wtorek, 2 grudnia 2014

Adwent


Tegoroczny kalendarz adwentowy jest u nas książkowy. Czerwono-białe rękawiczki bezsprzecznie nie wróżą nie wiadomo jakich rewelacji, bo i faktycznie koncepcja została tym razem zrealizowana na kolanie, ale nie dajcie się zwieść. Dysponując torbą słodyczy i dyżurnym zestawem rękawic postanowiliśmy zrobić coś z niczego i chyba się udało.

Co wieczór wkładamy do kolejnej skrytki małą karteczkę z cytatem z domowego księgozbioru. Jedno zdanie, które nie demaskuje od razu rozwiązania, ale jest na tyle charakterystyczne, żeby nie trzeba było szukać bez końca. Na pierwszy ogień poszła "Księga Ludensona" i "Pan Jaromir na tropie klejnotów". (Poszło szybko. Dzisiaj chyba podniesiemy poprzeczkę). Następnie należy odnaleźć książkę na półce, a w niej kolejną zagadkę dotyczącą miejsca ukrycia słodkiej niespodzianki. Wczoraj okazało się, że druga zagadka była o wiele trudniejsza. Szukanie trwało dobry kwadrans.

Ciągle mam niedosyt okołoksiążkowych kalendarzy adwentowych, choćby takich jak dostępne zagranicą okienkowe kalendarze z "Ulicą Czereśniową" Rotraut Susanne Berner albo "Mysią" Lucy Cousins, które za drzwiczkami kryją drugie dno historii rozgrywającej się na obrazku. Albo popularne w Niemczech kalendarze z zagadkami dla najmłodszych, zadaniami plastycznymi lub historyjkami na każdy dzień. Nade wszystko jednak w zalewie tandetnych kalendarzy adwentowych z Monster High (sic!) i Gwiezdnymi wojnami brakuje mi motywów biblijnych, żeby nie zapomnieć na co czekamy.

Moje dzieci rozsmakowały się w obchodzeniu Adwentu: co roku inny niespodziankowy kalendarz, poranne roraty z lampionami, wieniec adwentowy, pierniczki. Pamiętam z dawnych czasów, że Adwent miał posmak Wielkiego Postu, z poważnymi rekolekcjami w dusznej kaplicy warszawskiego blokowiska. Bez atrybutów radosnego oczekiwania było zupełnie inaczej. Smutne status quo przełamywał czasem czekoladowy kalendarz ze słodką kosteczką na każdy dzień. Jedyna przyjemność postnego Adwentu lat 80.

Myślę nad cytatem na dziś. Może ten: "Tygodnie upływały bardzo szybko i do Wigilii nie pozostało już wiele dni, a ciągle jeszcze było sporo do zrobienia przy mikołajowej maszynie". Oj, sporo.

9 komentarzy:

  1. Bardzo lubię czas Adwentu, mimo że zimno i dni takie krótkie, a my kulimy się w sobie. Mamy w tej chwili dwa kalendarze, wczoraj doszedł bardzo ładny z Gościa. U nas roraty odbywają się po południu, ale co za różnica - zważywszy na ciemności. Pędzę na nie bez obiadu, co tam. Piękny czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli masz tę bardziej ludzką opcję wieczorno-popołudniową. Szczęściarzu! :)

      Usuń
    2. No, powiedzmy. Wpadam do domu i nie zdejmując czapki wypadam. I potem bieg, żeby jeszcze zdążyć :-)

      Usuń
  2. Ja wiem. Ja wiem. Biegnę do książki... Nie ma. U mnie nie ma zagadki ;). Pettson i Findus światęczni to chyba nasza ULUBIONA adwentowa opowieść choć nie ma 24 rozdziałów). Oczekiwanie, przygotowanie, i tyle pracy, by było niezwykle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to? Nie było u Ciebie? Pewnie wypadła. Wydaje mi się, że było napisane: szukaj w najbliższym spożywczaku, 4 półka od dołu, w dziale na literę S. ;)

      Usuń
  3. Jaki CUDNY pomysł! Jestem pod wrażeniem:)

    OdpowiedzUsuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...