niedziela, 31 marca 2013

Zakochany w Warszawie
















Zakochany w Warszawie
Edukacyjna gra planszowa
Granna (dla Miasta Stołecznego Warszawy) 2008


Syp, syp. Śnieg sypie z nieba, jakby chciał z nas sobie zażartować. Więc my na przekór pogodzie wyciągnęliśmy z szafy grę, którą latem zeszłego roku wygraliśmy podczas terenowej gry zorganizowanej przez księgarnię Badet. Od razu przypomniały nam się upalne chwile spędzone na poszukiwaniu Kłamczuchów ukrytych w zakamarkach warszawskiego Wilanowa. Mimo że wtedy pod nosem przeklinaliśmy skwar lejący się z nieba,

dzisiaj z przyjemnością wspominaliśmy ubiegłe lato.

Gra od razu przypadła do gustu 5-letniemu Tomkowi, mimo że na jego wiek jest trochę za trudna. Celem gry jest odnalezienie w jednym z obiektów zlokalizowanych na mapie Zakochanego w Warszawie, którym jest jeden z graczy. Zakochany w Warszawie porusza się po planszy bez pionka, przez co trudno go znaleźć.

Jedyny ślad jaki po sobie pozostawia stanowią wskazówki, które odczytuje z kart obiektów, w których aktualnie przebywa. Pozostali gracze, po uiszczeniu odpowiedniej kwoty, poruszają się po planszy pieszo, rowerem lub omnibusem. Wygrywa ten, kto pierwszy złapie Zakochanego.
Niezaprzeczalnym atutem gry jest  fotograficzna mapa Starego Miasta i okolic oraz karty z historycznym opisem zabytków. Grę uatrakcyjniają karty z zadaniami w dwóch specjalnych pulach: dla Zakochanego i dla pozostałych graczy.

Gra jest niestety trochę niedoinwestowana. Przydałaby się czytelniejsza plansza, dodatkowa mapka dla Zakochanego, tak żeby śledząc swój ruch po dużej planszy, nie zdradzał wzrokiem, w której okolicy aktualnie się znajduje i lepszej jakości kostki - oczka powoli się zdrapują. Mimo to warto zdobyć "Zakochanego w Warszawie", bo kupić tej gry chyba się nie da. Gwarantowane emocje i dużo ciekawych informacji do zdobycia zupełnie mimochodem.



piątek, 29 marca 2013

Auto








Auto
J.M. Brum
il. Jan Bajtlik
Dwie Siostry 2013
www.wydawnictwodwiesiostry.pl


Postanowiłam w przedświątecznym zamieszaniu napisać kilka słów o "Aucie". Może ktoś jeszcze szuka prezentu od króliczka i czerwone auto oczaruje go tak jak nas... Dawno nie miałam w ręku tak dobrej książki dla najmłodszych. Zaskakuje prostotą zarówno ilustracji jak i tekstu. Można czytać w kółko i wcale się nie nudzi. Zwłaszcza zakończenie wywołuje uśmiech, ale nic nie zdradzę, nie chcę psuć niespodzianki. To książka z gatunku dla wszystkich, bo miło się z nią obcuje. Kartonowe, matowe kartki przyjemnie trzyma się w palcach. Długo szukałam fajnej książki o samochodach dla moich małych siostrzeńców i wiem, że w tym temacie nie ma z czego wybierać. "Auto" nie ma póki co konkurencji. Przy okazji, może ktoś wie czy J.M. Brum to pseudonim ilustratora?

 Błogosławionych, zaczytanych Świąt Wielkiej Nocy i wielu łask płynących ze Zmartwychwstania. Żeby wiara, nadzieja i miłość były w Nas zawsze, niezależnie od okoliczności.







wtorek, 26 marca 2013

Co ty mówisz?!














Co ty mówisz?! magia słów
czyli retoryka dla dzieci

Aneta Załazińska, Michał Rusinek
il. Joanna Rusinek
Literatura 2013
www.wyd-literatura.com.pl


Co to za temat?! - chciałam zawyć z przerażenia, kiedy dowiedziałam się o tej książce. Retoryka - tego chyba uczą na studiach prawniczych? Po co zanudzać tym dzieci? Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują. Po pierwsze ładna typografia, po drugie dowcipny tekst, po trzecie udane ilustracje, no i komiks, tworzą bardzo ciekawy efekt końcowy. Do tego czarne matowe tło okładki miło koresponduje ze śliskimi kolorowymi elementami. Za projektem typograficznym stoi pracownia grafiki użytkowej kreska i kropka, która przygotowała również dorosły odpowiednik "Co ty mówisz?!" - "Retoryka codzienna", tych samych autorów.

Książka podzielona jest na kilka historyjek, które opowiadają o pewnej Zośce i jej problemach z komunikacją. Każdy rozdział składa się z dowcipnego opowiadania, krótkiego podsumowania i kilku ćwiczeń. Tematyka dotyczy wypowiedzi ustnych: dobór argumentów, przygotowanie przemówienia, dostosowanie przekazu do treści i stylu do sytuacji, radzenie sobie z tremą, ale też pisemnych: dobór stylu, stosowanie przenośni, rozróżnianie języka mówionego od pisanego. Myślę, że zwłaszcza ten pierwszy aspekt książki, związany ze skuteczną argumentacją, powinien przypaść mojej Córce to gustu.


Podobnie jak rodziców głównej bohaterki i nas trudno jest do wielu rzeczy przekonać. Zwłaszcza jeżeli nad argumentami słownymi biorą górę emocje.



Z opowiadań można wyłuskać sporo praktycznych rad, a czego tam nie ma trzeba szukać w komiksie o wdzięcznym tytule "Historia retoryki Profesora O'rety". To dopiero tu pada mnóstwo mądrych słów i nazwisk takich jak.: figura retoryczna, Churchill, Renesans, Demostenes.
Jedno czego mi w książce brakuje, to indeks haseł. Lubię mieć wszystko poukładane.
Po przeczytaniu książki zaczęło mnie męczyć pytanie: dlaczego właściwie retoryki nie uczy się w szkole?
Pani Aneto, Panie Michale, chyba mnie macie po swojej stronie.



wtorek, 19 marca 2013

Elementarz demokracji. Jak to działa?












Elementarz demokracji.Jak to działa?

Roksana Jędrzejewska-Wróbel
il. Ewa Poklewska-Koziełło
Wydawnictwo Literatura 2012
www.wyd-literatura.com.pl

Czym się różni ustawa od uchwały? Dlaczego warto głosować? Czy wojewoda przewodniczy sejmikowi wojewódzkiemu? Dlaczego poręcz schodów w budynku Sejmu ma kształt węża? Dawniej o takich rzeczach uczono na lekcjach WOS-u. Córka nie musiała czekać aż do liceum, bo książkę dostała na zakończenie trzeciej klasy szkoły podstawowej. Dzięki Bogu, że są jeszcze nauczyciele, którzy potrafią wybrać mądrą i ciekawą książkę, która na dodatek nada się dla każdego, niezależnie od zainteresowań.

"Elementarz demokracji" to krótkie (zaledwie pięćdziesiąt kilka stron) ABC młodego Polaka, ale bez obaw - ta książka to nie leksykon. Bohaterami opowiadania jest dwójka rodzeństwa, która zaniepokojona stanem chodników w swoim mieście, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i zgłosić projekt uchwały nakazującej sprzątanie psich kup. Przebywają drogę od radnego do sesji Rady Miasta, gdzie ich uchwała zostaje przyjęta. Następnie, dzięki zapałowi swoich rodziców, dzieciaki wybierają się na wycieczkę do Warszawy. Poznają kulisy demokracji, zwiedzają Sejm i Senat, dowiadują się jak powstają ustawy i kto przewodniczy obradom izb parlamentu. Mnóstwo tu mądrych słów, ale wszystko podane jest w lekkim, żartobliwym stylu. 




"Elementarz demokracji" to książka, którą warto mieć pod ręką, bo mimo zgrabnej i lekkiej formuły, wszystkich informacji nie da się przyswoić na raz. Na szczęście na końcu jest słowniczek, do którego można zajrzeć w razie potrzeby. Niestety bez indeksu stron. Szkoda również, że trudniejsze pojęcia nie są w tekście pogrubione, łatwiej byłoby do nich wrócić. Pozostaje zadowolić się kilkoma asocjogramami stworzonymi przez ilustratorkę albo samemu (jak my) podkreślić ciekawsze informacje. Córka książkę pochwaliła, ale z powątpiewaniem podeszła do dziecięcej przygody z radnym i kupową uchwałą. Faktycznie trochę to naiwne, nieprawdaż? Jeszcze jedną słabą stroną książki są fotografie, stanowiące bazę dla ilustracji: nieostre lub prześwietlone, po prostu słabe. I niestety częste w wydawnictwie Literatura problemy z typografią.




Roksana Jędrzejewska-Wróbel w wywiadzie dla Qlturki przyznaje, że z "Elementarzem demokracji" miała niemały problem. Książka powstała bowiem na zamówienie Kancelarii Senatu. Długo szukała konwencji w jakiej mogłaby pokazać dzieciom Senat. Jako że temat nie był zbyt nośny ani atrakcyjny postanowiła zacząć od początku, czyli od kupy. Pokazać dzieciom, że mechanizmy funkcjonowania państwa rodzą się de facto na ich podwórku, zaczynają się tam gdzie małe problemy dotykają zwykłych obywateli. Dopiero tą drogą autorka mogła dojść do Senatu. Niestety jej pomysł nie wszystkim się spodobał i dlatego w pierwszym wydaniu książki (niebieska okładka) zamiast kupy bohaterką książki została... guma do żucia. Dopiero w drugim wydaniu (okładka brązowa) nieszczęsna psia kupa wróciła na swoje miejsce.

czwartek, 14 marca 2013

Ryjówka przeznaczenia















Ryjówka przeznaczenia
Tomasz Samojlik
Instytut Biologii Ssaków PAN Białowieża 2012
www.kultura.com.pl


W naszym grubym kocie brytyjskim, kiedy wyjedzie na łono natury odzywa się instynkt łowcy. To właśnie dzięki jego zręcznym łapom poznaliśmy tego lata ryjówkę. Leżała martwa na naszej werandzie, a kocur patrzył z boku, sprawdzając czy na pewno już się nie rusza. Był z siebie bardzo dumny, my za to smutni i skonsternowani. Nikt z nas jeszcze nie wiedział, że ryjówka stała się bohaterką dziecięcego komiksu. Zatem do rzeczy. "Ryjówka przeznaczenia" to komiks edukacyjny, w którym przygody małych ssaków zamieszkujących leśną dolinę, są tłem do pokazania interakcji między człowiekiem a środowiskiem naturalnym. Ryjówki to niewielkie, ciągle głodne zwierzątka, o bardzo dużym tempie przemiany materii. W odróżnieniu od gryzoni żywią się bezkręgowcami.
źródło: alejakomiksu.com
 Zamieszkują podmokłe tereny, gdzie pędzą intensywne życie, szukając pożywienia lub uciekając przed drapieżnikami. Tomasz Samojlik bardzo zgrabnie przemycił mnóstwo ciekawostek przyrodniczych w dynamicznej i nienachalnej fabule komiksu akcji. Nie jest ona może zbyt odkrywcza albo przesadnie zaskakująca, ale moja dziesięcioletnia córka uznała, że słaby suspens w wystarczającym stopniu rekompensują ciekawe informacje o leśnych zwierzętach. Nie dajmy się jednak zwariować, walor edukacyjny jest już wystarczającym jak dla mnie powodem, żeby taki komiks kupić i podsunąć dziecku, a że w stu procentach nie zastąpi Papcia Chmiela, czy Baranowskiego to zdecydowanie nie powód, żeby "Ryjówki Przeznaczenia" nie przeczytać. Samojlik dał się już poznać młodym czytelnikom jako autor serii książeczek o przygodach żubra Pompika. Z powodzeniem popularyzuje też wiedzę o historii i przyrodzie Puszczy Białowieskiej podczas spotkań dziećmi. Samojlik ma w ręku trzy atuty: wiedzę, pomysły i dobrą kreskę, a na dodatek świetne wyczucie do tego, co spodoba się młodemu czytelnikowi. W kolejce czeka już druga część serii (?) - "Norka zagłady". Czy będzie równie dobra jak Ryjówka, a może lepsza, sprawdzimy niebawem.

wtorek, 12 marca 2013

niedziela, 10 marca 2013

Czy Bóg istnieje?












Czy Bóg istnieje?
Wielkie problemy religii. Dzieci pytają - naukowcy odpowiadają
Albert Biesinger, Helga Kohler-Spiegel
il. Mascha Greune
Wydawnictwo Święty Wojciech 2010
www.swietywojciech.pl


Niesamowita sprawa z tymi dziecięcymi pytaniami o wiarę. Ciągle się na tym łapię, że mimo iż nie jedna teologiczna cegła przeszła przez moje ręce, córka potrafi zagiąć mnie na sprawach z pozoru banalnych. Zupełnie nieświadoma swojej przenikliwości uderza w zagadnienia tak fundamentalne, że nie powstydziłby się ich niejeden filozof. Idąc tropem takich pytań rozmawiałyśmy ostatnio o korzeniach wiary, o Bogu w innych religiach, o historycznych i religijnych źródłach chrześcijaństwa. I to ona, bardziej przenikliwie niż ja potrafiła szukać argumentów, obalać mity i dochodzić prawdy. "Dzieci są często najlepszymi teologami" - twierdzą autorzy "Czy Bóg istnieje?" i mają świętą (nomen omen) rację.

"Czy Bóg istnieje?" warto przeczytać przed rozpoczęciem przygody z Youcatem. Znajdziemy tu odpowiedzi na takie podstawowe pytania jak: Skąd wiem, że Bóg naprawdę istnieje? Czy Biblia mówi prawdę? Jak dobry Bóg może godzić się na cierpienie i smutek? Skoro jest tylko jeden Bóg, to dlaczego są różne religie? Szalenie brakuje mi takich książek w polskich księgarniach. Nie biblijnych, nie modlitewnych, ale właśnie teologicznych. Dzieci bardzo często karmione na lekcjach religii tylko katechetyczną papką nie mają szansy zadać poważnych pytań o Boga. Często myślą wręcz, że takich pytań nie należy zadawać, mimo że przecież dochodzenie rozumem do wiary jest najpewniejszą drogą do celu.

Książka powstała jako efekt współpracy 14. niemieckich teologów. Większość z nich to specjaliści w zakresie pedagogiki religii. Teologowie to jednak naukowcy i ten naukowy ogląd świata uderzył mnie od pierwszych stron książki, czyli od opisu początków świata. Rzadko się zdarza, żeby teoria wielkiego wybuchu tak ładnie została powiązana z boskim początkiem stworzenia świata. Nie trzeba już się gimnastykować, żeby wyjaśnić dzieciom, że opis stworzenia świata w Biblii nie jest opisem historycznym, że świat nie powstał w ciągu siedmiu dni, a Adam i Ewa nie byli jedynymi ludźmi, jacy pojawili się na świecie.

druga część serii

wtorek, 5 marca 2013

YOUCAT















YOUCAT polski
Katechizm Kościoła Katolickiego dla Młodych
Edycja św. Pawła, 2011
www.youcat.org/pl


Pewnie niektórzy z was znają ten scenariusz z własnego podwórka. Dziecko zadaje pytanie z religii, a my pod ręką mamy tylko książeczkę do nabożeństwa sprzed ćwierć wieku albo zakurzoną Biblię - pamiątkę pierwszej komunii. I jak tu się zmierzyć z pytaniem, czy Żydzi byli winni śmierci Jezusa, albo czy można kontaktować się z aniołami. Youcat to nic innego jak katechizm kościoła katolickiego dla młodzieży. Strukturą tematów przypomina KKK dla dorosłych,  choć w nieco skróconym wydaniu. Z drugiej strony nieco bardziej koncentruje się na wyjaśnianiu zagadnień, w taki sposób by dotrzeć z przekazem do młodszego odbiorcy. W tekście znajdują się również odnośniki do dużego Katechizmu, jeśli temat ma tam szersze rozwinięcie. Korzystanie z Youcat jest bardzo łatwe i intuicyjne. Indeks haseł na końcu książki pomaga odszukać interesujące nas zagadnienie, a jeśli mamy więcej, czasu możemy pytanie po pytaniu zapoznawać się z treścią poszczególnych działów: o wierze, Chrystusie, Kościele i modlitwie. Na marginesach, oznaczone specjalnymi ikonkami umiejscowione zostały cytaty z Biblii, sentencje różnych autorów, ważne definicje i śmieszne komiksowe rysunki.





Kiedy zamawiałam Youcat w internetowej księgarni bezskutecznie szukałam wydania w twardej oprawie. Bałam się, że cienka okładka szybko zniszczy się w wiecznie zabałaganionym plecaku mojej córki. Z paczki wyjęłam poręczną książkę w bardzo ładnej, aksamitnej, matowej okleinie. Środek też okazał się ucztą dla oka. Główny tekst umieszczony jest na żółtym tle, a na marginesach, oprócz wspomnianych dodatków zawsze zaznaczony jest numer części i rozdziału. Smaczku całości dodaje ludzik w prawym dolnym rogu każdej strony, który podczas kartkowania stron, staje się bohaterem animowanego filmiku. Brakuje tylko tasiemki, ale coż, nie ma rzeczy idealnych.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...