Brzuchem do góry


Brzuchem do góry, Urszula Palusińska, Wydawnictwo Dwie Siostry 2017.

W listopadzie 2017 r. zdobyła w Szanghaju nagrodę Chen Bochui w kategorii „Najlepsza książka obrazkowa roku”, a miesiąc później, przez polskie jury, została ogłoszona Książką Roku Polskiej Sekcji IBBY. Co takiego drzemie w tych prześwietlonych letnich kadrach, że tak mocno angażują uwagę i sugestywnie przywołują chwile błogiego, letniego lenistwa?

Zabierając się do pracy nad "Brzuchem do góry" Palusińska miała już na swoim koncie jeden ogromny sukces - Bologna Ragazzi Award 2014 w kategorii Non-Fiction, za "Majn Alef Beis", polską książkę o alfabecie jidysz, wydaną przez Żydowskie Stowarzyszenie Czulent z Krakowa. Na szczęście autorka nie dała się tknąć manierze popularności. "Brzuchem do góry" to jej pierwsza w pełni autorska książka. Mam poczucie, że jest świeża i odkrywcza, choć opowiada o rzeczach znajomych i bliskich chyba każdemu. Ma w sobie pewien schemat, ale otwarta jest też na odkrywanie, własne dopowiadanie i podróż myślami do osobistej siatki letnich, upalnych skojarzeń.

W codzienność wakacyjnej siesty Palusińska zagląda od dwóch stron, z lotu ptaka i z horyzontalnej perspektywy hamaka, tafli jeziora, leżaka, karimaty przy ognisku i innych miejsc sprzyjających niewymuszonej, letniej kontemplacji. Przewodniczką staje się mała dziewczynka. Prowadzi nas od sąsiadki do listonosza, od Emilii do Euzebka, jest wszędzie tam gdzie dzieje się tego dnia wszystko i nic jednocześnie. Intensywne kolory mocno operującego światła i czarne zakamarki cienia eksponują jedne szczegóły, a pomijają inne. Tworzą też atmosferę i decydują o specyfice każdego miejsca. "Brzuchem do góry" to picturebook, który opiera się na pewnej wtórności i tworzy piękną historię przy użyciu niewielu słów, pomimo to można kartkować go bez końca, ciesząc się powtarzalnością i delektując przewidywalnym schematem. Niezależnie od pogody.





Share:
Czytaj dalej
, , ,

Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy



Góry i ich zwykli-niezwykli mieszkańcy, Justyna Styszyńska, Widnokrąg 2018.

Justyna Styszyńska ma w mojej świadomości status polskiego Erica Carle'a: barwne plamy z wyraźną strukturą pędzla, brak widocznych kresek i przewaga zwierzęcych bohaterów. Przyznam, że po premierze  pierwszej części "zwykłych-niezwykłych mieszkańców" miałam z tym podobieństwem niemały problem.

Autorka najbardziej rozpoznawana jest właśnie dzięki tej krajobrazowej serii, choć od pewnego czasu, równolegle, rozwija drugą, poświęconą znanym postaciom świata nauki i kultury - "Idol". Nie jestem specjalną fanką idolowej serii. Wolę Styszyńską w przyrodniczej odsłonie, a patrząc na jej prace, odnoszę wrażenie, że i sama artystka czuje się w tej tematyce bardziej swobodnie.

Zaskakuje już sama architektura książki. Forma kołonotatnika, z dwoma  szerokimi skrzydełkami pozwala bardzo ergonomicznie przeskakiwać ze stron, do arkuszy naklejek zlokalizowanych na końcu bloku. Układ jest tak dobrze przemyślany, że ani razu nie przyszło nam do głowy wyrywać strony z naklejkami, żeby ułatwić sobie pracę. Prosta rzecz, a wyraźnie wpływa na postrzeganie książki w perspektywie innych zeszytów z zadaniami.


Pomijając niewątpliwe artystyczne walory "zwykłych-niezwykłych mieszkańców", szalenie przypadł mi do gustu sam pomysł na książkę popularnonaukową, która pozostawia dziecku mnóstwo przestrzeni do naukowej eksploracji. Bardzo często borykamy się w tym segmencie literatury z problemem książki przeładowanej informacjami. Pojawiają się narzekania, że dzieci nie chcą sięgać po pozycje non-ficion, choć ich oferta jest co raz bardziej konkurencyjna i ciekawa z punktu widzenia dorosłego. Książki przeładowane informacjami, graficznie bogate, wykorzystujące cały potencjał strony, dla przebodźcowanego pokolenia kilkulatków okazują się nie do przebrnięcia. Styszyńska robi coś innego. Proponuje bardzo mało tekstu, wprowadza kilka nowych, kluczowych słów i daje czytelnikom do dyspozycji naklejki, przeważnie z częściami ciała zwierząt, do używania w dowolny sposób. Można posłużyć się nimi tradycyjnie i ułożyć istniejący gatunek lub stworzyć coś zupełnie nowego. Praktycznie cała przestrzeń książki jest do swobodnego wyklejania. Wolność wyboru budzi twórczy zapał i działa bardzo oczyszczająco.

Moje początkowe wątpliwości związane z uderzającym podobieństwem do stylu ikony amerykańskiej książki obrazkowej, Erica Carle'a, już dawno rozwiały się we mgle niepamięci. Co więcej, dostrzegam przewagę Styszyńskiej, która w swych pracach odwzorowuje autentyczne zwierzęta a nie ich baśniowe odpowiedniki. Kibicuję serii i czekam na jej debiut za granicą. Zdecydowanie na niego zasługuje.











Share:
Czytaj dalej

Co ciekawego w komiksach?


Przed Warszawskimi Targami Książki nerwowo rozglądamy się w nowościach. Odkąd dość sprawnie idzie mi głośne czytanie komiksów, przestałam mieć opory, żeby kupować je nie tylko domowym szkolniakom, ale również Sadzonce, która mimo że czytać potrafi, nie kwapi się zanadto, żeby robić to samodzielnie. Wygląda na to, że rodziców czytających komiksy na głos jest już całkiem sporo, czego dowodem kolejna, piąta już chyba, część serii Adama Święckiego dla najnajów ("Pani Reporterka Mysz"). Rymowane dialogi znakomicie oswajają z konwencją rodziców i maluchy. W praktyce komiks to propozycja dla tych bardziej stacjonarnych czytelników, którzy podczas słuchania potrafią skoncentrować się na książce,choć z mojego doświadczenia wynika, że dobry komiks do głośnego czytania daje się zrozumieć bez stałego śledzenia stron. Świetnym przykładem jest wydany przez zakamarki dwuczęściowy komiks Astrid Lindgren i Ingrid Vang Nyman o przygodach Pippi.

Bardzo jestem ciekawa reprintu Mieczysława Piotrowskiego pt. "Szare uszko". Ci którzy legendarny komiks autora mieli w ręku twierdzą, że jest niebanalny, absurdalny i nielogiczny. Kreska przypomina nieco rysunki małego dziecka. Styl Piotrowskiego często ocierał się o dziecięcość, ale w "Szarym uszku" wyjątkowo wyróżnia się prostotą.

Kultura Gniewu raczy nas niecierpliwie oczekiwanymi kontynuacjami: kolejna część sagi o Ryjówce i francuski "Hotel dziwny" to niekwestionowane hity dla starszych przedszkolaków i szkolniaków. Tymczasem "Kinderland" Mawila warto podsunąć nastolatkom. Wielbiciele komiksu od dawna czekali na ten niemiecki komiks o ostatnich dniach przed upadkiem Muru Berlińskiego. Podobno świeża, nienacechowana politycznie i w dobry sposób nostalgiczna, ale nie ostalgiczna, opowieść autora, niepozbawiona autobiograficznych elementówm wciąga i nie pozostawia obojętnym. 





Zguba zębiełków, Tomasz Samojlik, Kultura Gniewu.
Szare uszko, Mieczysław Piotrowski, Wydawnictwo Wolno.
Hotel dziwny. Śpiew Skrzekowyjca, Florian i Katherine Ferrier, tł. Aleksandra Jaszak, Kultura Gniewu.
Pani Reporterka Mysz, Adam  Święcki, Wydawnictwo Tadam.
Kinderland, Mawil, tł. Grzegorz Janusz, Kultura Gniewu.

Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // kwiecień 2018



 W kwietniowym zestawieni zaroiło się od komiksów i to zarówno dla starszych, jak i zupełnie początkujących czytelników. Jest też picturebook zupełnie bez słów. Gorąca aura sprzyja zaś afrykańskim klimatom. Dajcie się więc zaprosić do nigeryjskiej wioski. Trudno się oprzeć klimatowi ilustracji Mehrdokht Amini. 
Miłego czytania i oglądania!


The Fish and the Cat (Ryba i kot)
Marianne Dubuc
Princeton Architectural Press
wiek: 4+



Znana polskim czytelnikom kanadyjska autorka "Lwa i ptaka" oraz "Dzień dobry, poczta!", Marianne Dubuc, przedstawia swoją najnowszą książkę "Ryba i kot". Zabawna historia pościgu kota za akwariową rybką rozpoczyna się w domu, prowadzi przez najbliższe sąsiedztwo, by swój spektakularny finał osiągnąć na niebie, pośród gwiazd i księżyca. Picturebook bez słów, pełen akcji i humoru, zachęci dzieci do tworzenia własnych historii i przygód.















If You Had a Jetpack (Gdybyś miał plecak rakietowy)
Lisl Detlefsen, il. Linzie Hunter
Knopf Books for Young Readers, 40 s.
wiek: 4+


 Zabawnie jest mieć plecak rakietowy, o ile oczywiście wiesz jak go używać.
Możesz:
- nauczyć brata jak zbudować własny
- zademonstrować jak działa na szkolnych pokazach umiejętności
- zaproponować podwózkę dyrektorowi
- polecieć do babci na południu
- odwiedzić astronautów na stacji kosmicznej i pomóc im ponaprawiać różne rzeczy
Dołącz do małego królika i jego brata, żeby wspólnie z nimi właściwie wykorzystać ich nowe rakietowe plecaki.









Be Prepared (Bądź gotowy)
Vera Brosgol
First Second, 256 s.
wiek: 10+





Vera marzy, żeby być taka jak inni, ale to nie łatwe dla rosyjskiej dziewczyny z przedmieści. Jej przyjaciele mieszkają w luksusowych domach, a ich rodziców stać na to, żeby wysłać ich na najlepsze letnie obozy. Matka Very nie może sobie na to pozwolić. Jest jednak jeden obóz, na który ją stać - rosyjski letni obóz. To opcja daleka od tej, o której marzy Vera. Nic nie może przygotować jej na sceny z udziałem "fajnych dziewczyn", niekończące się lekcje rosyjskiej historii i latrynę jak z koszmarnego snu!
Zabawna powieść graficzna o odnajdywaniu się we własnej kulturze, walce o przynależność i wartości prawdziwej przyjaźni.









A Trip to the Bottom of the World with Mouse: TOON Level 1 (Podróż z Myszą na samo dno świata)
Frank Viva
TOON Books, 36 s.
wiek: 5+



Wznowienie komiksu do nauki czytania autorstwa Franka Vivy.
Wyrusz w podróż do Antarktyki z małym odkrywcą i jego ulubionym przyjacielem, Myszą. Zaprzyjaźnijcie się z wielorybami oraz pingwinami  i spędźcie miło czas.




Le Mur (Mur)
Giancarlo Macri, Carolina Zanotti, il. Mauro Sacco, il. Elisa Vallarino
Nuinui, 40 s.
wiek: 6+



Mury i płoty od dawien dawna miały za zadanie oddzielać i wykluczać grupy etniczne, narody, kultury i wyznania. Historia cywilizacji uczy nas jednak, że postęp może wynikać wyłącznie ze spotkania społeczności, wymiany myśli, wiedzy i sposobów życia. "Mur" opowiada historię króla, który opuścił swój tron i z zaskoczeniem stwierdził, że jego kraj zamieszkały dotąd wyłącznie przez niebieskich, zasiedlają obecnie również inne kolory. Postanawia wrócić do dawnych czasów i oddzielić swój lud od obcych za pomocą muru.     Szybko jednak uświadamia sobie, że każde jego pragnienie może zostać zaspokojone jedynie za pomocą kolorów, które przepędził.

"Prawdziwa" ściana pop-up sprawia, że ​​ta książka jest naprawdę wyjątkowa.








Chicken in the Kitchen (Kurczak w kuchni)
 Nnedi Okorafor, il. Mehrdokht Amini
Lantana Publishing, 32 s.
wiek: 4+



 Co robisz, gdy budząc się pewnego ranka zobaczył ogromny cień kurczaka wchodzącego do twojej sypialni? Idziesz i sprawdzasz. Kiedy pewnej ciepłej nocy w Nigerii, Anyaugo rusza w pogoń za kurczakiem i dostaje się do kuchni, wpada w pasmo przygód, podczas których nic nie jest tym, czym się wydaje. Czy złośliwy kurczak to wróg czy przyjaciel? A co najważniejsze, czy Anyaugo uratuje jedzenie na jutrzejsze Święto Jamów?








Share:
Czytaj dalej
,

Robin Graficiarz


Robin Graficiarz, Muriel Zürcher, tł. Monika Szewc-Osiecka, Polarny Lis 2018.


  Zaskakująco subtelnie napisana historia na naprawdę mocne tematy. Zderzenie świata paryskich kloszardów, klasycznego sierocińca, dzielnicowego komisariatu oraz ekscentrycznych wyższych sfer tworzy mieszankę, która uderza do głowy, ale robi to z typową francuską powściągliwością.

Siłą "Robina Graficiarza" jest z pewnością zaskakujący pomysł na fabułę. Dwie sieroty, 17-letni bezdomny artysta i 5-letnia uciekinierka z domu dziecka,  w imię szczęścia i realizacji marzeń  stawiają na nogi całą paryską policję. Sam, uwikłany emocjonalnie w pierwszą miłość z dzieciństwa i związane z nią tragiczne wydarzenia oraz Lilibelle uporczywie poszukująca rodzinnego ciepła i akceptacji okazują się parą wrażliwców, których życie zaopatrzyło w gruby pancerz wytrzymałości i charyzmy. Ich spotkanie ma w sobie spory posmak nierealności, jak spełnienie bardzo ekscentrycznego snu.

Autorka dość opieszale wciąga czytelnika w emocjonalne rozterki głównych bohaterów, choć wydawałoby się, że jest ich niemało, trzecioosobowa narracja nie karmi nas nimi nazbyt obficie. Atmosferę budują smaczki, które napotykamy po drodze. Zwłaszcza zakrojony na szeroką skalę projekt miejskich graffiti, tworzonych przez nieuchwytnego twórcę-ryzykanta, stanowi kwintesencję i zarazem metaforę wielu emocji i uczuć bliskich bohaterom: pogoni za szczęściem, igrania z losem, samotnego zmagania się z przeciwnościami. Jednak siła wyrazu wszystkich przywołanych w książce zdarzeń i okoliczności jest na tyle nieprawdopodobna, że z czasem powieść zaczyna przekształcać się we współczesną baśń, a napięcie w finale zamiast rosnąć opada, jak powietrze szybko ulatujące ze zbyt mocno nadmuchanego balonu.

"Robin Graficiarz" dobrze się czyta i wyraźnie wychodzi poza nawias typowych książek dla młodzieży. Ma wprawdzie tę wadę, że identyfikacja czytelnika z jego bohaterami przebiega na tym samym poziomie, co widzów sensacyjnego serialu, kto jednak powiedział, że współczesny czytelnik nie potrzebuje poczuć się przez chwilę jak gangster walczący w słusznej sprawie. Zürcher ma przy tym odwagę, by nastolatkom sięgającym po jej książkę pokazać diametralnie inne, od znanych przez nich prawdopodobnie z osobistego doświadczenia, realia życia w dużym mieście zachodniej Europy. 

Książka kapitalnie uchwyca również siostrzano-braterską relację dwójki bohaterów. Właśnie ten wątek wycisnął ze mnie łzy w finalnych scenach powieści.







Share:
Czytaj dalej