niedziela, 17 maja 2015

Warszawskie Targi Książki



Po tegorocznej wizycie na Warszawskich Targach Książki naszła mnie smutna refleksja. Targi co raz mniej mają wspólnego z targami a coraz więcej z ogromnym bazarem. Zagranicznych wystawców jak na lekarstwo, a ci co zdecydowali się przyjechać nudzą się, grzejąc stołki i pijąc kawę. Zamiast sprzedaży dużych nakładów i praw autorskich drobny handel i prezentacja najświeższych tytułów. Dla Kowalskiego impreza targowa ma z pewnością walor kulturalnego wydarzenia, ale wydawcy profesjonalne relacje muszą raczej odłożyć na później, zadowalając się kontaktem z żywym czytelnikiem.


Nowości dopisały. Książki na zdjęciu powyżej bynajmniej nie wyczerpały apetytu, ale za to poważnie nadszarpnęły budżet. Próżno szukać na Targach okazji cenowych. Podejrzewam, że wizyta w dyskoncie książkowym mogłaby być korzystniejsza i w dodatku z dostawą do domu ;). Nie chcę narzekać. Targi mają swój smak i klimat, który zwłaszcza dzieciom służy, nobilituje i daje poczucie uczestniczenia w czymś specjalnym. No i o ile przyjemniej się czyta pachnące świeżością targowe łupy.





6 komentarzy:

  1. Moje zazdrostki to autograf pana Butenki i nowi Mizielińscy. I o ile to drugie nadrobię w rzeczonym dyskoncie, to pierwsze ... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowi Mizielińscy świetni! Tylko zaskok, że to jedna książka. Oferta spotkań targowych przyprawia o zawrót głowy, ale skąd wziąć czas. W tym roku na nacieszenie się Targami miałam tylko dwie godziny. Kropla w morzu potrzeb.

      Usuń
  2. Nie narzekaj ;)
    "prawa autorskie" - chyba już dawno Europa (i duża część świata) przeniosła się gdzie indziej (choćby Frankfurt);
    Nie ma chyba sensu przywiązywać się do dawnego myślenia o targach; sami organizatorzy definują siebie tak:
    >>> Wraz ze zmianami gospodarczymi zmieniła się istota targów. Przestały one być jedynie punktem zawierania transakcji kupna sprzedaży, a stały się nowoczesnym narzędziem komunikacji marketingowej.
    Targi to:
    • przekaz marketingowy, za który ****oglądający sam chętnie płaci****
    • prezentacja reklamowa, którą można zobaczyć i dotknąć.<<<

    Wiadomo, że w dyskontach jest taniej (choć to rozczarowujące). Ale uczestnicząc w "targach" mamy chyba przede wszystkim ochotę uczestniczyć w zbiorym rytuale - określić swoją przynależność. A do tego - przekaz dla dzieci...
    Ja jeżdżę "dla spotkań", ale nie tych "oficjalnych", a "korytarzowych", "stoiskowych" i "kawowych".
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, czyli o to właśnie chodzi - promocja, marketing i ploteczki? ;)

      Usuń
  3. Ooooo, jakie fajne to "Romeo i Julia"! My mamy 'Sense and Sensibility' w wersji angielskiej i cieszy oko. Moja Mimi chyba oczekiwała czegoś bardziej skomplikowanego, bo na jej 2,5 roku i "wysublimowany" gust takie wyliczanki już nie cieszą jak kiedyś. Ale i tak zakupimy 'Wuthering Heights' o pogodzie ;)

    Mam chrapkę jeszcze na kilka innych tytułów i jak hajs się nazbiera to w dyskoncie zakupię ;) Choć oczywiście gdybym miała okazję pójść na książkowe targi to bym poszła z Mimi, bo nie ma to jak polowanie na książki w atmosferze (nawet jeśli cena nie zachęca do zakupu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Romea i Julię" kupiłam bardziej dla siebie niż dla Sadzonki. Nie mogę oprzeć się tej serii.Trochę nawet żałuję, że polska klasyka nie doczekała się takiego projektu.

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...