Maja i czas motyli
Maja i czas motyli, Radek Rak, il. Aleksandra Krzanowska, Powergraph 2026.
"Maja i czas motyli" – książka, która sprawiła mi spory problem. Wielokrotna liczba nieskutecznych podejść do napisania recenzji świadczy o tym dobitnie. Będzie subiektywnie, ale co tam...
Druga skierowana do młodszego czytelnika powieść Radka Raka była gorąco oczekiwaną premierą. Zwykle tak się dzieje, gdy książkę dla dzieci pisze autor dorosłych bestsellerów. Pisarskie nawyki i wyobrażenia o idealnym dziele gonią duże oczekiwania czytelników. Tak było i tym razem, bo "Maja i czas motyli" to książka, w którą Rak ewidentnie włożył mnóstwo pracy i koncepcyjnej roboty, chcąc zaspokoić oczekiwania czytelników i samemu mieć poczucie dobrze wykonanej pracy.
11-letnią Maję poznajemy, gdy jej świat niemal rozpada się na kawałki po rozwodzie rodziców. Dzielenie domu między mieszkanie mamy, użyczone czasowo do zamieszkania przez jej nowego faceta, oraz pokój w starym domu wynajmowany przez tatę staje się mocno kłopotliwe. Zwłaszcza gdy przed znajomymi chce się pokazać, że wszystko jest dobrze i po staremu. Przed troskami życia codziennego Maja ucieka w świat przyrody, który napotyka na strychu starego domu i w jego okolicy. Radek Rak wykorzystuje cały potencjał wiedzy posiadanej z racji swojego wykształcenia (autor jest lekarzem weterynarii), by równolegle opowiedzieć o nietoperzach, motylach, grzybach i pszczołach, które podobnie jak główna bohaterka podlegają ciągłemu procesowi zmian. Rak zamyka opowieść w jednym roku, z troską obserwując codzienne problemy Mai, a w tle jej małych, cichych towarzyszy.
Mam nadzieję, że nie zdradzę zbyt wiele, ujawniając, że długo czekałam na suspens, który nie nadszedł. To chyba mój największy zarzut do książki i spore rozczarowanie. Historia nie buduje napięcia, nie przykuwa do fotela. To opowieść zbudowana liniowo, o dziewczynce, która cierpi z powodu rozstania rodziców, przemocowej nauczycielki i konfliktów z rówieśnikami. Wnikliwa, przejmująca, przeważnie autentyczna, ale do bólu statyczna.
Duże wątpliwość budzi też wiek bohaterki, którą autor umiejscowił w 5 klasie podstawówki, a co za tym idzie wiek czytelników, których wydawca określa w przedziale 9-12 lat. Czytając miałam poczucie, że Maja i jej znajomi mają około 14 lat a czytelnicy tej książki, których historia autentycznie mogłaby wciągnąć, też właśnie kończą podstawówkę. Szczerze mówiąc, wsadzenie bohaterki w buty 11-latki to moim zdaniem zaprzepaszczenie potencjału, który kryje się za tą niespieszną historią oraz gra z zaufaniem czytelników. Czy mam rację, pokażą opinie czytelników, na które jak nigdy z niecierpliwością czekam.

