w Krainie Szczęścia" owocu współpracy utalentowanej polskiej ilustratorki i bestsellerowego szwedzkiego pisarza. Czekaliśmy w napięciu.


Oczekiwanie było tym bardziej nerwowe, że w moim przypadku "Tyczka w Krainie Szczęścia" okazała się być czytelniczym rozczarowaniem. "Dom, który się przebudził" mógł potwierdzić, że Martina Widmarka cenię jedynie za świetne książki detektywistyczne lub zmazać pierwsze wrażenie i stać się książką na miarę swoich twórców.

Emilia Dziubak szybko potwierdziła, że jest bezkonkurencyjną malarką nastrojów, reżyserką światła i twórczynią alegorii. Na jej poziomie artystycznym można polegać i choć wielokrotnie przekonałam się, że lepiej czuje się w tematyce szeroko rozumianych stworzeń niż ludzi, Ilustracje"Domu" wizualnie zachwycają i budują atmosferę książki. Zaczęła mnie jednak dręczyć pewna zgoła inna wątpliwość. Zauważyłam, że layout książki bardzo wyraźnie tworzy barierę między rysunkiem a tekstem, sprawia, że oba składowe elementy książki nie są sobie przyjazne i odstawiają się wzajemnie na margines. Najwyraźniej czuć ten dystans w przypadku bardzo ciemnych ilustracji i jasnych stron, złamanych odrobinę przez efekt postarzenia. Ilustracje nie zapraszają tekstu do środka, co sprawia, że traci na tym gra światła, zepsuta przez kontrast z jasnymi marginesami stron.

Tymczasem tekst książki to zupełnie nowe otwarcie w stosunku do "Tyczki w Krainie Szczęścia". Obie historie nie mają punktów stycznych i można je czytać niezależnie. "Dom, który się przebudził" przypomniał mi "Wigilię Małgorzaty" Indii Desjardins, choć fabuła jest nieco prostsza, skoncentrowana na starym człowieku, jego nawykach i siatce wspomnień, która go oplata. Narracja broni się lepiej niż "Tyczki", jest spójna, choć brakuje jej decydującego momentu zwrotnego, nadającego ton całej historii. Pozostaje pewne rozczarowanie i jednak poczucie płytkości, które ciężko pokryć śmiechem czy nawet wzruszeniem.

Rozczarował mnie również przekład. Zaufanie do tłumaczki (Marta Dybula przygotowała przekład całej serii o Duni wydanej przez Zakamarki) skłoniło mnie do zastanowienia, czy to może nie wina tekstu oryginalnego, że narracja nie jest płynna lecz chropowata i odciągająca uwagę od meritum.

Poza wrażeniami estetycznymi niewiele z książki pozostaje z czytelnikiem na dłużej. Jednak jeśli cenicie ilustracje Emilii Dziubak, zajrzyjcie do "Domu, który się przebudził". Choćby miała to być jednorazowa wizyta.





wtorek, 17 października 2017

Hotel dziwny


Hotel dziwny. Przez zimę do wiosny, Florian i Katherine Ferrier, tł. Małgorzata Janczak, Kultura Gniewu 2017, 5+


Lekki, śmieszny komiks dla starszych przedszkolaków i młodszych szkolniaków. Bardzo ładnie zapełnia lukę między "Smoczkiem Loczkiem" a "Ariolem", "Panem Lisem" a "Tymkiem i Mistrzem". Może być też potraktowany jako wstępniak do lektury "Hildy", a nade wszystko starych dobrych "Muminków". 

Pracownicy hotelu dziwnego co roku zapadają w sen zimowy, budząc się wraz z przybyciem Pana Wiosny. Gdy jednak pod drzwiami hotelu pojawiają się pierwsi goście, a Pana Wiosny nadal nie ma, sprawy przybierają niezbyt ciekawy obrót, a fabuła naprawdę zaczyna wciągać.

Mam poczucie, że trzymam w ręku komiks dobrze skrojony: atrakcyjny wizualnie (kolory!), z przyjaznymi bohaterami, dobrze napisanym, niezbyt trudnym scenariuszem i inteligentnym dowcipem. Jedyne co nie daje spokoju to zawieszenie historii w próżni, pewna anonimowość postaci, która broni się wyłącznie osadzeniem historii w sieci kulturowych skojarzeń. Bohaterowie jakby żywcem wyjęci z kreskówek i nordyckich mitów, niekiedy pobrzmiewają też echem Tove Jansson. O ile jednak rodzice są w stanie docenić te mrugnięcia okiem, o tyle dla dzieci mają one raczej walor pewnej niezgłębionej tajemniczości.

Czytając "Hotel dziwny" z pięciolatką miałam poczucie stąpania po zupełnie świeżym gruncie, choć nie mogę powiedzieć, że było to uczucie nieprzyjemne. Z ciekawością czekam na kolejne części serii, które mam nadzieję zdradzą więcej zakulisowych szczegółów z życia bohaterów. A jeśli nie, postaramy się to i owo dopowiedzieć sobie same. Plastyczność tego komiksu skłania wyobraźnię do bardzo intensywnej pracy.

"Hotel dziwny" to również ukłon w stronę literatury grozy, ale bez obaw, poza obecnością dwóch duchów w ścisłej czołówce bohaterów, nie natkniemy się tutaj na żadne przerażające widoki. Dopatrywałabym się tu nawet pewnej parodii horroru, ale być może moje interpretacje sięgają zbyt daleko.






środa, 11 października 2017

Czerwone wilczątko



Czerwone wilczątko, Amelie Fléchais, Kultura Gniewu 2017, 80 s., 8+

Pozornie wszystko rozbija się o pewien dobrze rozpoznawalny kulturowy archetyp, jednak proste odwrócenie ról prowadzi do daleko głębszych rozważań. Kto jest ofiarą? Kto prześladowcą? Żaden sąd przed "Czerwonym wilczątkiem" nie był nigdy tak łaskawy dla wilka.

Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że nie jest to książka dla czytelników z grupy wiekowej typowej dla Czerwonego Kapturka. Nie irytujmy się zatem, że historia jest pogmatwana, mroczna, miejscami drastyczna. Pomijając te drobne niedogodności, czytelnikowi przyjdzie się zmierzyć z o wiele bardziej wymagającymi kwestiami. Do tej pory, prosta interpretacja fabuły baśni stworzonej przez Perrault nie dotykała tak subtelnych kwestii. Tutaj, na naszych oczach, upada mit łagodnego, dobrego Czerwonego Kapturka. Dziewczynka, która staje na drodze wilczątka, pewien rodzaj alter ego baśniowej wnuczki, jest postacią bez skrupułów, za życzliwym obliczem kryjąca bezwzględność, jakiej nie powstydziłby się najgroźniejszy wilk. Wprawdzie w toku opowieści czytelnik dowiaduje się, że dziecko stało się ofiarą manipulacji dorosłych, ale w niczym nie osłabia to siły pierwszego wrażenia.

"Czerwone wilczątko" to w istocie książka pretekst. Jak możemy się domyślać nie daje gotowych odpowiedzi na pytania o naturę wilka i człowieka. Bardzo wyraźnie przebija się za to kwestia podwójnej narracji oraz konsekwencji do jakich może doprowadzić rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Czerwony Kapturek vel dziewczynka dwukrotnie stają się ofiarami manipulacji. Czterysta lat temu za sprawą wilka, dziś dotyka jej ludzkie kłamstwo.

Amelie Fléchais zdradza w "Czerwonym wilczątku" swoje komiksowe zaplecze: dominuje sekwencyjność obrazów, postacie mają wyraźną mimikę. Jednocześnie warstwa tekstowa pozostaje bardzo poetycka, choć napisana dobrym, zwartym stylem. Świetnie koresponduje z atmosferą nastrojowych akwareli.

Ciągle nie mogę pozbyć się uczucia konsternacji. Spodziewałam się lektury znaczniej prostszej, skupionej raczej na zabawie konwencją, ale mimo to nie jestem rozczarowana. Wśród wielu reinterpretacji baśni o Czerwonym Kapturku, ta będzie należała do moich ulubionych. Właśnie z uwagi na drugie dno, które w tej książce sięga naprawdę głęboko.















czwartek, 5 października 2017

Books, Bücher, Libros, Livres // wrzesień 2017



Jesienią małoczcionkowy cykl o książkach zagranicznych "Books, Bücher, Libros, Livres" rusza ze zdwojoną siłą. Wijemy gniazdko na łamach naszego ulubionego portalu o książkach dla dzieci - RYMS. Odtąd wpisy o nowościach będą ukazywały się równolegle na blogu i portalu. Uwaga! Zalewamy Internet zagranicznymi nowościami.

Thornhill 
Pam Smy, Roaring Brook Press, 533 s.
wiek: 10-14 lat


Dwie równoległe historie osadzone w różnym czasie, jedna opowiedziana prozą, druga za pomocą rysunków, zbiegają się ze sobą, kiedy dziewczyna rozpracowuje zagadkę znajdującego się po sąsiedzku, opuszczonego sierocińca Tornhill.

1982: W wyniku rozwiązania ochronki dla sierot Thornhill, Mary traci dach nad głową. Kilkoro jej towarzyszy zostaje adoptowanych lub przeniesionych do nowych domów, a ona pozostaje, żeby samotnie stawić czoła nieprzewidywalnemu prześladowcy. Zemsta, którą szykuje będzie miała trwały wpływ na niego, Mary i samo Thornhill.

2017: Ella właśnie przeprowadziła się do nowego, całkiem obcego miasta. Z okna swojego pokoju na strychu, ma idealny widok na znajdujący się po przeciwnej stronie ulicy, rozpadający się budynek byłego sierocińca Thornhill. W jego oknie dostrzega postać dziewczyny. Chcąc zaprzyjaźnić się z nią i utrwalić więź jaka je łączy, Ella zgłębia mroczną przeszłość Thornhill.



Wishtree (Drzewo życzeń)
Katherine Applegate, Feiwel & Friends, 215 s.
wiek: 8-12 lat




Red jest dębem, który liczy sobie wiele słojów. Red jest drzewem spełniającym życzenia. Ludzie zapisują je na strzępkach materiału, które przywiązują do gałęzi. Razem z zaprzyjaźnioną wroną Bongo i innymi zwierzętami, szukającymi schronienia w jego wnętrzu, drzewo życzeń spogląda na całą okolicę.

Można by pomyśleć, że Red widział już wszystko, ale wiele zmienia się wraz z przyjazdem nowej rodziny. Nie wszyscy są na to gotowi. Doświadczenie Red jako drzewa życzeń staje się w tej sytuacji nieocenione.

Katherine Applegate - laureatka prestiżowej nagrody Newbery Medal, bestsellerowa autorka według rankingów New York Timesa.



 



Yak And Dove (Jak i gołębica)
Kyo Mclear, il. Esme Shapiro, Tundra, 24 s.
wiek: 4-8 lat



Jak i gołębica jako przyjaciele stanowią kompletne przeciwieństwa. Jak jest duży, gołębica mała. Jak ma futro, gołębica pióra. Jak jest uprzejmy, gołębica nieokrzesana. Jak lubi ciszę, gołębica woli hałas. Pewnego dnia, porównując dzielące ich różnice, dochodzą do wniosku, że być może nie powinni być przyjaciółmi. 












The Tiny Tale of Little Pea (Historyjka o Małym Groszku)
Davide Cali, il. Sebastian Mourrain, Kids Can Press, 40 s.
wiek: 4-8 lat


Kiedy Mały Groszek się urodził był całkiem maluteńki. Ubrania miał szyte ręcznie przez mamę, buty odziedziczył po lalce. Gdy trochę podrósł, zaczął wspinać się po krzakach pomidorów, jeździć nakręcanym samochodzikiem i podróżować na grzbiecie konika polnego. Potem poszedł do szkoły i wtedy zdał sobie sprawę jaki jest malutki. Za mały na swoje krzesło. Za mały na lekcje gimnastyki. Co dalej będzie z biednym Małym Groszkiem?





Alle vier Jahreszeiten - 100% Naturbuch (Cztery pory roku - książka w 100% ekologiczna)
Katrin Wiehle, Beltz & Gelberg, 16 s.
wiek: 1,5 roku - 6 lat

Wiosną ptaki budują gniazda i można skakać przez kałuże. Potem robi się całkiem ciepło i wszyscy spotykają się nad wodą, żeby pływać albo jeść lody. Jesienią niektóre ptaki odlatują,  jeże szukają bezpiecznego miejsca na zimowy sen a wiewiórki zbierają orzechy. A kiedy przychodzi wiosna, ubieramy się ciepło, ruszamy na łyżwy i lepienie bałwana!

Pięknie ilustrowana, czterokolorowa kartonówka o tym co ludzie i zwierzęta robią w różnych porach roku.

 Hoch hinaus (W górę)
Tom Schamp, Carl Hanser Verlag Gmbh & Co., 8 s.
wiek: 1,5 roku - 6 lat

Na parterze mieści się sklep z kolorowymi kapeluszami. Na pierwszym piętrze mieszka lew, który kocha szybkie samochody. Na drugim marynarz z syrenką, na trzecim szachiści, na czwartym ogrodnik hobbysta podlewa swoje rośliny. Wyżej, wygodny kącik przygotował sobie tajemniczy kot. Ostatnie piętro zajmuje pewna dama i jej imponująca biblioteka. A na dachu wszyscy spotykają się na przyjęcie. Będzie tort naleśnikowy! Tom Schamp całkiem bez słów opowiada o mieszkańcach pewnego wieżowca. Obrazkowe leporello i miarka wzrostu dla wszystkich dzieci, które kochają odkrywać.

zajrzyjcie też na stronę autora: http://www.tomschamp.com/2017/09/hoch-hinaus/


Zamieszczone opisy książek pochodzą (w przeważającej części) z materiałów wydawców.Tłumaczenie: Mała czcionka.

wtorek, 26 września 2017

Borka i Sambor. Postrzyżyny


Borka i Sambor. Postrzyżyny, Elżbieta Żukowska & Karol Kalinowski, Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie 2017, 28 s., 8+


Polskie komiksy szturmem biorą segment literatury edukacyjnej i nie ma czemu się dziwić, bo ogromny, zaprzepaszczony od lat potencjał tkwiący w tej tematyce, w komiksowej narracji odnajduje się genialnie. Samojlik, Sowa, Butenko, Papcio Chmiel, Kalinowski  i wielu innych budują na tym, co dzieci lubią i do czego nie trzeba ich zachęcać. Komiks rośnie w siłę.

Koniunkturę na komiks rozpoznali nie tylko więksi wydawcy, ale również instytuty badawcze, muzea i fundacje. Dobra komiksowa, publikacja stworzona przez znanych twórców okazuje się być również szansę na niebanalną wizytówkę. Widać nie tylko duże firmy chcą budować świadomość marki już od najmłodszych lat.

"Borka i Sambor" bierze na warsztat starosłowiańskie podania zaczerpnięte z "Kroniki polskiej" Galla Anonima. Pewnie nie przez przypadek nad warstwą graficzną komiksu zdecydował się pracować Karol Kalinowski, twórca bestsellerów "Łauma" i "Kościsko" - historii na wskroś przesyconych duchem starosłowiańskiego folkloru. Scenariusz przygotowała literaturoznawczyni Elżbieta Żukowska, która na tym polu zadebiutowała kilka lat temu zbiorem opowieści graficznych dla dorosłych "Miasto z widokiem".

Miałam pewne wątpliwości na ile ta współpraca będzie owocna. Autorzy wybrali na początek ("Postrzyżyny" zapowiedziane są jako pierwsza część serii) bezpieczną, nieskomplikowaną historię z niewielką dawką suspensu. Można się domyślać, że potraktowali tę część przede wszystkim jako okazję do zaprezentowania bohaterów i okoliczności oraz wstępnego zawiązania intrygi. W komiksie pojawia się motyw dwóch zwaśnionych klanów - Piastów i Popielidów, nawiązania do słowiańskich bóstw i legend oraz pewna doza humoru.

Na szczęście, mimo sprzyjających okoliczności, komiks nie jest nadmiernie edukacyjny. Na ostatniej stronie znalazł się słowniczek terminów, do którego zajrzeć mogą wszyscy ciekawi, a ci którzy nie mają na to ochoty i tak bez problemu zrozumieją o co w komiksie chodzi. Z niecierpliwością czekam na dalsze części "Borki i Sambora". Mam nadzieję, że poszczególne zeszyty stworzą spójną całość, narracja nieco przyspieszy, a bohaterowie nabiorą więcej kształtu i oryginalności.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...