wtorek, 24 marca 2015

Sam & Dave Dig a Hole



Sam & Dave Dig a Hole
Mac Barnett
il. Jon Klassen
Walker Books 2014

Jona Klassena nie trzeba chyba przedstawiać. Spójrzcie uważnie w oczy psiaka na okładce, a przekonacie się, że to daleki krewny misia, który szukał swojej czapeczki*. Nie mogę oprzeć się tym oczom, ale całej książce też, bo jest naprawdę magnetyczna i genialna w swej prostocie. Spełnia przy tym chyba najbardziej wyśrubowane wymagania stawiane książkom obrazkowym, zatem tym większe brawa dla duetu autorskiego.

Dwóch facetów postanawia kopać dół, żeby znaleźć "coś wyjątkowego". Towarzyszy im pies, który w tej historii odgrywa znaczącą rolę. Ostatecznie to on przejmuje inicjatywę i doprowadza obu panów do zaskakującego finału, którego nie będę zdradzać. Powoli schodzimy pod ziemię i robi się naprawdę duszno. Gdyby nie strony niezapełnione ilustracją, można by dostać klaustrofobii. Tunele nie poddają się jednak prawom fizyki. Rozgałęziają się niebezpiecznie bez uszczerbku dla konstrukcji. Powoli tracimy orientację w przestrzeni. Czytelnik ma jednak tę przewagę nad bohaterami, że widzi więcej. Zauważa to wszystko, co im przechodzi koło nosa. Atmosfera jak z tradycyjnej gry komputerowej sprawia, że intuicyjnie zaczynamy szukać przejścia do kolejnego poziomu. Tymczasem robi się coraz ciemniej, coraz mniej pustej przestrzeni na stronie, coraz krótsze teksty.

Klassen pracuje ziemistą paletą kolorów. Piękny kremowy papier świetnie pasuje do atmosfery zarówno leniwego, letniego popołudnia, jak i podziemnego tunelu. Smakowicie dobiera również kolory wyklejek. Nie bez przyczyny przednia różni się od tylnej. Niesamowite ile w tej skromnej opowieści zabawy architekturą książki, ile gry niedopowiedzeniem.  To nie tylko rodzaj oka puszczonego w stronę czytelnika, ale spójny zamysł artystyczny, który punktuje wartość książki. Coś co sprawia, że nie można się od niej oderwać i co chwila ma się ochotę jeszcze raz zajrzeć za okładkę, choćby po to, żeby się przekonać, że autograf Klassena naprawdę tam jest. ;)








* Jon Klassen, Gdzie jest moja czapeczka?, Wydawnictwo Dwie Siostry 2012.

6 komentarzy:

  1. Z jednej strony oczy misia, z drugiej- ten geometryczny podział na jasne i ciemne, na dziurę i nie-dziurę, gdzie tekst idealnie współgra z ilustracją, jak w "Laszlo boi się ciemności". Takie było moje pierwsze skojarzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetne skojarzenie. Rzeczywiście ilustracje grają tym samym motywem. Tylko "Laszlo" jest jakby w negatywie.

      Usuń
  2. Szkoda, że nie w języku polskim :( Książka z autografem zawsze jest bliska sercu. Bardzo nam się podoba opis:
    "Klassen pracuje ziemistą paletą kolorów. Piękny kremowy papier świetnie pasuje do atmosfery zarówno leniwego, letniego popołudnia, jak i podziemnego tunelu." Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo szkoda, że nie po polsku, ale mam nadzieję, że to się zmieni. :) Według mnie w niczym nie ustępuje dwóm dotąd wydanym w Polsce książkom Klassena.
      Urzekła mnie bardzo nietypowa promocyjna wystawa wykonana przez autorów w jakiejś londyńskiej księgarni. :) http://youtu.be/BpVM-OwVJMg
      Egzemplarz z autografem to przypadek, ale bardzo miły. Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Mamy tę książkę, przywieźliśmy ją synowi z wakacji z USA. Tak się składa, że syn nazywa się Samuel, więc książka cieszy go podwójnie. Polecam, to świetna pozycja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Ja mam brytyjskie wydanie. Ciekawe, czy czymś się różnią...
      Swoją drogą, Mac Barnett mnie ostatnio zaskoczył, bo ukazała się niedawno jego (chyba jedyna na polskim rynku) książka - "Koszmarna dwójka". Niestety nie taka udana jak o dziurze. :(

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...