czwartek, 10 października 2013

Gofrowe serce

Gofrowe serce
Lena i ja w Zatoce Pękatej Matyldy
Maria Parr
Nasza Księgarnia 2007
















Maria Parr, okrzyknięta nową Astrid Lindgren, napisała do tej pory tylko dwie książki, "Tonję z Glimmerdalen", o której wspominałam już letnią porą i "Gofrowe serce", które wypożyczyłam z biblioteki kilka dni temu. Postanowiłam poznać całą twórczość autorki,  zanim zdobędzie światową sławę. Przynajmniej nie będę musiała się wstydzić przed samą sobą, jak to miało miejsce dzisiaj, gdy Alice Munro otrzymała literackiego Nobla, że mam zaległości w lekturze. Swoją drogą cały czas nie mogę się nadziwić, że po tak małej próbce literackiej, młoda Norweżka otrzymała aż tak wyróżniający tytuł.

"Gofrowe serce" ukazało się w 2007 r. nakładem Naszej Księgarni i pewnie przeszłoby bez echa, gdyby nie tegoroczna premiera "Tonji" u Dwóch Sióstr. Ani okładka, ani tytuł, ani nawet nazwisko autorki nie zwróciło mojej uwagi przez 6 lat istnienia książki na rynku. Biję się w piersi, bo debiutancka książka Marii Parr w niczym nie ustępuje "Tonji z Glimmerdalen". Nie jestem skora do nadmiernych wzruszeń, ale ten egzemplarz wycisnął ze mnie łzy smutku i radości. Pchając dziś jedną ręką dziecięcy wózek, a w drugiej trzymając książkę, nie mogłam opanować fali emocji, które wywoływała lektura. Sądzę, że dorosła kobieta czytająca z wypiekami na twarzy książkę dla dzieci nie jest częstym widokiem na moim osiedlu.

"Gofrowe serce" to po raz kolejny książka o bardzo tradycyjnym wydźwięku. Mała miejscowość tuż nad fiordem, wielodzietna rodzina, tradycyjne role społeczne, góry, natura, przemijanie. Bardzo piękny obraz codzienności, która toczy się wraz z rytmem przyrody i ludzkiego życia. Śmierć jest tu zwykłą rzeczą, tak w przypadku ludzi, jak i zwierząt. Do tego wszystkiego silnie wyczuwalny element dziecięcej religijności, który potwierdza deklarowane przez autorkę przywiązanie do tradycyjnych wartości. Gdyby nie drobne wątki nawiązujące do współczesnych czasów, naprawdę można by pomyśleć, że to sama Astrid pisała tę książkę. Podobnie jak w "Pippi", dzieci bez skrępowania korzystają z wolności, a dorośli są po to, żeby im wszystko wybaczać. Z podziwem obserwuję ich zimną krew i nieprzebrane zasoby cierpliwości i marzę, żeby choć odrobina stała się i moim udziałem.

Nie jestem fanką "Dzieci z Bullerbyn". Jako dziecko czułam się niezwykle upokorzona faktem, że ktoś postanowił książkę dla 5-latków uczynić lekturą szkolną dla 9-latków. "Gofrowe serce" to "Dzieci z Bullerbyn" dla nieco starszych. 9-latki powinny być zadowolone.

10 komentarzy:

  1. Myślisz, że pani Parr zrobi aż taką karierę?:)
    Ja nie czytałam ani Tonji, ani tej książki. Szczerze powiedziawszy, pierwsze słyszę. Tytuł jest jednak trochę mylący, bo - przynajmniej dla mnie - sugeruje raczej młodszego czytelnika.
    Muszę jednak przemyśleć, czy chcę to przeczytać, bo po ostatnim zalaniu się łzami na spektaklu dla dzieci o "Małej syrence" doszłam do wniosku że jestem niezrównoważona psychicznie i muszę unikać tego rodzaju wzruszeń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, będę z niecierpliwością czekała na nowe pomysły autorki. Póki co książki są do siebie bliźniaczo podobne. Ciekawa jestem, czy stać ją na utrzymanie tego poziomu.
      A jeśli chodzi o babskie wzruszenia, to podobno kobiety po urodzeniu dziecka stają się bardziej wrażliwe. Może właśnie po to, żeby popłakać na "Małej syrence".

      Usuń
  2. "Tonja" czeka na swój czas na bibliotecznej półce, a do "Gofrowego serca" zachęcają mnie Twoje słowa: "Z podziwem obserwuję ich zimną krew i nieprzebrane zasoby cierpliwości i marzę, żeby choć odrobina stała się i moim udziałem., bo też potrzebuję takich wzorców i potwierdzenia, że jednak można :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że pełne naśladownictwo mogłoby się skończyć w sądzie rodzinnym. ;)

      Usuń
    2. Łooo, teraz to mnie zaciekawiłaś :) Z drugiej strony Skandynawowie słyną z niekonwencjonalnych metod wychowawczych, w tym takich, których moim zdaniem nie warto naśladować. Czyli złoty środek? Trochę pierwotnych ryków, trochę wybaczania :D

      Usuń
    3. Po prostu oni już wdrożyli modną obecnie maksymę "dbaj o siebie", a my jeszcze nie. My jeszcze brniemy w rozważania jak wychowywać, a oni już dawno uznali, że samo się wychowa.

      Usuń
  3. no patrz! a jako zagorzały norwegofil o twórczości pani Parr nie słyszałam...wstyd, będę nadrabiać, zwłaszcza, że ja Dzieci z Bullerbyn kocham miłością wieczną;)
    a czy metody wychowawcze Skandynawów są takie niekonwencjonalne? mi tam się wydają całkiem zwyczajne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jakie są metody wychowawcze Skandynawów, ale "Gofrowe serce" daje do myślenia. Mam nadzieję, że to tylko fantazja autorki. A co jeszcze norweskiego dla dzieci warto przeczytać?

      Usuń
    2. w literaturze dziecięcej w Skandynawii jednak bezsprzecznie królują Szwedzi:) z Norwegów znamy Svein Nyhus ( Tato i Grzeczna), Gro Dahle ( Grzeczna i Włosy mamy), Stian Hole ( seria o Garmannie). Tyle na szybko:)

      Usuń
    3. Chyba trochę jest tak, że często bez zastanowienia wszystko co skandynawskie wrzucamy do jednego worka z napisem "szwedzkie". Szkoda. Znam tytuły które podałaś, ale nie kojarzyłam ich z Norwegią.

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...