, ,

Kobra



Kobra, Katarzyna Wasilkowska, Wydawnictwo Literatura 2019.

Wokół najnowszej powieści Katarzyny Wasilkowskiej krąży widmo polskich przygodówek z lat 60. i 70., na których wychowały się co najmniej dwa pokolenia czytelników. Widmo przyjazne wobec rodziców, dla współczesnych dzieciaków już pewnie nieco zamazane. Aktualny kontekst czasowy niesie wprawdzie powiew świeżości, ale na pierwszym planie pozostają nudne wakacje na wsi, wątek historyczny i lokalna zagadka. Pachnie Bahdajem i Szmaglewską, Nienackim i Niziurskim? Na odległość.

Do klubu anonimowych miłośników polskiej przygodówki dla młodzieży zapiszę się pierwsza. Co tam anonimowych - niech będą i jawni. Mimo że wakacje co roku spędzałam w podwarszawskim letnisku, w cieniu sosny przewracając kolejne strony książki, plecak bohaterów kleił mi się do pleców, pył z drogi osiadał na twarzy, a dreszcz strachu czaił się po plecach. To te książki zrobiły ze mnie czytelnika i to one rozbudzały wyobraźnię, gdy ustawiony na werandzie turystyczny junost śnieżył na ekranie rozmazaną dobranocką. Katarzyna Wasilkowska powtarza moje doświadczenia sprzed lat i robi to bardzo przekonująco.

"Kobra" jest powieścią, która bardzo dobrze rozkłada akcenty. Główny bohater to postać trwale osadzona w fabule. Jego tragedia związana z nieszczęśliwym wypadkiem i okaleczeniem sytuuje go gdzieś między bohaterem tragicznym a samotnym wojownikiem. Budzi sympatię i zaufanie, ale nie litość. Wokół jego postaci nadbudowany zostaje ciekawy wątek rodzinny, który czytelnik poznaje razem z chłopakiem. Wreszcie intrygująca panorama lokalnej wiejskiej społeczności, z jej konfliktami, słabościami, ale też swoistym kolorytem i godną pozazdroszczenia wewnętrzną solidarnością. Gdzieś w tle pojawia się autentyczna historia wojenna, a teoretycznie na samym wierzchu wątek Kobry - tajemniczego motocyklisty, stającego w obronie słabszych i wymierzającego sprawiedliwość wedle własnych zasad.

Odnoszę wrażenie, że Kobra jest w powieści elementem najsłabszym i najmniej przekonującym. Dodaje aury tajemniczości, ale ostatecznie psuje zakończenie i kradnie mu wiarygodność. Wasilkowska bardzo sprawnie ciągnęła fabułę, niemal do końca trzymając w ryzach wszystkie wątki i własną fantazję, by na koniec jednak dać się ponieść i wpaść w sidła nieco naiwnego finału. Sposób rozbicia szajki przestępców i wyjątkowo niespójna postać Kobry to dwa minusy, które zaważyły na moim odbiorze powieści. Gdyby dało się przeczytać alternatywne zakończenie, chętnie bym to zrobiła.

Czy "Kobra" napisana w starym sprawdzonym kluczu ma szansę trafić do współczesnych dzieciaków? Jeszcze nie wiem. Czy zakończenie się obroni? Bardzo jestem ciekawa. Autorka ewidentnie ma plan, by chemia powstała i to nie tylko między czytelnikiem a jej książką, ale całym nurtem poprzedników. W rozmowach bohaterów co i raz powracają kolejne nazwiska, od Adama Bahdaja po Zuzannę Orlińską. A sama Kobra to przecież ukłon w stronę klasyki kina akcji. Poza Potterem i Marvelem jest jeszcze inny świat.

 
Share:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz