,

#instant / 8+2 i wycieczka rowerowa do Danii


"Jechali i jechali. Na szczęście nie było tam już więcej torów tramwajowych. Droga wiodła wzdłuż morza i dookoła unosił się tak piękny zapach porannej bryzy morskiej, że ich serca znowu przepełniła radość".

400 kilometrów ścieżek rowerowych w Kopenhadze może nie robi aż takiego wrażenia, biorąc pod uwagę, że w Warszawie jest ich ponad 500 kilometrów.  Rzecz zaczyna prezentować się w nieco innym świetle, jeśli dodam, że na codzienne dojazdy do pracy i szkoły rowerem decyduje się tam około pół miliona mieszkańców miasta. Warszawa dla porównania szczyci się dzienną frekwencją na poziomie 75 tysięcy. Nie przez przypadek Kopenhaga nazywana jest rowerową stolicą Europy. Zresztą cała Dania słynie z gęstej siatki rowerowych autostrad o bezkolizyjnym przebiegu, dróg i ścieżek. Zasadniczo można tylko pozazdrościć i mieć nadzieję, że i my doczekamy się kiedyś podobnej infrastruktury. Czy jednak będziemy mieć na tyle odwagi, by z ósemką dzieci ruszyć w tour na dwóch kółkach? Bo przecież jazda rowerem to nie tylko "gdzie", ale również "jak". Rowerowy savoir-vivre stanowi w Danii podstawę bezpiecznego poruszania się w mieście i poza nim, na dodatek jest ściśle przestrzegany przez niemal wszystkich użytkowników ruchu. Słowiańska fantazja polskich rowerzystów nie zostanie w Danii doceniona. Sygnalizowanie skrętu, ale również zatrzymania się i wyprzedzania. Pokonywanie zakrętu w lewo metodą "na dwa". Używanie dzwonka częściej niż tylko w celu postraszenia bezpańskiego psa. To tylko urywek z cyklistycznego bon-tonu, który sprawia, że w zatłoczonej Kopenhadze ryzyko wypadku rowerowego w ciągu 10 lat spadło o 23 procent. Maren, Martin, Marta, Mads, Mona, Milly, Mina i mały Morten mogli zatem bez przeszkód wyruszyć z Norwegii do Danii, nie martwiąc się, że ich silna drużyna, z ariergardą w postaci wózka, na którym jechali najmłodsi wraz z babcią, wzbudzi na drodze konsternację. Wszak rowery cargo wynaleziono właśnie w Danii. A więc w drogę!

8+2 i wycieczka rowerowa do Danii, Anne-Cath Vestly, il. Marianna Oklejak, tł. Milena Skoczko, Wydawnictwo Dwie Siostry 2019.


 
Share:

6 komentarzy:

  1. Ulubiona rodzina i rowery, czy można chcieć czegoś więcej? Owszem. Żeby Młodszy z powrotem wrócił do wieczornego czytania z tatulem :P
    EDIT: No dobra, wrócił, ale przytargał "Great!" z DS na dobry początek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuję to zmartwienie. ;) Nie mam problemu z audytorium, za to z samodzielnym czytaniem u 7-latki już tak.
      Great! też czytamy, ale o dziwo wchodzi powoli. Sączymy sobie.

      Usuń
    2. Też sączymy. Raz z mojej winy, bo padam na twarz, raz z winy Młodszego, bo ma coś ciekawszego do roboty. I ostatnio, o dziwo!, nie jest to telefon, tylko książka. Wciągnął się w kocią serię Erin Hunter, przypadkowo (no, może nie do końca), dołożoną do paczki z Ariolem i paragrafówką o Sherlocku Holmesie :D

      Usuń
    3. Nie jestem specem od paragrafówek, ale rozważam kupienie "Dziennika 29". Słyszałam dobre opinie. A co sądzisz o Sherlocku?

      Usuń
    4. Mnie osobiście denerwuje ciągłe kartkowanie co z kolei wydaje się podobać mojemu młodszemu dziecku :P Nie jestem fanem, ale to może kwestia wieku, bo pacholęciem będąc długie godziny spędzałem przy jakiejś paragrafówce fantasy :D

      Usuń
    5. Ja dla odmiany jestem chyba na to za głupie względnie za stara. A może to dlatego, że w dzieciństwie nie natknęłam się na paragrafówki i nie przeszłam zaprawy. Próbowałam z "Mystery" (foxgames)i poległam. Pozostawiam, więc wyzwanie swoim dzieciom, a sama cieszę się zabawą z "Gdzie jest wydra?". Prosta i urocza przyjemność. :D

      Usuń