piątek, 24 października 2014

Profesor Astrokot odkrywa kosmos


Cieszę się niezmiernie z każdej dobrej popularnonaukowej książki dla dzieci. Kto miał w domu chłopca, który bierze do ręki tylko takie książki, które są "o czymś", ten wie o czym mówię.
Nie potrafię na dzień dzisiejszym przełamać niechęci siedmiolatka do samodzielnego czytania i oglądania, niczym innym jak porządną dawką wiedzy. Na samodzielne czytanie innych rzeczy, jak twierdzi, nie ma czasu.

"Profesor Astrokot" otwiera również w mojej głowie czułą klapkę. Pamiętam lata 80. i pierwsze przymiarki do nauki angielskiego, uskuteczniane przy użyciu amerykańskiego leksykonu obrazkowego z lat 60. Był o wiele grubszy od "Profesora Astrokota", zapakowany w błyszczącą obwolutę, pod którą kryła się szorstka okładka przypominająca tkaninę, podobna do tej, która leży przede mną. Kolorystyka utrzymana w czerwieniach, żółciach i czerni pozostała głęboko w mojej pamięci.



Kosmos przywołał na myśl komiksy z ubiegłego wieku o superbohaterach. Lata 60. obfitowały wszak w propagandę podboju kosmosu, za którą ochoczo szła popkultura. Podobieństwo krojów pisma podpowiada mi, że nawiązanie nie jest przypadkowe. Pamiętam zresztą moje zaskoczenie, kiedy dowiedziałam się, że wydawcą "Professor Astro Cat's Frontiers of Space" jest nie amerykańska a brytyjska oficyna Flying Eye Books. W prawdzie Dominic Walliman, autor tekstu, jest Kanadyjczykiem, ale to przecież nie on odpowiada za wizualną stronę książki. Złudzenie amerykańskości było bardzo silne.

Ostatnio narzekałam, że z trudem przyswajam bogate edytorsko książki popularnonaukowe. Z przyjemnością stwierdzam, że "Profesor Astrokot" mnie pod tym względem pozytywnie zaskoczył. Od kilku wieczorów zanurzam się w tekście, który nie przytłacza informacjami i rysunkach, które idealnie go dopełniają. Z uczuciem ulgi oglądam infografiki, których nikt nie wrzucił w ramki. Są naturalnie wpisane w kompozycję strony, a nie dodane przez przypadek, jak nadprogramowy element. Zgrabne tłumaczenie sprawnie prowadzi przez skomplikowaną tematykę i poza kilkoma fragmentami tekst okazał się dobrze przyswajalny przez siedmiolatka.

Na koniec pozostaje mi tylko apel do wydawców. Proszę o więcej książek popularnonaukowych  dla najmłodszych. Inaczej mój syn pozostanie analfabetą.



7 komentarzy:

  1. Bardzo lubię tę kategorię: "książki o czymś" :) U nas też występuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakupiłam zachęcona grafiką i pozytywnymi recenzjami. A teraz przeglądam i z przerażeniem łapię się za głowę... W ciągu 5 minut znalazłam już kilka błędów merytorycznych oraz literówek. Jak czytam, że Neptun obiega Słońce w 165 dni i jest lodowym olbrzymem, że fale krótsze od czerwonych to fale POczerwone i że to, że upływ czasu jest względny, jest efektem teorii względności Einsteina, to słabo mi się robi. Grafika to za mało, wyraźnie wydawnictwo nie przyłożyło się do treści jako takiej. Oryginału nie widziałam, więc nie wiem, czy to niechlujne tłumaczenie i redakcja, czy taki był już pierwowzór, ale całość robi dość kiepskie wrażenie. O, dowiedziałam się, że na orbicie znajduje się obiekt o nazwie MSK. Co to takiego? Poczciwa ISS, która pod tym skrótem funkcjonuje wszędzie poza książką Entliczka... Ja bym raczej apelowała o mniej takich książek, a więcej staranniej opracowanych merytorycznie. Wygląd to nie wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, tak to jest jak się teolog bierze za recenzowanie książki o astronomii... ;) Przykro mi słyszeć, że są błędy merytoryczne. Może warto napisać o tym do Wydawcy, może w następnym (?) wydaniu coś z tym zrobi.

      Usuń
    2. Odnosząc się do Pani uwag:
      - W książce rzeczywiście znajduje się literówka - „poczerwień” zamiast „podczerwień” (na tej samej stronie znajduje się zresztą nazwa poprawna, czyli „podczerwień”, co Pani przemilcza) oraz 1 błędna informacja związana z okresem obiegu Neptuna wokół Słońca - jest: „165 dni”, powinno być: „165 lat”. (Na tej samej stronie w innym akapicie również jest podana poprawna informacja, czyli „165 lat”, co pokazuje, że ów błąd jest zwykłym chochlikiem drukarskim. To również Pani przemilcza.).

      (Dla formalności jest też inna straszna literówka: „skafanda” zamiast „skafandra”.)

      - Zapewne w kilku miejscach tekst można by inaczej zredagować, aby uniknąć nieścisłości, np. we fragmencie o efekcie względności opisanym w teorii Alberta Einsteina (jest: „To efekt względności – teorii Alberta Einsteina…”) i w infografice dotyczącej temperatury na Markurym i Wenus (powinno być, że na obu planetach jest dla ludzi „zdecydowanie za gorąco”).

      Jednak to jest wszystko, z czym możemy się zgodzić, jeśli chodzi o Pani uwagi.

      Powyższe pomyłki nie dają podstaw, aby zarzucać redakcji, tłumaczowi: „niechlujne tłumaczenie”, „zlekceważenie swojej pracy”, „dania ciała” (jak to Pani określiła w innych miejscach w sieci) przy tak obszernej publikacji naszpikowanej masą informacji. Jest to sformułowanie nieadekwatne jeśli chodzi o skalę rzeczywiście występujących w książce błędów. Książka przeszła zarówno redakcję stylistyczną, jak i merytoryczną (dr Weronka Śliwa, dyrektor Planetarium w warszawskim Centrum Kopernika). Błędy zdarzają się nawet w encyklopediach, nad którymi pracują sztaby redaktorów.

      Natomiast odnosząc się do pozostałych zarzutów – twierdzi Pani w innych recenzjach w sieci:

      - O Neptunie: „Że nie jest lodowym, ale gazowym olbrzymem też jest wiedzą raczej powszechną”.

      Otóż Neptun jest nazywany zarówno gazowym jak lodowym olbrzymem (ice giant). W tym ostatnim sformułowaniu nie ma błędu. I to jest fakt. Raczej błędem jest twierdzenie, że Neptun nie jest lodowym olbrzymem…

      - „Co to jest MSK? Czemu nie ISS jak na całym świecie i wszystkich innych publikacjach?”

      MSK (Międzynarodowa Stacja Kosmiczna) to skrót powszechnie używany w Polsce, który można znaleźć w wielu publikacjach, co łatwo zweryfikować. Książka jest skierowana do dzieci i nie ma podstaw podawać im anglojęzycznych skrótów, skoro mamy równie dobre polskie. W zastosowaniu polskiej nazwy i skrótu nie ma zatem błędu.

      - „Dlaczego oś obrotu Ziemi raz jest opisana jako pionowa (w kontraście do Urana i jego poziomej osi) a innym razem już ta ziemska oś jest przeciwstawiona pionowej osi obrotu Wenus?”

      Oś obrotu Ziemi w przybliżeniu jest pionowa (lekko odchylona od pionu, o czym książka informuje). Aby móc wyjaśnić dzieciom pewne zjawiska, można ją porównywać zarówno z poziomą osią obrotu Urana oraz _całkowicie_ pionową osią obrotu Wenus. Wchodzenie w zbyt dużo szczegółów w tym wypadku mogłoby wręcz utrudnić dziecku zrozumienie tematu. Dodatkowo oba zagadnienia wyjaśnia czytelna infografika.

      Nie zaprzeczamy rzeczywiście istniejącym w książce literówkom i nieścisłościom, jednak bardzo nas dziwi tak skrajna reakcja i rozpowszechnianie przez Panią informacji nieprawdziwych na temat książki... Dziwi nas też, że przy tylu wątpliwościach nie napisała Pani bezpośrednio do nas i nie dała nam szansy na ustosunkowanie się do Pani zarzutów…

      Wydawnictwo Entliczek

      Usuń
  3. To odpowiem, bo mi umkneło, nie codziennie siadam do komputera, a i facebooka nie mam, więc o dyskusji tam nie wiedziałam.

    Dlaczego nie napisałam o poprawnych informacjach na stronach, na których znajdują się błędy? Dlatego, że nie mają one znaczenia dla kogoś (dziecka), kto nie ma na jakiś temat pojęcia. Dostaje dwie różne, jak ma stwierdzić, która z nich jest prawdziwa? Z mojego punktu widzenia jest to niedbalstwo. Tłumaczenie, że błędy zdarzają się i innym, jest dla mnie mało przekonujące, mnie już w dzieciństwie oduczono tłumaczenia się z popełnionych win, że "Ania i Kasia też narozrabiały". Za swoje błędy odpowiadam ja, za błędy w ksiażce Państwo, inne wydawnictwa i encyklopedie nie mają z tym nic wspólnego. Tym bardziej, że "Profesor Astrokot" nie jest obszerny tekstowo, nie powinno być trudno dokładnie go sprawdzić. Nawiasem mówiąc ogólna tendencja do niedokładnego sprawdzania tekstów, bo przecież "inni też robią błędy", bardzo mnie martwi.

    Neptun jako lodowy olbrzym - tu rzeczywiście użyłam zbyt daleko idącego skrótu myślowego za swoim synem, który wykrzyknął, że przecież gazowy a nie lodowy. Faktycznie lodowy też. Tylko, jak rozumiem, rolą rodziców jest tłumaczenie dzieciom zjawiska stanu nadkrytycznego cieczy? Bo dziecko, słysząc "lodowy olbrzym", widzi gigantyczną kulę lodu, bryłę, a tym Neptun nie jest. Obawiam się jednak, że takiej wiedzy rodzice w większości nie mają, a i dzieci moga mieć kłopot z jej zrozumieniem.

    Oś obrotu Ziemi - dlaczego zakładają Państwo, że dzieci, które będą tę książkę czytać, są tak mało bystre, że nie odróżniają pionu od poziomu? I właśnie o tę infografikę mi chodzi - pochylona oś podpisana jako pionowa, kolejne dwie sprzeczne informacje w jednym miejscu. Dlaczego, skoro można było mówić o pochyleniu w kontekście Wenus i to nie było dla dzieci zbyt trudne, nie można przedstawić porównania Ziemi i Urana zgodnie z rzeczywistością? 23 stopnie to nie jest lekkie odchylenie, ono jest dość łatwo zauważalne, wystarczy wziąć globus.

    Nie rozpowszechniam nieprawdziwych informacji na temat książki - każdy, kto weźmie ją do ręki, może z łatwością sprawdzić, że one są prawdziwe, niestety. Rodzice, którzy kupią książkę w dobrej wierze i za niemałe pieniądze, dadzą swoim dzieciom wątpliwe źródło wiedzy i przed tym chciałam ich przestrzec. Tym bardziej, że przy tylu błędach wszystkie informacje, co do których nie mam wiedzy z innych źródeł, stają się niewiarygodne. A jaki jest sens kupowania książki, żeby potem każde zdanie sprawdzać gdzie indziej? Szkoda, bo książka jest rzeczywiście świetnie opracowana graficznie, sam jej pomysł też bardzo mi się spodobał.

    Szczerze nie rozumiem też, dlaczego powinnam się skontaktować w sprawie książki bezpośrednio z wydawnictwem. Od autorów pozytywnych recenzji raczej się tego nie oczekuje, dlaczego oczekują Państwo ode mnie? Co Państwa ustosunkowanie się do moich zarzutów w prywatnym mailu zmieni dla innych posiadaczy i rozważających zakup książki? Ponieważ wiem, że w tekście pisanym trudno jest oddać ton głosu, od razu zaznaczam, że nie pytam z jadowitą pretensją, tylko zupełnie normalnie i szczerze nie rozumiem tego zarzutu. Wydając tytuł wydawnictwo poddaje go pod ocenę publiczności - zarówno pozytywną, jak i negatywną. Pozytywnych było wiele, czemu jedna negatywna sprawia taki problem? Internet, blogi i księgarnie to miejsca na wymianę informacji i opinii. Ja swoje zamieściłam, przecież można z nimi polemizować. Recenzja z samego założenia jest subiektywną oceną, moja jest taka a nie inna i ma za zadanie zwrócić uwagę czytających na rzeczy, które we wcześniejszych opiniach innych osób nie zostały pokazane. I tyle.

    PS. Na stronie o satelitach ogniwo słoneczne jest błędnie podpisane jako akumulator, natomiast kreska od tesktu "ogniwa słoneczne" prowadzi gdzieś do korpusu, ale że się z nim nie łączy, to trudno mi stwierdzić, gdzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodam jeszcze, że moje nieprzychylne recenzje na stronach merlina i bonito zostały usunięte - jakoś trudno mi uwierzyć, że stało się to przypadkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście Pani prawem jest pisać negatywne recenzje, niestety zarzuciła Pani książce błędy również w miejscach, gdzie tych błędów nie ma. Twierdzenia dotyczące Neptuna i MSK trudno uznać za „skróty myślowe”, są po prostu nieprawdziwe. Proszę się zatem nie dziwić, że napisaliśmy sprostowanie. Jeśli ze stron, o których Pani wspomniała, usunięto Pani opinie, tzn. że uznano, iż naruszały one zasady pisania recenzji. Recenzja odnosząca się do kwestii merytorycznych to jednak nie subiektywna opinia typu „podoba mi się/nie podoba”.

      Cudzymi błędami nie usprawiedliwiamy się, błędy po prostu się zdarzają. Jeśli się je wypunktowuje, dobrze by było przyjąć właściwą skalę. Literówka pozostaje literówką niezależnie od tego, czy jest to książka dla dzieci, czy dla dorosłych. Choć nie powinna się pojawiać. Czy jest sens kontaktować się z wydawcą? To zależy, w przypadku wspomnianych wyżej rzekomych „błędów” mogłoby to coś zweryfikować.

      Być może pewne zjawiska astronomiczne dziecko wyobrazi sobie prościej, niż by Pani sobie tego życzyła, lecz to dość słaby powód, żeby nie podawać w książce funkcjonującego w astronomii nazewnictwa. Idąc Pani tokiem rozumowania, dziecko, słysząc określenie "gazowy olbrzym", widzi gigantyczną kulę gazu, którą Neptun również nie jest. Jeśli tak niepokoi Panią, że dziecko może sobie coś niewłaściwie wyobrazić, to co w przypadku brązowych karłów, czarnych dziur, gwiazd neutronowych…? Te pojęcia są równie dużym wyzwaniem dla umysłu dziecka.

      Przyjmując, że są dwa podstawowe kierunki (poziomy i pionowy), oś Ziemi jest opisana przy Uranie jako pionowa właśnie po to, by podkreślić nietypową poziomą oś obrotu Urana. Ten zabieg ma uzasadnienie.

      Jeśli chodzi o podpisy przy satelicie – tu rzeczywiście ogniwa słoneczne i akumulator powinny być opisane na odwrót.

      Wydawnictwo Entliczek

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...