Sezon spadających gwiazd, Marcin Podolec, Kultura Gniewu 2025.
Jednoplanszowe krótkie rozdziały, duszna atmosfera męskiej szatni i wrażliwy, samoświadomy bohater – Podolec tworzy komiks inicjacyjny, który bawi i wzrusza.
Początek lat 2000., małe miasteczko, gdzie czas płynie leniwym rytmem kolejnych treningów, i samotny chłopak uwikłany w codzienne rozterki, uporczywie szukających swojej drogi. Prosta oś czasu podzielona na krótkie, sześciokadrowe rozdziały zabiera czytelników w sentymentalną podróż po jednym sezonie pewnej koszykarskiej drużyny. To historia o poznawaniu swoich granic, poszukiwaniu sojuszów, toczeniu walk i ich przegrywaniu, a nade wszystko o podnoszeniu się i ruszaniu dalej.
Podolec z dużą wrażliwością spogląda wstecz, nie odżegnując się od pokrewieństwa z głównym bohaterem. To szczere spojrzenie pozwala czytelnikowi życzliwie się uśmiechnąć, wyrozumiale zaakceptować ułomności a na koniec szczerze się wzruszyć. W tle inicjacyjnych historii pojawia się zaledwie liźnięty wątek rodzinny: trudna relacja z ojcem, nieobecna matka, babcia, która nadrabia za cały świat, a nade wszystko pies. W pewnym momencie to on zaczyna nadawać rytm tej opowieści, prowadząc historię do zaskakującego finału.
"Sezon spadających gwiazd" to swoisty wehikuł czasu, który niemal każdego ma szansę przenieść z powrotem do czasów nastoletnich, niezależnie od tego czy było to w tym, czy jeszcze w minionym wieku. Odrywanie drobnych strupków na przyschniętych rankach wspomnień odrobinę boli. Ambicje i porażki, przyjaźnie i zatargi, pierwsze sercowe zachwyty i niespodziewane rozczarowania znaczą lekturę drobnym deseniem. Podolec każdemu pozwala w tym komiksie przejrzeć się jak w lustrze. Opowiadania bardzo precyzyjnie trafiają w sedno, puenta nadchodzi w idealnym momencie.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz