czwartek, 8 maja 2014

Czarny młyn


 
Czarny młyn
Marcin Szczygielski
Wydawnictwo Stentor 2011
















"Dla nas nie ukrywam było to wielkie zaskoczenie. Myśleliśmy, że to któryś z takich dobrze obeznanych, doświadczonych autorów. (...) Wydawało nam się, że ten warsztat jest tak dojrzały, że to muszą być za tym po prostu tomy napisane".
dr. hab. Grzegorz Leszczyński prof. UW,
 członek Jury Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren

Nie wiem jak jury konkursu im. A. Lindgren, ale ja zaczynam się przyzwyczajać, że Szczygielski lubi zaskakiwać. Deszczowy, majowy weekend z "Czarnym młynem" był dla mnie totalnym zaskoczeniem. Burza uczuć i doświadczeń od niepokoju, wzruszenia, ciekawości, strachu do wielkiego, obezwładniającej wręcz dezorientacji. Teraz już wiem, że "Czarny młyn" wymaga przeczytania dwa razy, inaczej zakończenie doprowadza faktycznie jedynie do niewiele znaczącego finału, rodem z powieści Kinga. 

Konstrukcja książki jest kluczem do zrozumienia historii, który samemu trzeba odnaleźć. Autor nie daje go nam na tacy. Zresztą sam chwali się w jednym z wywiadów, że to najlepiej skonstruowana fabuła jaka wyszła spod jego ręki. Niewątpliwie jest to zaleta, choć i sam klimat książki, mroczny, a jednocześnie bardzo wnikliwie oddający uczucia i relacje bohaterów, sprawia, że czyta się ją z przyjemnością. Dzięki temu, spod pióra Szczygielskiego wyszedł nie tylko zgrabny horror, ale powieść traktująca o sile człowieczeństwa, ludzkiej solidarności, prostej dziecięcej przyjaźni oraz wzruszającej więzi między rodzeństwem.

Szczygielski machnął nam przed nosem obyczajówką dla młodzieży. Mam jednak wrażenie, że temat w pewnym momencie przerósł również jego. W wywiadzie przeprowadzonym przez panią Zorro przyznał, że "Czarny młyn" napisał w ciągu miesiąca, a inspiracją do stworzenia fabuły była podróż z Warszawy do Szczecina austostradą A2. Założeniem literackim było napisanie książki o życiu dzieci z popegeerowskiej wsi, bawiących się na łące, tuż za siatką widzianą z okna pędzącego samochodu.

Czytając "Czarny młyn" długo myślałam, że na przygodzie się skończy. Napięcie narastało jednak w coraz szybszym tempie, a sytuacja bohaterów była coraz bardziej podbramkowa. Czekałam na spektakularny finał, który rozwiąże wszystkie wątki i wyjaśni narastające wątpliwości. Szczygielski nie poszedł jednak w tym kierunku. Pozostawił czytelników z zakończeniem widowiskowym, ale nie wnoszącym nic nowego do opowieści, skoncentrował się za to na międzyludzkiej, mniej widocznej warstwie historii. Fatum, które przez całą książkę co raz mocniej ciążyło nad młodymi bohaterami, objawia się w finale z całą mocą, ale do końca pozostaje bezoosobowe.

Kończąc "Czarny młyn" trzeba wziąć książkę do ręki jeszcze raz, bo autor dla dociekliwych przygotował coś na deser: uwypukla sens ostatnich wydarzeń i akcentuje wartość całej historii, choć jak dla mnie robi to odrobinę za słabo. "Czarny młyn" pozostawia niedosyt. Wygląda to tak, jakby Szczygielski nie miał pomysłu na wyjaśnienie przyczyn niesamowitych wydarzeń, sprowadzając wszystko do utopijnej wizji wszechmocnego fatum. Czyżby kolejny raz problem niedopracowanego zakończenia?

12 komentarzy:

  1. Mimo że to "młodzieżówka" ciągle czytam o niej recenzje ;) Aż w końcu chyba po nią sięgnę. Choć się obawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja obawiam się "dorosłych" książek Szczygielskiego. Nie czytałam ani jednej. Na dniach premiera nowej powieści "Sanato". Może to będzie moja pierwsza.

      Usuń
    2. Skąd obawa przed "dorosłymi" książkami? Polecam "Poczet królowych polskich" (mój pierwszy kontakt z tą "drugą (pierwszą?) nogą" działalności M.SZ. Ostatnio czytałam "PL boya" i "Wiosnę..." - nic oszałamiającego, choć można się pośmiać (zadziwiające, jak ta książka się zestrzała, jeśli chodzi o "rekwizyty"!).

      Usuń
    3. Etykietka pisarza gejowskiego jednak dość silnie do niego przylgnęła. Stąd moja obawa.

      Usuń
    4. Ech, jak i w pewnym czasie do literatury tworzonej przez kobiety etykieta "lit. menstruacyjnej"...

      Usuń
    5. Tym tropem możemy dojść do literatury pornograficznej, która teraz ponoć świetnie się sprzedaje. Sama przyznasz, że książka powinna być przede wszystkim dobra, a nie tylko prowokująca. Nie mówię, że tak jest w przypadku Szczygielskiego, ale boję się etykiet, za którymi nic nie stoi.

      Usuń
  2. Mnie się pisanie Szczygielskiego bardzo podoba. Po "Czarny młyn" na pewno sięgnę, zaraz po "Arce czasu".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem oczarowana Szczygielskim, chociaż nie bezkrytycznie. "Arka czasu" jest genialna. Jak na razie mój faworyt.

      Usuń
  3. No i tym samym postanowiłam przeczytać. Podobnie jak Arkę czasu (wreszcie). Dorosłego Sczygielskiego też (jeszcze?) nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaa, jak się cieszę :D mamy takie same odczucia! Dobra całość i skaszanione zakonczenie. Choć uwielbiam Stephena Kinga, uważam, że nie potrafi kończyć powieści. Rzadko mu się to udaje. Ale to nie "literatura kingopodobna", tylko on jako pisarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Szkoda, że u Zorro została już odwołana akcja z pytaniami do autora. Może udałoby się z niego wyciągnąć, jak z perspektywy czasu ocenia zakończenie książki i czy niedosyt z jakim pozostawił czytelników był zamierzony.

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...