10/12/2026
Kroniki Wielkiej Puszczy
Tajemnica starszej pani & Dzikie plemię grzybów, Wioleta Detyniecka & Aneta Szczypczyk, Kultura Gniewu 2025/2026
Mocny debiut Wiolety Detynieckiej i Anety Szczypczyk z 2025 roku doczekał się wiosną drugiego tomu. Autorki wzięły rynek szturmem, zdobywając nagrodę w kategorii Najlepszy komiks dla dzieci i młodzieży na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, a potem jeszcze kolejne nominacje w innych konkursach.
Gdy latem 2025 roku pisałam na Instagramie o pierwszym tomie serii, "Tajemnica starszej pani", urzekła mnie baśniowa historia subtelnie podszyta grozą, oczarowały świetne rysunki – z pazurem a jednocześnie wciąż dziecięce i przyjazne. Co by nie mówić, komiks nie wyglądał jak praca debiutantek, czego najlepszym dowodem była przemyślana architektura i akuratne, nieprzegadane dialogi. Pierwszy tom zostawił mnie jednak w wyraźnym zawieszeniu, a podskórny niedosyt utrudniał ostateczne podsumowania.
"Dzikie plemię" potwierdziło mój niepewny zachwyt nad pączkującą serią i to, że dobra passa dla udanych polskich komiksów dla dzieci ciągle trwa. Niewątpliwie kolejnym atutem serii okazał się scenariusz, który po pierwszym, wprowadzającym tomie nie zabrnął w ślepą uliczkę. Mamy zatem rozwinięcie wątku pradawnej cywilizacji na skraju Wielkiej Puszczy, bezpańskiego kota Mańka i demonicznej kozy. Głównym motywem tomu jest tym razem dzikie plemię grzybów, które dąży do odbudowania swojej potęgi. Rózia, główna bohaterka, jej rodzice, para szalonych naukowców, i przyjaciółka Rózi – Taśka wplątują się w nie lada kłopoty, gdy podczas wykopalisk archeologicznych mama Rózi znajduje tajemniczą szkatułkę, a reszta trafia na ślad groźnych grzybów.
Wciągająca przygoda skąpana w gęstym sosie realizmu magicznego daje dużą przyjemność z czytania. Podobnie dynamiczna kompozycja kadrów i różnorodności ujęć. Wygląda na to, że same autorki świetnie bawiły się przy pracy i nie dały wciągnąć się w schematyzm i rutynę. To nie jest komiks dydaktyczny, to dawka świetnej rozrywki i kawałek dobrej, wartościowej literacko i artystycznie sztuki.
Wydawnictwo poleca dla czytelników 6+
9/11/2026
Moje doskonale niedoskonałe ciało
8/31/2026
Maja i czas motyli
Maja i czas motyli, Radek Rak, il. Aleksandra Krzanowska, Powergraph 2026.
"Maja i czas motyli" – książka, która sprawiła mi spory problem. Wielokrotna liczba nieskutecznych podejść do napisania recenzji świadczy o tym dobitnie. Będzie subiektywnie, ale co tam...
Druga skierowana do młodszego czytelnika powieść Radka Raka była gorąco oczekiwaną premierą. Zwykle tak się dzieje, gdy książkę dla dzieci pisze autor dorosłych bestsellerów. Pisarskie nawyki i wyobrażenia o idealnym dziele gonią duże oczekiwania czytelników. Tak było i tym razem, bo "Maja i czas motyli" to książka, w którą Rak ewidentnie włożył mnóstwo pracy i koncepcyjnej roboty, chcąc zaspokoić oczekiwania czytelników i samemu mieć poczucie dobrze wykonanej pracy.
11-letnią Maję poznajemy, gdy jej świat niemal rozpada się na kawałki po rozwodzie rodziców. Dzielenie domu między mieszkanie mamy, użyczone czasowo do zamieszkania przez jej nowego faceta, oraz pokój w starym domu wynajmowany przez tatę staje się mocno kłopotliwe. Zwłaszcza gdy przed znajomymi chce się pokazać, że wszystko jest dobrze i po staremu. Przed troskami życia codziennego Maja ucieka w świat przyrody, który napotyka na strychu starego domu i w jego okolicy. Radek Rak wykorzystuje cały potencjał wiedzy posiadanej z racji swojego wykształcenia (autor jest lekarzem weterynarii), by równolegle opowiedzieć o nietoperzach, motylach, grzybach i pszczołach, które podobnie jak główna bohaterka podlegają ciągłemu procesowi zmian. Rak zamyka opowieść w jednym roku, z troską obserwując codzienne problemy Mai, a w tle jej małych, cichych towarzyszy.
Mam nadzieję, że nie zdradzę zbyt wiele, ujawniając, że długo czekałam na suspens, który nie nadszedł. To chyba mój największy zarzut do książki i spore rozczarowanie. Historia nie buduje napięcia, nie przykuwa do fotela. To opowieść zbudowana liniowo, o dziewczynce, która cierpi z powodu rozstania rodziców, przemocowej nauczycielki i konfliktów z rówieśnikami. Wnikliwa, przejmująca, przeważnie autentyczna, ale do bólu statyczna.
Duże wątpliwość budzi też wiek bohaterki, którą autor umiejscowił w 5 klasie podstawówki, a co za tym idzie wiek czytelników, których wydawca określa w przedziale 9-12 lat. Czytając miałam poczucie, że Maja i jej znajomi mają około 14 lat a czytelnicy tej książki, których historia autentycznie mogłaby wciągnąć, też właśnie kończą podstawówkę. Szczerze mówiąc, wsadzenie bohaterki w buty 11-latki to moim zdaniem zaprzepaszczenie potencjału, który kryje się za tą niespieszną historią oraz gra z zaufaniem czytelników. Czy mam rację, pokażą opinie czytelników, na które jak nigdy z niecierpliwością czekam.
7/27/2026
Wilk
7/10/2026
Animarium. Wybrańcy ukrytego świata
Animarium. Wybrańcy ukrytego świata, Malina Prześluga, Wydawnictwo Dwie Siostry 2026.
Baśniowa okładka, barwione brzegi i obiecująco gruby blok kartek. Miałam nadzieję na idealną lekturę wakacyjną i nie zawiodłam się.
Malinę Prześlugę kojarzę przede wszystkim jako znakomitą dramotopisarkę. Jej "Dziób w dziób" miałam okazję lata temu oglądać na deskach warszawskiego teatru Ochota w wykonaniu małych artystów z ogniska teatralnego i do dziś pozostały mi w pamięci świetne dialogi i wyraziści, niepokorni bohaterowie. Prześluga ma teatralny siódmy zmysł, który skutecznie wspiera ją również w roli prozatorki, bo "Animarium" także stoi dynamicznymi partiami dialogowymi, a świat przedstawiony wręcz ożywa na naszych oczach.
Kluczy do odczytania tej historii może być wiele. Mam wrażenie, że Prześluga garściami czerpie z przeróżnych archetypów kulturowych, bawiąc się nimi na wiele sposobów. Jednak z przyjemnością stwierdzam, że mimo to udało jej się stworzyć książkę świeżą i intrygującą. Pojawia się zatem miasto jako ożywiony byt, ukryty świat ożywionych roślin i przedmiotów, zoomorfizacja ludzkich bohaterów, ale też antybohater korzystający z pomocy duchowych istot o wyjątkowej sile i bezwzględności. Wszystko jest precyzyjnie nazwane (anikamby, znikańce, watcherzy, fatamorgi i inne) i usystematyzowane, dzięki czemu świat przedstawiony to nie pusta wydmuszka lecz pełnoprawne uniwersum, które systematycznie odkrywamy wraz z bohaterami.
Autorka, wykorzystując lubiany przez teatr dziecięcy motyw drogi, wysyła dwójkę bohaterów, Florę i Leo, w poszukiwaniu mitycznego Kwiatu Poznania (sic!), który kwitnie tylko w noc świętojańską. To tylko jeden z przykładów na to, jak Prześluga pięknie bawi się językiem i jaka jest w tym twórcza. Bura Mistrzyni, ożywiona miejska kamienica, która powierza bohaterom misję, jest kolejnym dobitnym dowodem jej niezwykłego zmysłu językowego. Poznań zresztą to port macierzysty tej historii, a przekraczanie granic realizmu wydobywa spod jego miejskiej tkanki wszystko to, co kochamy w surrealistycznych opowieściach o ukrytych miastach.
Nie mam pojęcia jak potoczą się dalsze losy bohaterów w zapowiadanych dwóch kolejnych tomach powieści, ani nawet do czego zmierza fabuła, mimo to już dziś mogę powiedzieć, że "Animarium" to powieść z dużym potencjałem na niezłą czytelniczą przygodę.
6/24/2026
Kto tu rządzi?
Kto tu rządzi?, Lisen Adbåge, tł. Agata Teperek, Widnokrąg 2026.
Świat dzieli się na tych, którzy rządzą i tych, którym nie wolno. Lisen Adbåge trafnie i prosto o mechanizmie władzy – na podwórku i nie tylko.
Kto tu rządzi? Komu nie wolno? Lisen Adbåge celowo antagonizuje bohaterów, bez skrupułów stawiając ich po dwóch stronach barykady – ONI vs. MY, a potem spokojnie patrzy, co się będzie działo. A dzieje się mnóstwo. To nie jest książka z tezą, a jej zakończenie nie niesie ze sobą moralizatorskiego przesłania. Co z tego, skoro świetnie pokazuje reguły władzy i właściwie nie wymaga komentarza.
Sytuacja jest jasna: ci, którzy rządzą decydują o tym, czego nie wolno pozostałym. Bawić się, huśtać, wspinać, mieć szałas, być tu. Do pewnego czasu wszystko działa jak w zegarku. MY szukamy nowych miejsc do zabawy, ONI zabraniają nam tam być. Aż w końcu sprawa przybiera nowy obrót, prowadząc do satysfakcjonującego – DLA NAS – finału.
Adbåge pisze krótko, ocierając się o schematyczność, za to na ilustracjach dzieje się wszystko. NAS jest coraz więcej, ONI pozostają monolitem. MY staramy się dobrze bawić, ONI tylko szukają okazji, żeby nam w tym przeszkodzić. Kolory na ilustracjach pomagają rozróżniać pierwszy i drugi plan, a czasem też NAS od NICH.
Atrybutem władzy staje się patyk do mieszania w błocie. Jak potoczą się jego losy?
6/02/2026
Panna Kot
Panna Kot (Sprawa kanarka / Sprawa skrzata bez czapki), Jean-Luc Fromental & Joelle Jolivet, tł. Paweł Łapiński, Druganoga 2026.
Po raz enty przekonuję się, że po komiks najlepiej udać się do Francuzów. Nowa seria dla najmłodszych duetu autorskiego znanego w Polsce m.in. dzięki picturebookowi o 365 pingwinach tym razem z kocią bohaterką i detektywistyczną fabułą.
Zeszytowy format, broszurowa oprawa, dynamiczna kreska i tajemnicza bohaterka, która zawsze spada na cztery... no właśnie, wcale nie łapy. W jednym z wywiadów autorzy przyznali, że Panna Kot celowo nie jest ani stuprocentowym kotem, ani dziewczyną. Specyficzna osobowość borderline – zażartowali – i to chyba świetny podsumowanie bohaterki o nietypowych umiejętnościach, z którą dodatkowo łatwo się utożsamić.
Fabuła komiksu to połączenie detektywistycznej zagadki z przygodami superbohatera. Clue historii stanowi każdorazowo nie zbrodnia czy przestępstwo, ale nieoczekiwany zwrot akcji, który zasadniczo zmienia punkt widzenia czytelnika. Fromental i Jolivet doskonale budują napięcie, doprowadzając wszystkich bohaterów do pełnej napięcia konfrontacji. Mroczna przeszłość jednego z nich okazuje się prawdziwą przyczyną sprawy, którą próbuje rozwikłać Panna Kot, a jego ostateczna przemiana przynosi szczęśliwy finał. Dorośli czytelnicy bez problemu zauważą znane z literatury i filmu motywy, a młodsi będę się świetnie bawić w towarzystwie gadających zwierząt, tajemniczych femme fatale, lojalnych pomocników złych bohaterów, a nawet pewnej grupy bardzo złośliwych skrzatów.
Wisienkę na torcie stanowi fakt, że akcja komiksów osadzona jest w Norwegii – ojczyźnie najpopularniejszych współczesnych kryminałów. Surowy północny klimat, puste portowe nabrzeża i wysokie fiordy stanowią znakomite tło dla niebezpiecznych przygód. Fromental i Jolivet zdają się świetnie bawić, zręcznie żonglując powtarzalnymi schematami i doskonale ogrywając je zarówno słowem jak i obrazem. Pozytywne zakończenie stanowi każdorazowo istotny element mrocznej bądź co bądź fabuły.
Polecam do samodzielnej lektury dla czytelników 6+ albo do wspólnego czytania.
5/20/2026
Psia Kalevala
Psia Kalevala, Mauri Kunnas, tł. Sebastian Musielak, Książkowe Klimaty 2026.
"Psia Kalevala" – fiński epos narodowy w brawurowy sposób zreinpretowany przez Mauriego Kunnasa bawi od pierwszych stron. Mityczni bohaterowie wpasowani w psie osobowości, absurdalny żart, szybkie zwroty akcji i błyskotliwe nawiązania do sztuki. Dawno nie czytałam czegoś tak ekstrawaganckiego.
Oparta na ludowej tradycji ustnej "Kalevala" formę eposu uzyskała dopiero w połowie XIX wieku za sprawą Eliasa Lönnrota. Od tego czasu kilkukrotnie ukazywała się w języku polskim, niestety przeważnie w słabym przekładzie za pośrednictwem innych języków. W latach 60. opracowaniem eposu na potrzeby dzieci zajęła się Janina Porazińska. Książka ukazała się w słynnej serii ze smokiem wydawnictwa Nasza Księgarnia, ale nie zdobyła zbyt dużej popularności. "Kalevala" wraca do polskich dzieci po ponad pół wieku w żartobliwej formie prozatorskiej wzbogaconej drobiazgowymi ilustracjami autora. Dostosowany do wrażliwości młodego odbiorcy retelling eposu do stworzenia wciągającej fabuły wykorzystał atrakcyjne wątki dalekich wypraw, miłosnych podbojów, magicznych artefaktów i czarodziejskich mocy.
Kunnas zabiera nas do świata psów, wilków i kotów. Fabuła wydaje się nieco łagodniejsza, gdy w licznych potyczkach szkody ponoszą uparte psy, głupie koty albo bezwzględne wilki. Czarownik Väinämöinen potrafi stoczyć pojedynek na pieśni, kowal Ilmarinen umie wykuć magiczny młynek sampo, który zapewnia dobrobyt, a kot Lemminkäinen cudem wychodzi z każdej opresji. Do tego mocne kobiece postacie stanowią szczególny akcent opowieści. Kunnas okrasza historię dynamicznymi rysunkami, w których liczy się detal, żart i przerysowanie. Ta książka wciąga jak silne tornado i trzyma do ostatniej strony, gdzie nieoczekiwanie serwuje niesztampowy finał.
Autor pokusił się również o ciekawy zabieg artystyczny. W swoich rysunkach odważnie nawiązał do dobrze znanych fińskiemu odbiorcy obrazów XIX wiecznego malarza Akselego Gallen-Kallela. Obrazy inspirowane "Kalevalą" stanowiły w twórczości artysty ważny manifest patriotyczny. Ta oryginalna inspiracja i świetny przekład Sebastiana Musielaka stanowią dodatkowy cenny walor książki.



















