Brat ze słoika


Brat ze słoika, Emilie Chazerand, il. Aurelie Guillerey, tł. Paweł Łapiński, Kinderkulka 2019.

Lubię wymuskane książki takie jak ta. Zasadniczo nie sposób mówić tu o jakichś fajerwerkach. To po prostu dobrze napisana i z wdziękiem zilustrowana historia. Tylko tyle i aż tyle. 

Jestem podatna na książki ze spektrum realizmu magicznego. Jeżeli znacie i lubicie taki żelazny repertuar jak "Odwiedziła mnie żyrafa" Wygodzkiego czy "Pan Popper i jego pingwiny" Atwaterów, "Brata ze słoika" pokochacie jak my. Egzemplarz biblioteczny nie może wrócić do wypożyczalni, bo nie skończyło się na jednokrotnym czytaniu. Sięgamy po niego choćby po to, żeby jeszcze raz zajrzeć do sceny końcowej. Ten finał bez słów to jedna z mocniejszych stron książki. Rzadko się zdarza, żeby autor powstrzymał się przed wypowiedzeniem ostatniego zdania i spicie śmietanki pozostawił ilustratorowi. A śmietanka jest słodka i tłusta. Jaka może być inna, jeśli autorka raczy nas historią jedynaka, który w spożywczaku kupuje słoik z bratem, a potem, postępując zgodnie z instrukcją  sprzedawcy, uwalnia go w gorącej kąpieli z pianą. Nie zdradzę jak na przybycie nowego członka rodziny zareagują rodzice i czy brat spełni oczekiwania. Dość powiedzieć, że plusy i minusy jedynactwa pokażą się tu w pełnej krasie, a chłopcy będą chcieli wypróbować również inne specjały ze sklepu pana Baratiniego. Autorka na szczęście nie stara się rozstrzygnąć jaki model rodziny jest lepszy. I dobrze, bo w zasadzie radocha z czytania płynie z samego pomysłu, a nie dydaktycznej otoczki. Całości dopełniają stylizowane na lata 60. ilustracje: klimatyczne i lekko dowcipne oraz urocza dedykacja autorki:

"Fabianowi, zakrętce mojego słoika. A także wszystkim słoiczkom, które otworzymy razem.."





Share:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza