,

Koziołki, rury i czarcie ogony


Koziołki, rury i czarcie ogony, Małgorzata Swędrowska, il. Joanna Bartosik, Centrum Turystyki Kulturowej Trakt 2018.
www.szlaklegend.pl

Śmiesznie jest z tą książką, bo niby jest, ale tak jakby jej nie było.  Papierowa wersja leży u mnie i pewnie jeszcze w paru innych miejscach, ale nie można jej kupić. Istnieje wirtualnie na witrynie Poznańskiego Szlaku Legend Dla Dzieci. Bo właściwie nie o książkę tu chodzi, ale o zwiedzanie.

Szlak legend to zwycięski projekt zeszłorocznej edycji Budżetu Obywatelskiego. Celem rojektu była promocja miejsc na mapie Poznania, związanych z miejskimi legendami. Na terenie Starego Miasta wytyczony został szlak, który można przemierzać korzystają z folderu zawierającego mapkę i zadania. Na kolejnych przystankach trasy należy przeczytać lub odsłuchać odpowiednią legendę, a potem rozwiązać zagadkę zamieszczoną w folderze, a odgadnięte hasło wpisać w kratki. Legendy zostały wybrane specjalnie tak, żeby dotyczyły tylko miejsc znajdujących się w obrębie Starówki. Dziesięć legend i dziesięć zagadek do rozwiązania.

Opracowaniem graficznym projektu zajęła się znana rysowniczka Joanna Bartosik. Lekki i dowcipny styl artystki świetnie zrównoważył tradycyjną formę literacką. Szlak prowadzi od opowieści o Lechu, Czechu i Rusie, poprzez historię krzyża z Chwaliszewa i wielkiej powodzi, pochodzenia rogali świętomarcińskich i poznańskich rur, czyli tradycyjnych ciastek w kształcie dachówki. Autorka książki, Małgorzata Swędrowska, przywołuje oczywiście znaną legendę o koziołka, ale również te mniej znane: o królu kruków, czy o diabłach, które chciały zatopić Poznań. Idąc szlakiem zwiedzimy Chwaliszewo, obejrzymy Mury Miejskie, barokową Farę, ratusz i Górę Przemysława. Zwiedzanie zakończymy pod nowoczesną Fontanną Wolności.

Nagrodą za znalezienie odpowiedzi na wszystkie pytania jest odczytanie końcowego hasła. Nagrodą za przejście całej trasy, poznanie fascynującej tradycji Poznania.








Share:
Czytaj dalej
,

Okropny rysunek!



Okropny rysunek!, Johanna Thydell, il. Emma Adbåge, tł. Katarzyna Skalska, Zakamarki 2018.

 Niedawno obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Kropki, czyli święto swobodnego wyrażania się poprzez sztukę. "Kropkę" Petera Reynoldsa lubię i bardzo doceniam zachęty do twórczego eksperymentowania, ale w książce Johanny Thydell widzę przede wszystkim piękną historię o rodzeństwie.

W swoim życiu najpierw miałam okazję być mamą starszej córki i młodszego syna. Było to doświadczenie miłe, choć z gatunku klasycznie poprawnych. Opiekuńcza siostra i w miarę współpracujący brat dawali nam względne poczucie rodzicielskiego spokoju. Potem naszą domową rzeczywistość zdominował odwrotny układ: starszy syn i młodsza córka. Wtedy życie naprawdę nabrało kolorów.

Inka jest jak cień Starszego Brata. Uwielbia jego pokój, naśladuje zainteresowania, liczy się z jego zdaniem, a jednocześnie podświadomie czuje, że w tej relacji jest na słabszej pozycji. Cichy i niedostępny brat, skupiony na swojej kartce, nie chce powiedzieć co rysuje. Rzuca zdawkowe odpowiedzi i trudno ocenić czy jest w dobrym czy kiepskim nastroju. Wiadomo tylko, że praca idzie mu jak po maśle i rysuje "to co lubi". Tymczasem Inka ma same kłopoty. Najpierw nie może znaleźć tematu, potem przez nieuwagę potrąca stolik, wreszcie kot przewraca wazon, tak że woda wylewa się na kartkę. Inka próbuje jeszcze ratować sytuację, ale negatywne emocje biorą górę. Starszy Brat przez cały czas nie wychodzi poza swoją strefę komfortu. Jego połowa stołu jest czysta, jego praca nie ucierpiała pod wpływem niszczycielskiej siły żywiołu sączącego się z wazonu. Jest nieczuły i obojętny, a może wręcz przeciwnie? 

Johanna Thydelle wykazała się w "Okropnym rysunku!" znakomitym zmysłem obserwatorskim. Scenka przy kuchennym stole barwnie ilustruje zażyłą relację rodzeństwa, które pomimo wielu różnic lubi ze sobą spędzać czas. Zaś rysunki Emmy Adbåge to dla odmiany ukłon w stronę zwyczajnych domów, gdzie kocia karma poniewiera się po podłodze, dzieci siedzą z podwiniętą nogą, a płyta grzewcza woła o czyszczenie.

"Okropny rysunek!" darzę bardzo ciepłym uczuciem, bo to książka, która wymyka się schematom myślenia o relacjach między rodzeństwem. Tym bardziej z żalem zauważyłam liczne redakcyjne wpadki, które nieco popsuły przyjemność z czytania tego krótkiego bądź co bądź tekstu. Większość ma związek z niepoprawnym szykiem zdania, jak choćby: "Inka idzie do łazienki i bierze mamy suszarkę do włosów", ale moje wątpliwość wzbudził też chybiony dobór słownictwo (np. "wyrysowuje zygzakiem najpiękniejszy na świecie płatek śniegu"). Być może miał na to wpływa fakt, że przekładem i redakcją zajęły się dwie zakamarkowe tłumaczki, a zabrakło niezależnego oka polonisty.








Share:
Czytaj dalej
,

Anatomia farmy & Anatomia natury


Anatomia farmy, Julia Rothman, tł. Barbara Burger, Entliczek 2014.
Anatomia natury, Julia Rothman, tł. Barbara Bocian, Entliczek 2018.

Amerykańska ilustratorka z Nowego Jorku wyjeżdża na rodzinną farmę swojego narzeczonego i zafascynowana specyfiką wiejskiego życia, postanawia napisać i narysować swoją autorską książkę na ten temat. Tak powstaje "Anatomia farmy" - przebogate kompendium wiedzy z różnych obszarów życia na gospodarstwie. Kilka lat później, swoją pracę uzupełnia "Anatomią natury", spojrzeniem na przyrodę z drugiej, równie fascynującej strony. Książki, które trzeba mieć na swojej półce, niezależnie od tego czy jest się fascynatem tematu, czy tylko epizodycznym szperaczem.

Otwierając okładkę, teleportujemy się tysiące kilometrów na zachód. Jesteśmy w Stanach Zjednoczonych: dachy stodół zwieńczone wieżyczkami, specyficzne odmiany bydła, przepis na produkcję syropu klonowego, mapa migracji motyli na kontynencie i cykl życiowy łososia. Różnic jest naprawdę sporo. Amerykański koloryt przebija z każdego zakamarka. Tkwi w ilustracjach, doborze opisanych gatunków czy kulturze życia. W tym bogactwie znajdziemy jednak wiele cech wspólnych ze środkowoeuropejskim ekosystemem. Przyjrzymy się z bliska rodzajom skał, zbadamy budowę jaja i sprawdzimy jakie narzędzia chowa w szopie gospodarz. Od nagromadzenia nazw można dostać zawrotu głowy, ale spokojnie, tematy poukładane są logicznie a przeważająca część materiału zgromadzona jest na schematach.

"Anatomia natury" koncentruje się wokół zagadnień związanych z ekosystemem naturalnym. Opowiada o procesach zachodzących pod ziemią i w powietrzu, o funkcjonowaniu lasu i akwenów wodnych, charakteryzuje zwierzęta i rozpracowuje ich anatomię, dużo uwagi poświęca również roślinom, zwłaszcza drzewom i kwiatom. "Anatomia farmy" dla przeciwwagi zajmuje się środowiskiem wytworzonym przez człowieka, poczynając od upraw, na maszynach rolniczych kończąc.  Jakie jest dzienne spożycie wody przez zwierzęta gospodarskie albo jak zrobić laleczkę z liści kukurydzy - Julia Rothman nie zadowala się oczywistymi tematami. Jak przystało na neofitę wręcz zachłystuje się wiedzą i dzieli się nią z czytelnikami w całej obfitości.

Niezwykle wysmakowana szata graficzna, urozmaicona w kontrolowany i spójny sposób, dopełnia wizerunku książki idealnej, którą z przyjemnością trzyma się w ręku, ogląda, kartkuje i podczytuje przy każdej nadarzającej się okazji. Jedyne co doskwiera przy bliższym poznaniu, to pewien niedosyt związany z niedostosowaniem do naszych przyrodniczych doświadczeń. Gdzie szukać w "Anatomii natury" skowronka, gila czy dzięcioła? Albo wśród gatunków jabłek przedstawionych w "Anatomii farmy" malinówki, koszteli czy szarej renety? Część różnic została  wypunktowana w przypisach na końcu książek, z resztą braków pokornie musimy się pogodzić. Mimo to książki Rothmann mają szansę stać się ulubioną lekturą  i wielką artystyczną przygodą dla wszystkich małych fanów przyrodniczych odkryć i fascynacji.



Share:
Czytaj dalej
,

Warszawiacy



Warszawiacy, Małgorzata Ruszkowska & Marta Ruszkowska, Dwie Siostry 2018.

Czytając "Warszawiaków", po raz nie wiem który zastanawiam się, czy dzieciaki czują już przesyt książkami non-fiction. Wcale nie tymi brzydkimi z kredowym papierem, ale też tymi pięknymi edytorsko i bogatymi w treść, umieszczanymi pod choinką i przekazywanymi w urodzinowym prezencie przez ambitne babcie. Stale szukam książek, które przełamują konwencję typowej cegły. Które wiedzę przemycają mimochodem. Jak "Warszawiacy".

Nie spodziewałam się hitu. Książek o znanych postaciach jest na rynku mnóstwo. Najlepsza rekomendacja w tej kategorii to nazwisko Anny Czerwińskiej-Rydel, choć i jej zdarzyły się książki pozbawione typowej dla jej stylu lekkości. Warszawski klucz doboru to fajny wabik, ale umówmy się, bardziej dla rodziców niż dla samych dzieci. Wiedziałam, że nie skłonię żadnego z moich do przeczytania kolejnego leksykonu niewiele mówiących nazwisk, choćby swoje rodzinne miasto darzyli miłością nadprzyrodzoną. Nie ma mocnych.

Tymczasem Małgorzata Ruszkowska umiejętnie przełamała konwencję i nie pokusiła się o książkę stricte biograficzną. "Warszawiacy" to w istocie zbiór krótkich, fabularyzowanych anegdot, pisanych przeważnie w czasie teraźniejszym, które nakreślają realia epoki, ale koncentrują się głównie na krótkim epizodzie z życia każdej osoby. Lekki styl i świetnie utrwalona chronologia dają autentyczną przyjemność czytania i poczucie, że książka tworzy pewną zwartą całość, mimo że na niewiele ponad stu stronach pokazuje przekrojowo całą historię miasta. Miłe zaskoczenie stanowiły zwłaszcza pierwsze rozdziały, poświęcone polskim królom i królowym. Dzięki nim, z 6-letnią Sadzonką omówiłyśmy z łatwością temat sukcesji, wolnej elekcji, aranżowanych małżeństw oraz procesu w jakim Warszawa zdobyła status stolicy Polski.

Nie potrafię ocenić na ile merytorycznie "Warszawiacy" trzymają poziom. Sama zwróciłam uwagę na nieścisłość związaną z odprawianiem Mszy przez Ładysława z Gielniowa w Wielki Piątek. Tak się składa, że piątek przed Wielkanocą jest jedynym dniem w roku, kiedy Msze Święte w Kościele Katolickim nie są odprawiane. Zajrzałam więc do źródeł, które upewniły mnie, że Ładysław tego dnia tylko głosił kazanie.

Niezaprzeczalnym atutem książki jest szata graficzna. Sadzonce spodobały się kolaże autentycznych zdjęć Warszawiaków z rysunkami Marty Ruszkowskiej. Dołączona mapa pozwala zlokalizować postacie i miejsca w przestrzeni miasta. A lekko przyżółkły papier przenosi nas od razu o kilka, kilkadziesiąt, a może kilkaset lat wstecz.

Mimo że recenzję piszę, korzystając z egzemplarza bibliotecznego, "Warszawiacy" wskakują na moją listę książek do kupienia. Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć ich na swojej półce.



Share:
Czytaj dalej

Books, Bücher, Libros, Livres // sierpień 2018



Nie wiem czy uwierzycie, ale paleta kolorystyczna sierpniowego plakatu to wyłącznie wynik zbiegu okoliczności. Ale przyznajcie, że zrobiło się trochę jesiennie? Widać wydawcy też dali się ponieść sentymentalnym nastrojom. Niektórzy poszli nawet o krok dalej. W letnio-jesiennej ofercie są już pierwsze tytuły bożonarodzeniowe. To nie żart!
Wśród sierpniowych premier w małoczcionkowym zestawieniu znalazły się  dwie szwedzkie pozycje, znanych i lubianych w Polsce pisarek. Pija Lindenbaum w zupełnie nowym, nieznanym dotąd stylu odświeża starą (choć u nas raczej niepopularną) baśń.
Mój typ w zestawieniu to historia o niedźwiedziu i łasicy, niemieckiego autora Jörga Mühle, znanego w Polsce z serii kartonówek o króliczku. Klimatem  przypomina "Ja wielkolud, ty kruszynka" Lilli Larronge, a poczuciem humoru mrówkojada i orzesznicę z serii książek Lotty Olsson.
Zapraszam!

Kom hem Laila (Wróć do domu Laila)
Eva Lindström
Alfabeta, 26 s.
wiek odbiorcy: 3+








Laili już nie ma. Ktoś chce, żeby wróciła.
Ciepła i pełna humoru książka obrazkowa w charakterystycznym klimacie książek Evy Lindström.








Bidde det då?: Sagan Mäster skräddare (Czy modliłeś się?: Historia krawca mistrza)
Pija Lindenbaum
Rabén & Sjögren, 40 s.
wiek odbiorcy: 3+



Dawno, dawno temu był sobie mały człowieczek, który miał kawałek materiału. Pewnego dnia wziął niewielki skrawek i poszedł z nim do krawca.
- Dzień dobry, witaj mistrzu - powiedział mały człowieczek i ukłonił się.
- Dzień dobry, witaj - odpowiedział krawiec ze swojego stołu, na którym siedział i szył.
- Czy uszyłbyś mi mały kamień z tego skrawka materiału? - zapytał mały człowieczek.
- W porządku - odpowiedział krawiec.
- Na kiedy będzie gotowy?
- Na sobotę.
- Idealnie. Bardzo dziękuję mistrzu.
I mały człowieczek odszedł.



Historia o małym człowieczku, któremu obiecano piękny kamień lecz nigdy się go nie doczekał od pokoleń fascynuje dorosłych i dzieci. Kim on jest? Co robi w czasie gdy krawiec pracuje? Pija Lindenbaum bierze na warsztat tradycyjną opowieść i interpretuje ją w bardzo szczególny sposób. Fascynująca i wieloaspektowa historia o przeciwnościach losu i marzeniach.





Sweep (Zamiatanie)
Louise Greig, il. Júlia Sardà
Egmont, 32 s.
wiek odbiorcy: 3+



Zły nastrój Eda zaczyna się od drobiazgu, od prawie niczego. Ale wkrótce rośnie, przyspiesza i rozprzestrzenia się na całe miasto.

Cudowna opowieść do zasypiania dla dzieci od lat 3., o tym jak rozpoznać i poradzić sobie z silnymi emocjami.









Adrian Simcox Does NOT Have a Horse (Adrian Simcox NIE ma konia)
Marcy Campbell, il. Corinna Luyken  
Dial Books, 40 s.
wiek odbiorcy: 3+



Adrian Simcox powtarza wszystkim, że ma konia - w dodatku najlepszego i najpiękniejszego konia. Ale Chloe mu nie wierzy. Adrian Simcox mieszka w malutkim domu. Gdzie zmieściłby tam konia? Ma dziury w butach. Jak mógłby za niego zapłacić?
Im więcej Adrian opowiada o swoim koniu, tym bardziej Chloe robi się zła. Ale kiedy przezywa go w szkole, a nawet skarży się na niego własnej mamie, nie odczuwa satysfakcji, której tak bardzo pragnie. Dostaje za to coś o wiele ważniejszego.
Napisana z czułością i chwytająca za serce, wspaniale zilustrowana książka udowodni czytelnikom, że uprzejmość zawsze popłaca, zrozumienie jest słodsze niż krytyka, a przyjaźń to najlepszy prezent jaki można podarować.






Zwei für mich, einer für dich (Dwa dla mnie, jeden dla ciebie)
Jörg Mühle
Moritz Verlag, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+



W drodze do domu niedźwiedź znajduje w lesie trzy grzyby. Jego przyjaciółka łasica dusi je od razu na patelni. Ale pojawia się problem: trzy grzyby dla dwojga? Jak to rozwiązać? Oboje przerzucają się argumentami, dlaczego jedno ma dostać więcej niż drugie: "Ja je znalazłem!", "Ja je przygotowałam!", "Ale według mojego przepisu!", "Bardziej lubię grzyby!", "Jestem większy!", "Jeszcze rosnę...". Wszystko do momentu aż zza rogu wyskakuje sprytny lis i zabiera grzyb.
Właśnie ukradł nasz grzyb! Problem zostaje rozwiązany i zalega cisza. Gdyby nie to, że łasica ma jeszcze deser: trzy poziomki...
Gdzie dwóch się kłóci, tam najczęściej korzysta trzeci. Także wtedy gdy rzecz dotyczy dzielenia się, dyskutowania i bycia podsłuchiwanym.





Nowhere Boy (Chłopiec bez miejsca)
Katherine Marsh
Roaring Brook Press, 368 s.
wiek odbiorcy: 4+


Czternastoletni Ahmed utknął w mieście, które nie chce mieć z nim nic wspólnego. Przybył niedawno do Brukseli z Aleppo i wiedzie życie pełne niepewności i cierpienia, odkąd stracił ojca w trakcie niebezpiecznej podróży do brzegów Europy. Teraz Ahmed z trudem radzi sobie sam, a nie mając do nikogo zaufania i nie wiedząc dokąd pójść, zaczyna tracić nadzieję. Spotyka Maxa, trzynastoletniego Amerykanina z Waszyngtonu. Samotny i tęskniący za domem Max walczy o siebie w nowej szkole i ma poczucie, że nic mu się nie udaje. Jednak dzięki zaskakującemu odkryciu, losy Maxa i Ahmeda splatają się ze sobą, a ich przyjaźń zaczyna dojrzewać. Na przekór wszystkiemu Max i Ahmed uczą się od siebie nawzajem co to znaczy być odważnym i jak nadzieja może zmienić twoje przeznaczenie.

Katherine Marsh przedstawia porywającą, ciepłą opowieść osadzoną w kontekście syryjskiego kryzysu migracyjnego o odporności, przyjaźni i bohaterach codzienności.
* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.
Share:
Czytaj dalej