,

Łowca słów

 

Łowca słów, Susin Nielsen, tł. Iwona Żółtowska, Akapit Press 2015.

W percepcji powieści dla młodzieży funkcjonuje określenie "powieść greenowska" (GreenLit). Pierwszoosobowa słodko-gorzka narracja, wątek romansowy, oderwany od rzeczywistości bohater i jakiś rodzaj fetyszu, tworzący atmosferę powieści, potrafią złożyć się na książkę, która pozwala wytworzyć więź między czytelnikiem a bohaterem. Poznajcie "Łowcę słów".

Na Susin Nielsen trafiłam przypadkiem, kiedy jedna z jej nowszych powieści ("No Fixed Address") otrzymała na okładce rekomendację Sary Crossan, popularnej również w Polsce autorki verse novel, czyli powieści pisanej wierszem. "Łowca słów" to sprawnie napisana prozą, kanadyjska książka z wyraźnie zarysowanym męskim bohaterem. Polska okładka jest raczej nieciekawa i niestety nie uwypukla tego, co oryginalny wydawca zręcznie wysunął na pierwszy plan: chorobliwe przywiązanie chłopca do swojej włóczkowej czapki. Czy to spektrum autyzmu, czy po prostu potrzeba bezpieczeństwa, tego z książki się nie dowiemy, dostaniemy za to ciekawą analizę relacji z nadopiekuńczą matką i nieoczekiwanej przyjaźni z młodocianym przestępcą. 

Dobrze napisane dialogi to pierwsze co rzuca się w oczy w kontakcie z książką. Młodsi bohaterowie nie przemawiają, starsi nie moralizują. Tłumaczka z pełną swobodą dopuszcza potoczny język i trzeba przyznać, że jest w tym autentyczna. Zgrabny schemat powieści, gdzie akcja rozwija się równomiernie, wykorzystując z pozoru przypadkowy motyw gry w scrabble, staje się pretekstem do pokazania różnych aspektów społecznego wykluczenia.

Susin Nielsen bierze na warsztat dwie historie: 12-letniego Ambrożego - ofiarę hiper troskliwej matki i przemocowych kumpli ze szkoły oraz Cosmo - greckiego emigranta starającego się wyjść na prostą po więziennym epizodzie. Przyjaźń obu chłopaków wydaje się niemal niemożliwa, stąd z każdą kolejną stroną budzi co raz większą ciekawość i fascynację. Wysoki poziom empatii, jaki czytelnik osiąga zagłębiając się w fabułę, jest dowodem na to, że bohaterowie nie są papierowi, a ich problemy dadzą się oswoić albo wręcz pozwalają na identyfikację.

Wątpliwości może budzić postać matki Ambrożego, która miejscami sprawia wrażenie bardzo skutecznie usprawiedliwianej przez autorkę. Być może Susin Nielsen niechcący stanęła bardziej po stronie dorosłych, a może celowo chciała pokazać, że prawda często leży po środku. Mimo wszystko mam wrażenie, że książka ma szansę przypaść do gustu nastoletnim chłopakom wchodzącym w wieku dojrzewania. Może nie każdy z nich miałby odwagę głośno przyznać, że często czuje się jak Ambroży, ale każdy chętnie przeczyta historię bohatera, który wybija się na niepodległość.

Share:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza