,

Prawo drapieżcy

 

Prawo drapieżcy, Anna Starobiniec, il. Marie Muravski, tł. Agnieszka Sowińska, Dwie Siostry 2021.

Poczytna rosyjska pisarka sięga po literaturę dziecięcą. To musi być strzał w dziesiątkę i gratka dla rodzimych wydawców. Tymczasem niekoniecznie. Czarny kryminał, który nie stroni od przemocy, na rosyjskim rynku okazuje się strzałem ze zbyt dużego kalibru. Poznajcie serię "Zwierzęce zbrodnie".

"Prawo drapieżcy" to drugi tytuł Anny Starobiniec, który trafił do polskich czytelników za sprawą wydawnictwa Dwie Siostry. Zupełnym zbiegiem okoliczności sięgnęłam po niego tuż po "Historii starego mieszkania", rosyjskim picture booku, również w tłumaczeniu znakomitej Agnieszki Sowińskiej. "Prawo drapieżcy" czyta się świetnie, jak rasowy kryminał, i sądzę, że w równym stopniu jest to zasługa autorki jak i tłumaczki.

Moja wrażliwa córka nie pokochała "Wilczej nora", pierwszej części serii, stąd po "Prawo drapieżcy" sięgnęłam już w samotności. Sącząc powoli kryminalną akcję, postanowiłam, że nie dam się ponieść emocjom, które autorka wystawia na niezłą próbę, cały czas próbując podnieść czytelnikom ciśnienie. Starobiniec tworzy świat niejednoznaczny, podszyty grubą intrygą, wypełniony tajemniczą atmosferą, gdzie zło czai się za rogiem i co chwila pokazuje swoje różnorakie, nieznane oblicza. Jako autorka jest szczera, autentyczna i uczciwa. Z równą powagą traktuje dorosłego i młodego czytelnika i nie stosuje wobec nich żadnej taryfy ulgowej. Jeśli zbrodnia to "krew tryska jak sok z pękającego owocu żurawiny", jeśli próba samobójcza to po niej konieczna jest detoksykacja. "Prawo drapieżcy" to czarny kryminał, w którym karty rozdaje komisarz Borsuk Starszy, lekko wypalony zawodowo gość w średnim wieku, rzecz dzieje się w niezbyt bezpiecznych zaułkach Dalekiego Lasu, a bohaterowie nie poddają się łatwej klasyfikacji na dobrych i złych.

Jeśli dodać do tego bardzo sugestywne ilustracje Marie Muravski, możemy mieć pewność, że nikt nie będzie tu prowadził czytelników na skróty. Zresztą intryga zawiązana jest na tyle precyzyjnie, że nie sposób zbyt szybko domyśleć się, kto jest  przestępcą. Autorka rozluźnia atmosferę lekkim dowcipem (np. relacje świadków nagrane są na szpaku), który nie jest jednak prześmiewczy wobec samej fabuły i nie deprecjonuje zbrodni jako takiej. Na tle licznych kryminałów książkowych dla dzieci, "Zwierzęce zbrodnie" wyróżniają się bardzo wyraźnie i mam wrażenie, że jako pierwsze nie tworzą z przestępstwa czy zbrodni tematu tabu. Starobiniec jak na "Królową Horroru" przystało, pisze książki dla dzieci, które lubią się bać.


Share:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz