wtorek, 25 lipca 2017

Lotte piratka


Lotte piratka
Sandrine Bonini, Audrey Spiry
tł. Jakub Jedliński
Polarny Lis 2017


































Barwne plamy, silny kontrast, dynamika i nastrój - "Lotte piratka" uwodzi obrazem bez litości. Jest świeża, radosna i intrygująca. Mimo że estetyka ilustracji nie jest do końca moja, całość nastroiła mnie pozytywnie. Przeglądamy ją często - nawet bez czytania. Sama historia nie jest szczególnie odkrywcza. Jej przekaz przypomina motywy z "Małego Księcia", ale gubi się w nadmiarze estetycznych wrażeń i emocjonalnych uniesień.

Sadzonka ogląda książkę z zacięciem szperacza.  Kolec jeżozwierza, łupina, olbrzymie skrzydło motyla, niebieskie pióro - wszystko musi się znaleźć na ilustracji. Każdy skarb małej Lotty jest ważny również dla jej czytelniczki. Z mniejszą uwagą śledzi przyrodę, która i tak nachalnie wciska się z każdej strony. Liczą się za to emocje i uczucia - radość, niezależność, odwaga, strach, panika, miłość, akceptacja. "Lotte piratka" porywa jak wezbrana rzeka. Unosi do ostatniej strony na fali silnych doznań.

Audrey Spiry - młoda francuska ilustratorka - znana jest również jako autorka komiksów. To drugie artystyczne oblicze artystki bardzo wyraźnie wybija się w sposobie komponowania, w dynamice kadrów, w mimice bohaterów. Duże, całostronicowe, pełne przepychu rysunki przechodzą ostatecznie w mniejsze, skromniejsze, nieco komiksowe (pojawiają się dymki).

Lotte jako postać dołącza do grona literackich silnych dziewczynek. O swojej niezależności daje znać od pierwszej strony. Nie przechodzi procesu wyzwolenia, nie szuka akceptacji swojej autonomii. Wręcz przeciwnie, ona ma ją od zawsze. Czy będzie chciała to zmienić?

 















czwartek, 20 lipca 2017

Zosia z ulicy Kociej. W ciekawych czasach


Zosia z ulicy Kociej. W ciekawych czasach
Agnieszka Tyszka
il. Agata Raczyńska
Nasza Księgarnia 2017



















Siedzę sobie i dumam nad dziewiątym tomem "Zosi z ulicy Kociej", tym co to miał już nie powstać, ale z jakiegoś powodu jest i to w dodatku wcale nie szykuje się na bycie ostatnim. Zosia dorasta w zaskakującym tempie, pociągając całą serię w kierunku powieści dla młodszych nastolatek, a tymczasem Mania goni ją i powoli przejmuje rolę głównej bohaterki. Czyżby plan był taki, że następna część będzie nosiła tytuł "Mania z ulicy Kociej"? Autorka nie zdradza szczegółów, ale faktem jest, że młodsza siostra Wierzbowska przejmuje pamiętnik i z zaangażowaniem relacjonuje wydarzenia w domu na Kociej 5, Zosia zaś schodzi nieco na boczny plan, żeby na internetowym komunikatorze plotkować z koleżankami o zupełnie innych sprawach.

Pamiętnik Mani okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Wszak jej naturalną skłonność do eksperymentowania z językiem znamy już z poprzednich części książki. Okazuje się, że w wersji pisemnej styl wypowiedzi Mani staje się jeszcze bardziej nieprzewidywalny. Mam w sobie ogromne pokłady akceptacji dla maniowego gadulstwa i może dlatego nie irytuje mnie jej przemądrzalstwo, którym po wielokroć raczy nas podczas lektury. Pewnie gdyby nie talent do tworzenia świetnych neologizmów, które autorka z upodobaniem wkłada w usta bohaterki, siedmioletniej gaduły nie dałoby się znieść. Hitem naszego wakacyjnego słownika stał się dzięki temu SZAMBELAN. Kłaniamy się nisko naszemu lokalnemu szambelanowi, ilekroć mija nas pędząc swoją SZAMBIARECZKĄ na złamanie karku, po pustej szosie.

Dziewiąty tom "Zosia z ulicy Kociej" czyta się świetnie, nadrabiając braki nudnawej poprzedniej części. Żałuję jedynie, że Agnieszka Tyszka w wyjątkowy sposób wzięła sobie  do serca tytułowy motyw ciekawych czasów i upolityczniła tę część "Zosi" do skraju marginesu. W książce pojawiają się aluzje m.in. do reformy oświaty, obrazy uczuć religijnych, uchodźstwa i tolerancji ze szczególnym ukierunkowaniem na jedyne słuszne podejście do tych tematów. Tylko czekać aż następnym razem ruszymy z tematem tabletki dzień po lub homoseksualnych adopcji. Obym była złym prorokiem, a "Zosia" pozostała naszą absolutnie ulubioną dziewczyńską serią.



piątek, 7 lipca 2017

Myszka



Myszka
Dorota Gellner
il. Dobrosława Rurańska
Wydawnictwo Bajka 2016









Oto Sadzonka. Trzyma w rękach naszą ulubioną książkę z dorobku Wydawnictwa Bajka. Mimo że ma już pięć lat, a książka to kartonówka, wcale nie mam wrażenia, że Sadzonka z "Myszki" Doroty Gellner wyrosła. Osobiście marzę, żeby więcej poezji dla dzieci ukazywało się w tak doskonałej szacie graficznej, że chce się czytać jeszcze i jeszcze.

Dzięki Dobrusi Rurańskiej i jej magicznym ilustracjom, niepozorny wiersz Gellner miał szansę trafić na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej. Dla młodej artystki to wyróżnienie, dla czytelników okazja do poznania książki wyjątkowo starannie przygotowanej. Mam wrażenie, że jej siłą jest świetnie wyartykułowana relacja tekstu do obrazu. W ilustracjach intensywnie dochodzi do głosu pełne pietyzmu i uważności zobrazowanie, a wręcz spersonalizowanie uczuć. Można je obserwować nie tylko w postawie myszki, ale równie intensywnie dosięgają one czytelnika poprzez inne postacie, stające się wręcz ich uosobieniem. Ilustracje Rurańskiej skrzą się detalem, świeżością i energią, choć nie brak w nich tajemniczości i melancholii podszytej napięciem. Tekst odpowiada im podobnym nastrojem.

Sadzonka lubi obserwować tę zmieniającą się nastrojowość i silnie na nią reaguje. W pełni ją rozumiem, bo sama też nie pozostaję na nią obojętna. "Myszka" świetnie sprawdza się jako letnia wieczorna lektura, kiedy na czytanie przed snem nie ma zbyt dużo czasu.







piątek, 23 czerwca 2017

Mój przyjaciel Stefan



Mój przyjaciel Stefan
Eva Lindström
tł. Marta Wallin
Zakamarki 2017

































Bezpretensjonalność tej książki rzuciła mnie na kolana. Fabuła jak z czechosłowackiego filmu plus dziecięcy, nieco koślawy styl ilustracji. Eva Lindström udowadnia, że oszczędność może błyszczeć o wiele jaśniej niż bogactwo formy. "Mój przyjaciel Stefan" świetnie sytuuje się pomiędzy prostotą a wyrafinowaniem, lakonicznością a inteligentnym poczuciem humoru.

Pomysł na dobrą książkę to dopiero początek. Nieodpowiedni  styl i niewprawne rozłożenie akcentów, brak proporcji w doborze dialogów oraz ilustracji do tekstu, mogą zepsuć nawet najlepszą historię. Eva Lindström jako autorka ma w sobie niesamowitą pokorę zarówno do tekstu, który zbudowany z krótkich zdań nie przytłacza, jak również do obrazu, swobodnie lawirującego między dowcipem a zwyczajnością. Sympatyczna, zaskakująca, surrealna opowieść wywołuje uśmiech, zaskoczenie. Momentami po prostu rozczula. Pierwszoosobowa narracja z perspektywy dziecka nie jest na szczęście ani trochę przesłodzona czy infantylna. Chciałabym widzieć więcej książek, które nie sprowadzają dziecięcego narratora do poziomu ignorancji, a w zamian akcentują nieprzeciętną wyobraźnię i spostrzegawczość.

Niespodziewane spotkanie bohaterki z puszczykiem znanym z telewizyjnego ekranu, przeradza się w zażyłą relację. W toku znajomości okazuje się, że Stefan bynajmniej nie przepada za zwykłą ptasią egzystencją. Bujne życie zawodowe staje się przyczyną licznych zawirowań, z których na szczęście puszczyk, dzięki swej przedsiębiorczości, ostatecznie wychodzi bez szwanku, a jego mała przyjaciółka z umiejętnością latania - no, przynajmniej teoretyczną.

W książce zaskakuje pokojowa współegzystencja świata ludzi i zwierząt. U czytelnika wywołuje  zdziwienie i zaskoczenie, ale w bohaterach pierwszego i drugiego planu nie budzi kontrowersji. Jest za to przepustką do czegoś nowego, co wśród jednorodnych bohaterów nie miałoby szansy się przydarzyć.

Eva Lindström  (1952) jest cenioną autorką picture booków dla najmłodszych. Jej dorobek został doceniony przez liczne szwedzkie jury nagród książkowych. Lindström jako jedyna Szwedka została też w 2014 roku nominowana do nagrody im. Hansa Christiana Andersena. Jako autorka z długim stażem wywarła duży wpływ na rozwój szwedzkiej książki obrazkowej. "Mój przyjaciel Stefan" to drugi tytuł autorki, który ukazał się w Polsce. Na naszym rynku zadebiutowała w 2015 r. książką "Mats i Roj".






 

piątek, 9 czerwca 2017

Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu


Jaś Ciekawski. 
Podróż do serca oceanu
Matthias Picard
Kultura Gniewu 2013

































Nie przez przypadek piszę o "Jasiu Ciekawskim" właśnie w tym momencie. Temat wywołała sama Kultura Gniewu, która zapowiedziała kolejne wydanie tego genialnego picture booka. Właściwie nie sposób przejść obok tej książki obojętnie, niezależnie od tego czy pokocha się ją miłością szczerą i bezwarunkową, czy też będzie nam się ona kojarzyć głównie z lekkimi mdłościami.

Patrząc na załączone zdjęcia nie dostrzeżecie zbyt wiele. Sekret książki kryje się w dołączonych do niej dwóch parach okularów 3D, które pozwalają razem z Jasiem porzucić płaski krajobraz nad powierzchnią wody i zanurzyć się w trójwymiarowej głębi. Z pozoru niewiele się tu dzieje. Ilustracje są ciemne, miejscami sprawiają wrażenie zamazanych, z trudnością się je śledzi. Zanurzamy się coraz głębiej, robi się coraz bardziej dziwnie i niepokojąco. Trójwymiarowy obraz świetnie imituje wrażenie przebywania pod wodą. Miejscami kręci się w głowie i brakuje tchu. Trudno powiedzieć czy to wyobraźnia płata figla, czy też fizycznie nie jesteśmy przyzwyczajeni do obrazu 3D w takim natężeniu. Migają przed oczami najdziwniejsze ryby, wraki okrętów pełne skarbów, zaginione miasto. Aż  do momentu przedziwnej przemiany, która całkowicie odwraca logiczność kontekstu zdarzeń.

Uwiodło mnie skojarzenie Jasia Ciekawskiego z Ciekawskim Georgem. Nie mogę się od niego uwolnić. Zwłaszcza powiedziane po angielsku Jim i George wchodzą ze sobą w szczególną interakcję. Być może doszukuję się, widząc w brązowym skafandrze z dziwnymi uszami nawiązanie do wyglądu bezogoniastej małpki przywiezionej z dżungli. Obie książki zostały po raz pierwszy wydane we Francji, a Ciekawski George miał nawet swój krótki epizod nieplanowej kąpieli w Oceanie Atlantyckim, więc może jest coś na rzeczy.

O emocjach picture book mówi w bardzo ograniczony sposób, a jednak mimo szczelnego skafandra Piccardowi udaje się przemycić dość wyraźną mimikę twarzy Jasia. Radość, ciekawość, strach, zdziwienie opisane zostają prostymi, wręcz ikonicznymi obrazami. Jaś ma w sobie coś z ożywionego ludzika lego. W pierwszych kadrach jeszcze bez twarzy, pod wpływem wody rozbudza się, zyskuje osobowość, jakby wracał do domu. Piccard konsekwentnie trzyma się czerni i bieli, nawet tam gdzie obraz jest płaski i mógłby zaszaleć z kolorami. Jego ilustracje napędza dynamika tkwiąca w szybkiej zmianie planów (przechodzenie od zbliżenia do ujęć ogólnych) oraz doskonałym wykorzystaniu potencjału trójwymiaru. Głębia oceanu naprawdę jest bezkresna. Czytelnik czuje jak z każdą stroną woda pochłania go co raz bardziej.

Przesłanie książki nie jest jasne. Lubię gdy literaturę daje się odczytać na wiele sposobów. Występuje tu pewien rodzaj zapętlenia, jak w "Sam i Dave kopią dół" Maca Barnetta. Takiego, które jednocześnie niesie ze sobą mniej lub bardziej widoczną zmianę. Świetna pozycja do wspólnego oglądania i porywającej rozmowy. W dwóch parach okularów nad jedną książką.

 







piątek, 2 czerwca 2017

Uratuj mnie!


Uratuj mnie!
Patrick George
Bajka 2017













"Uratuj mnie!" - książka, która sprawia mi ogromną radość wizualną. Myślę sobie, że w zestawieniu z tematem, który porusza, ta swoista przyjemność jest nawet trochę nieprzyzwoita. Darujcie, ale patrzenie  z estetyczną satysfakcją na dywanik z tygrysa, w książce, która traktuje o prawach zwierząt, jest według mnie dość skrajnym objawem masochizmu psychicznego.

Patrick George bynajmniej nie jest autorem, który książki z głębokim przesłaniem uczynił clou swojej twórczości. Motyw przekładanych folii jest bardzo charakterystycznym i można powiedzieć, że nawet nieco ogranym elementem składowym jego książek dla dzieci. Co nie znaczy, że nie działa świetnie. W książce o kształtach, żółty trójkąt na niebieskim tle jest choinką, a po przełożeniu folii, na białym tle staje się piramidą. W dowcipnej książce "Oh, no!", dziewczynka na naszych oczach odfruwa z pękiem balonów, a ptaszek ni stąd ni zowąd ląduje w zębach kociaka. Przykłady można mnożyć. Patrick George jest mistrzem zaskakujących zestawień, choć graficznie nie za każdym razem wspina się na wyżyny artyzmu.

"Uratuj mnie!" zwraca uwagę, bo technika folii staje się w tej książce nie tylko pretekstem do wciągającej zabawy, ale przede wszystkim ciekawej rozmowy. Pięcioletnia Sadzonka, po samodzielnym przejrzeniu książki, od razu poprosiła o pomoc. Zebrane motywy tylko z pozoru są oczywiste. Znalezienie klucza do ich odczytania wymaga nieco więcej dojrzałości. Odseparowane od komentarza, dla młodszych dzieci pozostaną zbiorem ładnych obrazków, dopiero włączone w tok słownej narracji rodzica, odkryją swoje drugie dno i uwierzcie mi, będzie to odkrycie stulecia.

Zakończenie książki nie przynosi oczywistego rozstrzygnięcia. W gestii czytelnika leży, czy dziewczynka  wyrzuci psa do śmietnika, czy wręcz przeciwnie, uratuje go i zabierze do domu. Wystarczy w odpowiednią stronę przełożyć folię.






wtorek, 30 maja 2017

7 zapomnianych książek na Dzień Dziecka



Stosując marketingową nomenklaturę, tzw. cykl życia produktu, w tym wypadku książki, jest bardzo krótki. Wystarczy spojrzeć jak szybko nowości, wypierane są przez świeże tytuły, znikają z internetowych witryn i spychane są na słabiej dostępne półki w księgarniach. Jeśli w ciągu kilku pierwszych miesięcy sprzedaży książka zostanie zauważona, ma szansę osiągnąć sukces. W innym wypadku podzieli los kilkudziesięciu tysięcy innych tytułów corocznie wydawanych w Polsce.
Książki dla dzieci rządzą się dodatkowo własnymi prawami. Rodzicem małego dziecka nie jest się przecież przez całe życie. Zostając klientem dziecięcych księgarni, wchodzimy w bieżącą ofertę książek dla interesującej nas grupy wiekowej, często nie mając pojęcia co ciekawego ukazało się jakiś czas temu.



Od kilkunastu lat śledzę rynek książki dla dzieci. Mam kilkadziesiąt ulubionych tytułów, które chętnie wyciągam z lamusa w przypadku różnych prezentowych okazji. Jedyny warunek - nakład nie może być wyczerpany. Jeśli wszystkie nowości znacie już na wylot, pozwólcie się zainspirować książkami sprzed kilku lat. Wszystkie z mniejszym lub większym trudem można wyśledzić w księgarniach stacjonarnych i internetowych oraz na aukcjach. Zatem zapraszam!



 Na szczęście mleko..., Neil Gaiman, il. Chris Riddell, Wydawnictwo Galeria Książki 2013, 7+


Neila Gaimana nie trzeba specjalnie przedstawiać. Od lat z powodzeniem publikuje komiksy i fantastykę dla dorosłych ("Amerykańscy bogowie"), młodzieży ("Ocean na końcu drogi") i dzieci ("Koralina"). "Na szczęście mleko" to pełna absurdalnego humoru, purnonsensowa historia o tym co może się zdarzyć podczas zwykłej wizyty w osiedlowym spożywczaku, zwłaszcza jeśli najpierw zjawi się latający talerz, potem otworzy się kontinuum czasoprzestrzenne, a za sterami zaczarowanego balonu zasiądzie stegozaur we własnej osobie. W rolę głównego bohatera wcielił się sam autor.










Linnea w ogrodzie Moneta, Christina Björk, Lena Anderson, Zakamarki 2009, 7+


Jeżeli chcecie zarazić dzieci miłością do impresjonizmu, koniecznie sięgnijcie po Linneę. Bohaterka wyrusza tropem malarza do Paryża i Giverny. Poznając jego życie i twórczość, w przystępny sposób opowiada o swoich wrażeniach czytelnikom. Mocnym akcentem książki są ilustracje oraz liczne fotografie. To Linnea sprawiła, że kilka lat temu w pokoju Najstarszej zawisnął plakat z nenufarami oraz kolekcja niewielkich fotografii z Giverny.













Tato, w studni nie ma wody!, Markus Majaluoma, Wydawnictwo Bona 2011, 3+


Seria książek o rodzinie Różyczków to hołd składany przez autora wszystkim ojcom, których pisarze dla dzieci nader często wysyłają w delegację, ukrywają pod płachtą gazety, maską samochodu lub po prostu uśmiercają. Dowcipna, zaskakująca i świetnie narysowana. "Chce mi się kupę. Tato, chodź, wytses mi pupę!", "Odjeżdża autobus Bździąg" i inne cytaty z Różyczków na stałe zagościły w naszym rodzinnym słowniku. Niektóre tytuły z serii "Tato..." są jeszcze do kupienia.











Miki Mol i zaczarowany kuferek czasu, Richard A. Antonius, Wydawnictwo Videograf II 2007, 8+



Opowiadania o przygodach Miki Mola miały swoją premierę w latach 80. XX wieku. Wcześniej postać Miki Mola pojawiła się w serii filmów animowanych. Dziesięć lat temu, za sprawą wydawnictwa Videograf II, zostały opublikowane trzy książki o Miki Molu z oryginalnymi ilustracjami autora. Można je jeszcze, w przystępnej cenie, bez problemu kupić na internetowych aukcjach. Zabawny mól książkowy wraz z przyjaciółmi Mrówkolwem i Świetlikiem, dzięki magicznej Encyklopedii, wyrusza w różne miejsca by ratować świat przed działaniami dwóch niebezpiecznych drabów - dyrektora cyrku Ambarasa i jego pomocnika Arcykąska. Koniecznie posłuchajcie też bajki muzycznej z 1987 r. Jest dostępna w Sieci.









Dżok. Legenda o psiej wierności, Barbara Gawryluk, il. Iwona Cała, Wydawnictwo Literatura 2007, 4+



Każda nasza wizyta w Krakowie zaczyna się od spotkania z Dżokiem. Mam na myśli oczywiście pomnik psa, który wiernie czekał na swojego pana przy rondzie Grunwaldzkim. Historię Dżoka poznała cała Polska, ale nie wszyscy wiedzą, że o cudownym kundlu Barbara Gawryluk napisała książkę. Warto przeczytać, a potem sięgnąć po "Baltica", który płynął na krze. Wzruszające, ciepłe i świetnie napisane książki. Warto je mieć na półce.











Laszlo boi się ciemności, Lemony Snicket, il. Jon Klassen, Wydawnictwo Filia 2013, 3+


Znakomita obrazkowa książka dla najmłodszych, w której ciemność gra pierwsze skrzypce. Niesamowity klimat ilustracji Klassena sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. Książka, do której chce się wracać, a zarazem antidotum na wszelkie nocne strachy. Polskiego tłumaczenia podjął się Michał Rusinek.














Gdzie jest moja siostra?, Sven Nordqvist, EneDueRabe 2008, 3+

   
Wierni fani Mamy Mu i kota Findusa muszą ją mieć w swojej biblioteczce. "Gdzie jest moja siostra?" to utrzymana w klimacie purnonsensu historia rodzeństwa myszek, które podróżuje po świecie absurdalnych skojarzeń i baśniowych pejzaży. Dzieło życia Svena Nordqvista w formacie xxl.

poniedziałek, 22 maja 2017

It's a Book


It's a Book
Lane Smith
Macmillan 2010
Goodreads Choice Award for Picture Books (2010)
New York Times Best Illustrated Book of the Year
































Lane Smith zyskał już sobie na świecie zasłużoną renomę. W Polsce znamy go zaledwie z ilustracji do "Prawdziwej bajki o trzech małych świnkach" Jona Scieszki. Mam wrażenie, że jest u nas miejsce na jego inteligentny humor.

Mała rzecz a cieszy.  Książka, która zasadniczo nie potrzebuje komentarza. Manifest papieru w erze cyfrowej rewolucji. Sugestia, że można cieszyć się czytaniem bez dodatkowych atrakcji. Dowcipna w swej prostocie, choć można się z nią nie zgodzić. Nie zdziwię się, jeśli użytkownicy czytników poczują się urażeni. Ale przecież nie w tym rzecz, żeby konfrontować. "It's a Book" pokazuje po prostu jak daleko poszliśmy w mentalnej zmianie i jak bardzo jest to zmiana nieodwracalna. Sentymentalna opowieść o tym co minęło i nie ma szansy wrócić.

Jak na rasowy picture book przystało, tekst doskonale gra z rysunkami. Oszczędność to w tym wypadku atut, którym "It's a Book" odcina kupony od sukcesu. Historia opowiedziana w zaledwie kilkunastu kadrach, wcale nie pozostawia niedosytu. Krótkie teksty pozwalają zauważyć mimikę twarzy bohaterów. Lubię taką nieprzegadaną akuratność, z delikatnie zarysowaną, nienachalną pointą.

Miałam wątpliwości czy ta zabawa procesem okaże się zrozumiała dla współczesnych przedszkolaków. Czy są jeszcze jak goryl, a może już jak osioł? Będą się śmiać z ignorancji osła, czy nie pojmą aluzji. Grupa przedszkolaków, której przeczytałam "It's a Book" dostrzegła nieprzystawalność obu bohaterów. Śmiali się szczerze.









piątek, 12 maja 2017

Dom nie z tej ziemi


 Dom nie z tej ziemi
Małgorzata Strękowska-Zaremba
il. Daniel de Latour
Nasza Księgarnia 2017
















"Dom nie z tej ziemi" jest bez wątpienia pozycją raczej do wspólnego czytania. Jeszcze lepiej, jeśli najpierw przeczytamy ją sami, a dopiero potem z dzieckiem. Nieczęsto pojawiają się na polskim rynku książki, które tak bardzo wymagają asysty osoby dorosłej.

Ciężki kaliber emocjonalny powieści i bardzo trudny, ciekawie zmetaforyzowany temat sprawiają, że obok "Domu nie z tej ziemi" nie sposób przejść obojętnie. Żeby docenić jego wszystkie walory najlepiej przeczytać go z marszu. Z jakim problemem zmagają się bohaterowie nie zdradzi nam ostatnia strona okładki. Nie dowiemy się tego w pierwszych rozdziałach. Dojrzały czytelnik odkryje sens metafor z czasem, młodszy być może sam nie pojmie go wcale.

Zabiegi, jakimi posłużyła się autorka, żeby przedstawić temat możliwie najłagodniej, są nie do przecenienia, jednocześnie siła z jaką książka uderzy tych, którzy dostrzegą już jej podskórne przesłanie, może porazić. Jest wśród "trudnej" literatury tytuł, do którego "Dom nie z tej ziemi" wydaje się nawiązywać. Nie wymienię go, żeby nie psuć Wam przyjemności samodzielnego szukania nawiązań.

Mam wątpliwości, do jakiego czytelnika adresowana jest powieść. Baśniowa, lekko oniryczna konwencja oraz krótkie rozdziały wydają się skłaniać ku wczesnym klasom podstawówki, jednak z drugiej strony, ten poetycki entourage jest uzasadniony bardzo praktycznymi względami łagodzenia i szukania niedopowiedzeń. Nie ma przeszkód, żeby właśnie z ośmio- czy dziewięciolatkami zasiąść do lektury, ale każdorazowo, mając na względzie ich wrażliwość i osobiste doświadczenia. Strękowska-Zaremba z dużą delikatnością porusza newralgiczne tematy, nie rzuca oskarżeń, ale jednocześnie bezwzględnie piętnuje czyny i domaga się zadośćuczynienia, jeżeli nie ze strony sprawców, to na pewno społeczeństwa.

Ilustracje Daniela de Latour, utrzymane w szarościach i żółciach doskonale równoważą ciężar gatunkowy historii. Jest w nich zarówno strach jak i nadzieja, podobnie jak w powieści.





wtorek, 2 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017

Wprawdzie wiosna w tym roku każe na siebie czekać, a aura za oknem nieco zakłóca orientację w kalendarzu, Targi Książki zbliżają się nieubłaganie, a wraz z nimi mnóstwo książkowych nowości. Postanowiłam zaostrzyć Wam nieco apetyty i pokazać kilkanaście tytułów, na które zdecydowanie warto czekać. Powiem szczerze, że wydawcy wyjątkowo kryją się z tym, co też szykują dla nas na wiosnę. Na stronach internetowych często trudno było znaleźć aktualne zapowiedzi, czasem informacje o książce były niepełne, tak jakby dzielenie się tą wiedzą na trzy tygodnie przed targami nie leżało w ich żywotnym interesie. Mimo wszelkich przeciwności losu, wyłuskałam cenną wiedzę skąd się dało i dzielę się nią z Wami, jak zwykle w całkiem subiektywny sposób. Aby sprawiedliwości stało się zadość, w zestawieniu znalazło się po pięć tytułów z kategorii szeroko rozumianych książek obrazkowych (picture book), książek fabularnych (fiction) i popularnonaukowych (nonfiction). A że sprawiedliwość zawsze musi być po naszej stronie, w dwóch przypadkach pod zdjęciem (patrz niżej) kryją się aż dwa tytuły (do czego przyczynił się wyjątkowy urodzaj na książki Olivera Jeffersa). Opisy w większości pochodzą z materiałów wydawców. Zatem zaczynamy!


Picture book


1.  Tuli-pucho-kłaczek, Beatrice Alemagna, tł. Paweł Łapiński, opr. Baobaby Studio, Wydawnictwo Wytwórnia

Mała Edzia postanawia znaleźć dla mamy idealny prezent na urodziny. Dziewczynka wie, że musi to być Tuli-pucho-kłaczek! Ale co to takiego i gdzie można go znaleźć? Czy ukrył się w piekarni, a może w antykwariacie? Razem z Edzią wyruszamy na fascynującą wyprawę, poznajemy jej przyjaciół i zakamarki miasta. Czy dzięki swojej determinacji i odwadze bohaterka znajdzie w końcu to, czego poszukuje? Tuli-pucho-co?

2. Kredkowa księga liczb, Kredkowa księga kolorów,  Drew Daywalt, il. Oliver Jeffers, Wydawnictwo Zielona Sowa

„Kredkowa księga liczb” to nic innego jak nauka liczenia od 1 do 10.
Zginęło dziesięć kredek Tadka. Czy potrafisz je znaleźć i policzyć?

„Kredkowa księga kolorów” - tym razem Tadek i jego kredki są bardzo zajęci. Jest tyle rzeczy do pokolorowania.
 Zabawne ilustracje i krótkie, równie zabawne teksty sprawiają, że nauka staje się fantastyczną zabawą - nie tylko dla najmłodszych.

Pozostaję w nadziei, że Wydawnictwo Zielona Sowa pójdzie za ciosem i wyda również dwa picture booki o kredkach dla tych nieco starszych czytelników: "The Day the Crayons quit" i "The Day the Crayons came home".

3. O niezwykłym chłopcu, który pożerał książki, Oliver Jeffers, tł. Beata Hrycak, Wydawnictwo Format

Henio uwielbia książki. Ale nie tak, jak lubimy je ty czy ja. O nie. Trochę inaczej. Henio uwielbia je zjadać. Pożera je wszystkie, jak leci: słowniki, encyklopedie, poradniki. Im więcej zjada, tym staje się mądrzejszy. Czy Henio zostanie najmądrzejszym chłopcem świata? 

Fred wymyślony przyjaciel, Eoin Colfer, il. Oliver Jeffers, tł. Beata Hrycak, Wydawnictwo Format

Czy wiedzieliście o tym, że wystarczy odrobina magii i szczęścia, by w Waszym życiu pojawił się wymyślony przyjaciel? Fred jest najlepszym wymyślonym przyjacielem z wszystkich, których można by sobie wymarzyć. Jest tylko jedna rzecz... Nawet kiedy Fred bardzo, bardzo się stara, zawsze zdarza się to samo: przyjaciel Freda znajduje sobie prawdziwego przyjaciela i Fred staje się przezroczysty, zaczyna znikać...

4. Miastonauci, Tytus Brzozowski, Wydawnictwo Babaryba

Zostań MIASTONAUTĄ! Wyrusz w podróż po baśniowym mieście pełnym odniesień do architektury polskich miast. W tej pobudzającej wyobraźnię graficznej opowieści podążaj za chłopcem i pingwinem, którzy poszukują tajemniczej dziewczyny. Śledź dziesiątki architektonicznych szczegółów, przy okazji odnajdując poukrywane matematyczne zagadki...

5. Alicja w Krainie Czarów, Jennifer Adams, Alison Oliver, Wydawnictwo Format

„Alicja w Krainie Czarów” – w specjalnym wydaniu, dla najmłodszych czytelników, już od pierwszego roku życia. Wskakuj do nory białego królika, weź łyk napoju z fioletowej butelki, poznaj pomarańczowego kota, niebieską gąsienicę, szalonego kapelusznika…Dzięki serii BabyLit powszechnie rozpoznawalne tytuły klasyki światowej w przewrotny i komiczny, ale nieodparcie atrakcyjny sposób zagoszczą w wyobraźni naszych najmłodszych.





Fiction


1. Punkt, Florence Hinckel, Wydawnictwo Polarny Lis


Akcja powieści toczy się w przyszłości, w świecie, gdzie nieustannie trzeba być połączonym z siecią i raportować swój status. Dopuszczalne statusy to: „szczęśliwy”, „cieszy się życiem”, „szuka rozrywki”. Użyteczność i zdrowie społeczne szacowane są liczbą znajomych. Prawdziwych i wirtualnych. Wprawdzie kryzys finansowy pozbawił ludzi prawa do urlopu i podróży, ale w zamian za to postęp cywilizacyjny uwalnia ich od cierpienia. Każdy dorosły może, a każde dziecko musi poddać się operacji „usuwania bólu”. Ból usuwa się przez wszczepienie cierpiącym tzw. błękitnego punktu. Jak bardzo ten nowy wspaniały świat może być niebezpieczny, przekonają się Silas i Astrid, dwoje niepokornych licealistów, którzy nie chcą żyć tak jak wszyscy. Żeby wywalczyć prawo do życia według własnych reguł i do bycia razem, będą musieli zaryzykować wszystko i przechytrzyć system stworzony przez dorosłych.

2. Lolek, Adam Wajrak, il. Mariusz Andryszczyk, Wydawnictwo Agora


Lolek jest kudłatym stworzeniem o wielkim sercu i trudnej przeszłości, który ma tylko jedno marzenie: znaleźć swoich ludzi. Ale trafić na tych właściwych wcale nie jest łatwo. Szczególnie zimą w okolicach Puszczy Białowieskiej. Do napisania książki zainspirował Adama Wajraka psiak, który pewnego śnieżnego dnia pojawił się w życiu dziennikarza  i jego żony Nurii.  Dziś mieszka z nimi w Teremiskach, w Puszczy Białowieskiej.


3. Życie na podglądzie, Len Vlahos, tł. Maciej Potulny, Wydawnictwo Media Rodzina


Piętnastoletnia Jackie Stone kocha swojego tatę. Jej tato, Jared, kocha Jackie. Nic dziwnego, że gdy Jared dowiaduje się o swym śmiertelnym nowotworze mózgu, przede wszystkim myśli o zabezpieczeniu rodziny. Postanawia sprzedać... swoje życie na eBayu. Konsekwencje tej decyzji wywrócą życie rodziny do góry nogami, gdy okaże się, że jednym z licytujących jest telewizyjny producent reality show. Jackie zostanie zmuszona do podjęcia działań, na które nigdy by się nie odważyła, i zyska zupełnie niespodziewanych sojuszników.

4. Lato z rabusiami, Siri Kolu, Wydawnictwo Tatarak


Vilja ma dziesięć lat, okropną siostrę i całkiem nudne życie. Do czasu... Rodzinny wyjazd na wakacje zaczyna się od kłótni o cukierki, a potem Vilja pada łupem piratów drogowych. Dziewczynka trafia do auta niezwykłej rodziny Rabusińskich i... ale o tym już przeczytacie sami! Rabusiostwo to bardzo poważna sprawa, trzeba się trzymać wytycznych, mieć styl, jadać obfite śniadania i kąpać w jeziorze. A wyczynami należy się pochwalić na ZBUJu!

5. Pasztety do boju, Beauvais Clementine, tł. Bożena Sęk, Wydawnictwo Dwie Siostry


Odkąd w Facebookowym głosowaniu przyznano im tytuły Złotego, Srebrnego i Brązowego Paszteta, Mireille, Astrid i Hakima są oficjalnie najbrzydszymi dziewczynami w szkole. Ale czy to znaczy, że mają siedzieć i płakać? Właściwie to… tak właśnie robią. Ale niezbyt długo. Bo wkrótce wpadają na lepszy pomysł: wsiadają na rowery i wyruszają na wielką wakacyjną wyprawę. Kierunek: Paryż. Cel: wizyta u pary prezydenckiej. A żeby było zabawniej, biorą ze sobą przyczepkę, by po drodze sprzedawać... pasztety. A właściwie – pyszne paszteciki. Tak zaczyna się zwariowana podróż pełna przygód, wygłupów i niezapomnianych przeżyć, która przyniesie bohaterkom nie tylko prawdziwą przyjaźń, głęboką radość i straszliwe zakwasy, lecz także… całkowicie niespodziewaną sławę.



Nonfiction



1. Las zabaw, Mateusz Wysocki, il. Agata Królak, Wydawnictwo Czerwony Konik


„Las zabaw” to rozległe terytorium, po którym każdy może poruszać się na swój własny sposób. Znajdziecie tu opowieść autorstwa Mateusza Wysockiego, której towarzyszą ilustracje Agaty Królak. Na dole stron, na wysokości runa leśnego, czają się ciekawostki biologiczne, a na końcu książki czeka mapa pełna zadań do wykonania.

2. Wielka księga robali, Yuval Zommer, Wydawnictwo Wilga


Robale są wszędzie! A dzięki tej książce każde dziecko może stać się ich odkrywcą. Całość podzielona jest na sekcje w których poznajmy życie chrząszczy, motyli, pszczół, ślimaków, świerszczy, czerwi i pająków.

3. W morze!, Piotr Karski, Wydawnictwo Dwie Siostry


Poznajcie kałamarnice, mątwy, ośmiornice i straszliwe ryby głębinowe. Odwiedźcie rafy koralowe, urządźcie się na bezludnej wyspie. Zróbcie sobie meduzę w butelce. Pokolorujcie niebezpieczne wodne ślimaki, narysujcie straszliwe syreny. Zaprojektujcie statek pasażerski i nauczycie się określać swoje położenie za pomocą latarni morskich. Doprawcie zęby rekinowi ludojadowi, wytatuujcie marynarza…

4. Wielcy odkrywcy, Marcin Jamkowski, il. Karol Banach, Wydawnictwo Dwukropek


Pierwszy tom „Wielcy odkrywcy” w lekki i zabawny sposób przedstawia sylwetki dwudziestu sześciu podróżników oraz historie ich największych odkryć geograficznych. Poznamy Krzysztofa Kolumba, Marco Polo, Vasco da Gamę, Benedykta Polaka, Jacquesa Cousteau, Thora Heyerdahla i innych. Dowcipnie i pięknie sportretowani przez byłego redaktora naczelnego polskiej edycji National Geographic  i wybitnie uzdolnionego ilustratora Karola Banacha „Odkrywcy” stanowią początek niezwykłej kolekcji.

5. Pralki, suszarki, lodówki, Christian Tielmann, Ursula Weller, tł. Bolesław Ludwiczak, Wydawnictwo Media Rodzina


Sprzęty domowe kryją w sobie wiele ciekawych zagadek – dlaczego powietrze z suszarki jest ciepłe, dlaczego w lodówce jest zimno, jak działa zmywarka do naczyń? Na te pytania, a także na wiele innych zagadek dotyczących domowych sprzętów codziennego użytku – znajdziesz odpowiedzi w tej książeczce.

 

piątek, 28 kwietnia 2017

Chłopiec na szczycie góry


Chłopiec na szczycie góry
John Boyne
tł. Tomasz Misiak
Wydawnictwo Replika 2017










Kolejną powieść Johna Boyne'a czytałam jak książkę autora, który dał się już dobrze poznać. W Polsce ukazały się dotąd trzy jego powieści dla dzieci i młodzieży: "Chłopiec w pasiastej piżamie", "Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa" i "Noah ucieka". Boyne nie jest moim ulubionym pisarzem, jego książki darzę zróżnicowaną sympatią, ale czytam go za każdym razem z uwagą, doceniając, że w zalewie bylejakości ciągle ma coś ciekawego do powiedzenia. Niestety często robi to po trupach. Bez zastanowienia dąży do realizacji założonej z góry tezy, subtelności często pozostawiając poza kręgiem swoich głównych zainteresowań.

W "Chłopcu na szczycie góry" powraca do tematyki wojennej. Brawurowo osadza akcję książki w słynnej rezydencji Adolfa Hitlera - Berghof. Za sprawą głównego bohatera, niepostrzeżenie wchodzimy w bezpośrednie otoczenie Führera. Fascynująca, niepokojąca atmosfera sączy się niespiesznie, pokazywana z perspektywy kilkuletniego chłopca, przygarniętego przez ciotkę - gospodynię z Bergofu. Boyne ostrożnie, ale sugestywnie kreśli postać Pierrota i jego potężną przemianę z wrażliwego paryskiego dzieciaka, wcześnie osieroconego przez rodziców, w bezwzględnego żołnierza Hitlerjugend - Pietera, dla którego wierność Rzeszy jest wartością absolutną.

Na przykładzie Pierrota-Pietera, Boyne zdaje się chcieć naszkicować charakterystykę każdego przeciętnego Müllera czy Wolfa, który daje się wciągnąć w wojenną propagandę Niemiec, zafascynować postacią Hitlera, a w efekcie traci swoją tożsamość, zaprzepaszcza człowieczeństwo i ludzkie odruchy. Boyne, podobnie jak w "Noah ucieka", i tym razem za pomocą imienia bohatera, odwołuje się do archetypów, ponadto czasem wręcz nachalnie tłumaczy oczywistości, jakby bał się, że nieuważnemu czytelnikowi umknie jakiś aspekt jego przekazu oraz wciąga czytelnika w moralną ocenę wydarzeń i postaci. Jednocześnie wydaje się nie zauważać, że jego bohater szyty jest bardzo grubymi nićmi. Nie jest autentyczny ani jako nad wiek dojrzały czterolatek, ani zdezorientowany piętnastolatek, nie potrafiący trzeźwo ocenić sytuacji.

Z punktu widzenia młodego czytelnika, moralna ocena, do której zachęca Boyne, mimo wszystko mogłaby okazać się trudna. Boyne cały czas pokazuje tylko jedną perspektywę wydarzeń. Prawdopodobnie, jakby w obawie przed byciem źle zrozumianym, dorzuca przyciężkie zakończenie, które psuje ciekawy efekt niedopowiedzenia, w atmosferze którego wydajemy się już żegnać z bohaterem.

W Polsce "Chłopiec na szczycie góry" został zaklasyfikowany przez wydawcę jako książka dla dorosłych. Tymczasem zastosowane niedopowiedzenia, dość silny dydaktyzm i młody bohater sugerują jednak młodszego odbiorcę. Swobodnie można ją podsunąć oczytanemu dwunastolatkowi, który nie boi się wzruszeń. Jakby bowiem nie patrzeć, "Chłopiec na szczycie góry" to książka mocna. A gdyby nie łagodzące zakończenie, nawet bardzo mocna.

niedziela, 23 kwietnia 2017

TEK. Nowoczesny jaskiniowiec



Tek. Nowoczesny jaskiniowiec
Patrick McDonnell
Wydawnictwo Kinderkulka 2017
















To chyba pierwszy tablet, od którego nie trzeba odganiać dzieci. Zdjęcie na pewno nie przekaże wam jak bardzo design tej książki upodabnia ją do elektronicznego gadżetu. Czarny, gruby, błyszczący karton okładki z charakterystycznym środkowym przyciskiem. Boczna krawędź idealnie dopasowana kolorem do okładki zlewa się z nią w całość, tworząc zwarty kształt. Na wyklejce miejsce do wklepania kodu, a na każdej stronie wskaźniki naładowania baterii i sygnału wifi. Czarny margines pozwala na chwilę zapomnieć, że mamy do czynienia ze zwykłą książką. Design to niewątpliwie ogromny jej atut.

Jednak mieszane uczucia dotyczące samej historii nie opuszczają mnie, mimo wielokrotnego czytania, samotnie i z Sadzonką. Treść jest zdecydowanie tym słabszym ogniwem, które zaprzepaszcza potencjał tkwiący w niebanalnej formie. Sympatyczny skądinąd pomysł na bohatera-jaskiniowca uzależnionego od elektroniki gubi się głównie w braku konsekwencji i lekko wymuszonym poczuciu humoru. Kultura masowa przyzwyczaiła nas niestety, że spotkanie człowieka z dinozaurem nie jest niczym dziwnym, ale nie lubię kiedy ten mit powiela się bez potrzeby, utrwalając go skutecznie w pamięci małych i dużych. Książka nie aspiruje wprawdzie do bycia źródłem naukowym, ale z drugiej strony nie równoważy braków formalnych wyjątkowym pomysłem na dowcipną fabułę. Żart czai się za rogiem, ale pokazuje się tylko czasami. Urzekł mnie pomysł by Internet pojawił się na świecie przed wynalezieniem ognia. Podobnie imiona dinozaurów wymyślone na własny użytek przez zapominalskiego Teka, naprawdę podnoszą do góry kąciki ust, ale już w drugiej części książki, gdy bohater na stałe traci zasięg, historia całkiem się banalizuje i nie przykuwa uwagi niczym więcej, poza lekkim dydaktycznym smrodkiem.

Zastanawiam się przy tej okazji na ile zamysł odciągnięcia uwagi czytelnika od gadżetów i pokazania, że świat realny ma wiele do zaproponowania w ogóle się sprawdza. Czy przypadkiem atrakcyjne skojarzenie z iPadem nie działa na korzyść elektroniki, a nudnawe zakończenie nie udowadnia, że z tabletem Tek był o wiele atrakcyjniejszym bohaterem niż bez niego? Dla mnie "Tek" zdecydowanie mógłby wygrać doroczny konkurs na książkę-zabawkę, ale w konkurencji na przemyślaną, pomysłową fabułę stałby gdzieś na szarym końcu. Krótkotrwały zachwyt moich dzieci potwierdza, że książka wygrywa głównie pierwszym wrażeniem, a traci przy dłuższym poznaniu.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...