2/20/2018

Angara, córka Bajkała


Angara, córka Bajkała, Irina Jertachanowa & Olga Jertachanowa, tł. Agnieszka Matkowska, Media Rodzina 2017.

Buriacka legenda o wszechwładnym Bajkale i jego odważnej córce Angarze od lat porusza wyobraźnię mieszkańców i turystów odwiedzających okolice "syberyjskiego morza". Wyjątkowo subtelna i piękna książka malarsko-graficzna przekazuje cały zachwyt nad przyrodą tamtych miejsc. Niezwykła, bo wyszła spod ręki dwóch artystek. Siostrzany duet sprawił, że mogę tę książkę oglądać bez końca.

Bajkał to jedno z najstarszych i najgłębszych jezioro świata. Jego długość jest  niemal równa szerokości Polski. Wypływa z niego tylko jedna rzeka. Jest nią właśnie Angara. Pięknie spersonifikowana syberyjska legenda prowadzi nas w podwodną głębinę, gdzie w kłębowisku abstrakcyjnych obrazów spotykamy ojca i córkę i wchodzimy w sam środek narastającego sporu. Platoniczna miłość, która nie zna żadnych granic zmusza piękną Angarę, by porzuciła awanse licznych zalotników i ruszyła naprzeciw wyśnionemu Jenisejowi. Podwodna kraina skrzy się od fantastycznych postaci i oszałamiających widoków. Ze strony na stronę postępujemy jak w sennej wizji i nawet  gniew zranionego ucieczką córki Bajkała nie jest w stanie zepsuć odwiecznej konstrukcji tego świata. Kolorowe i czarno-białe artystyczne obrazy spontanicznie mieszają się ze sobą przywołując na myśl twórczość Stasysa, równie silnie inspirowaną poetyckimi skojarzeniami. Twarze o wschodnich rysach, przedziwne ryby, architektoniczne cuda nawiązujące do buddyjskich świątyń i podwodnych raf. Obrazy głównie nastrojem odnoszą się do treści opowiadania. Na ich podstawie można snuć kolejne historie, zajrzeć jeszcze głębiej w urokliwą historię buriackiej córki króla Bajkała.





2/13/2018

Biały teatr panny Nehemias




 Ostatnio coraz częściej zdarza mi się czuć przesyt wylewającą się z każdego medium nostalgią za Peerelem. "Biały teatr panny Nehemias" przyjęłam z ulgą. Peerel bez pudru był mi potrzebny jak tlen. Zresztą wygląda na to, że nie tylko mnie. Najstarsza, od kilku miesięcy zawzięcie przekuwająca modowy vintage lat 80. w nową ikonę stylu, stanęła jak wryta. Wiedziała, że nie było różowo. Okazało się, że nie było nawet beżowo, ale zwyczajnie szaro.

"Biały teatr panny Nehemias" ma wiele odcieni. Realizm Peerelu autorka umiejętnie łączy z nieco baśniową historią białego teatru. Głęboki potencjał tej metafory można odczytywać na różne sposoby, najbardziej podskórnie pewnie w kluczu zniewolenia, ale tego wewnętrznego, odczuwanego w perspektywie politycznej opresji, dobrze skrywanego ubóstwa i dręczącej beznadziei. Orlińska głęboko grzebie w ludzkich motywacjach, namiętnościach i uprzedzeniach. Pokazuje człowieczeństwo z różnych stron. Chwyta się również tematów historycznych. Bardzo ładnie i z pomysłem wplata wątek Dąbrowszczaków, w latach 1936-39 walczących w hiszpańskiej wojnie domowej, nieco bardziej na siłę pojawia się postać księdza Jerzego Popiełuszki. Na przykładzie tytułowej bohaterki, autorka dotyka tematu repatriacji, chwilę później podnosi wątek emigracji. "Biały teatr" aż pęcznieje od ważkich kwestii. Całość przypieczętowuje biblijne nawiązanie, ukryte w tytule powieści, jak oko puszczone do dociekliwego czytelnika.

Orlińska, z wykształcenia artystka ilustratorka, już dawno dała się poznać jako świetna pisarka. Przyznam, że jej książki czytam nie tylko z ciekawością, ale przede wszystkim z ogromną przyjemnością, bo językowo wypadają nie tyle dobrze, co bardzo dobrze. Autorka mierzy wysoko i swoich wzorców szuka wśród najlepszych (patrz wzorowana na Makuszyński powieść "Detektywi z klasztornego wzgórza"). Z radością przyjęłam jednak "Biały teatr" jako powieść osobistą, nie silącą się na zbędne naśladownictwo, a mimo to bardzo udaną.

2/12/2018

Maskarada


Maskarada, Lotta Olsson & Nilsson Thore, tł. Agnieszka Stróżyk, Zakamarki 2018.

  Nie wiem czy to Maria Nilsson Thore zapragnęła mieć trochę większy udział w życiu mrówkojada i orzesznicy, czy raczej Lotta Olsson uznała, że warto zaznajomić z bohaterami również młodszych czytelników, pewne jest jednak że konwencja książki obrazkowej wyszła im na dobre. I choć bardzo lubię filozoficzne rozmowy dwójki przyjaciół, krótka, dowcipna forma ma również swój niezaprzeczalny urok.

 Ciągle zachodzę w głowę jak to jest, że duży bądź co bądź mrówkojad czasem mieści się w domku małej orzesznicy, a innym razem wystaje daleko poza kalenicę. Wydaje się nawet, że maleńkie, z pozoru bardzo niewygodne krzesełko w przytulnej kuchence orzesznicy jest dla niego całkiem komfortową miejscówką. Ta graficzna przewrotność przekłada się wprost na fabułę opowiadania i muszę powiedzieć, że dobrze jej z tym. W ręce polskich czytelników trafiła już druga książka obrazkowa i mimo moich początkowych obaw, że w tak lapidarnej formie stracimy coś ze specyficznej relacji mrówkojada i orzesznicy, bohaterowie w nowej odsłonie pozostają za każdym razem autentyczni. Właściwie fakt, że autorkom udało się zachować pierwotny, niczym nie spłaszczony charakter postaci, a jednocześnie uczynić historię bardziej przystępną dla młodszych czytelników, zasługuje na wyrazy szczerego uznania. Najciekawsze, że nigdzie nie widać tych szwów, które sprawiają, że długie, filozoficzne pogaduszki bohaterów, znane z pełnowymiarowych książek, zamieniają się w perfekcyjnie skrojoną historyjkę z zaskakującym finałem.

"Maskarada" przypomina mały hołd złożony przyjaźni orzesznicy i mrówkojada. Esencjonalna, przepełniona wzajemną czułością i dobrotliwą życzliwością historia, wydobywa to co najlepsze z ich relacji, a jednocześnie ani na chwilę nie sprawia wrażenia przesłodzonej, jakby mogła to sugerować budyniowo-różowa okładka. Podstęp mrówkojada, stanowiący kanwę fabuły, uczyniony w jak najlepszej wierze i moralnie absolutnie słuszny, zazębia się z rozważaniami orzesznicy o istocie białego i prawdziwego kłamstwa. Od chwili kiedy orzesznica oświadcza - "Nie lubię balu przebierańców" - czytelnik staje gdzieś po środku ich obustronnych zabiegów związanych z przygotowaniami do balu przebierańców. Tytułowa maskarada toczy się odtąd również między nimi. Pozorna nonszalancja zachowania, podszyta jest pełnym szacunku, ale jednak ukierunkowaniem na osiągnięcie własnego celu. Książka do ostatniej sceny skrzy się humorem i pozostaje obojętna na infantylne zakończenie, dokuczliwie narzucające się w podobnych momentach.




2/06/2018

Books, Bücher, Libros, Livres // styczeń 2018






  Po miesięcznej przerwie przeznaczonej na prezentację najważniejszych nagród książkowych minionego roku, wracamy do zestawienia świeżutkich nowości z zagranicy. Wśród styczniowych premier po raz pierwszy znalazły się dwie książki ze szwedzkiej półki. Jedna z nich to trzecia część cyklu książek, publikowanego również w Polsce nakładem wydawnictwa Mamania, autorstwa Martina Widmarka i Emilii Dziubak. Zapraszam do czytania, oglądania i podziwiania!



For Audrey With Love: Audrey Hepburn and Givenchy (Dla Audrey z wyrazami miłości: Audrey Hepburn i Givenchy)
Philip Hopman, NorthSouth Books, 32 s.
wiek: 4-8 lat



Kiedy drogi dwóch wschodzących gwiazd - Huberta de Givenchy i Audrey Hepburn - krzyżują się po raz pierwszy, w cudowny sposób okazuje się, że oboje tworzą idealną parę!

Wszystkie słynne gwiazdy marzą o sukience od Givenchy - aktorki, śpiewaczki operowe, księżniczki i żony prezydentów. Audrey Hepburn waha się co założyć do swojego następnego filmu. Gdy zwraca się o pomoc do Givenchy, ten przyznaje, że nie ma czasu na zaprojektowanie sukienki specjalnie dla niej. Zachęca, jednak by wybrała coś z jego kolekcji. To, co przy tej okazji odkrywają, jest dla obojga sporym zaskoczeniem.

Philip Hopman przedstawia szykowny i przykuwający uwagę picture book o modzie i przyjaźni skrojonej na miarę!





 Botoncito (Guziczek)
Yoko Ogawa, il. Chiaki Okada, Lectorum Publications Inc., 32 s.
wiek: 5+




Wzruszająca historia, opowiedziana przez guzik w galowej bluzce małej dziewczynki, pokazuje, że chociaż dzieci wyrastają ze swoich ukochanych rzeczy, radosne wspomnienia z nimi związane, nigdy nie umierają.

Yoko Ogawa  - Urodziła się w 1962 roku w Okoyama. Ukończyła Wydział Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio.

Chiaki Okada - Urodziła się w Osace. Studiowała ilustrację w Setsu Mode Seminar w Tokio. Jej rysunki, często publikowane w japońskiej prasie, przedstawiają codzienne życie i emocje dzieci. Zdobywczyni licznych nagród oraz nominacji, m.in. do prestiżowej Bologna Ragazzi Award w 2010 roku.










The Great New York Subway Map (Wielka mapa nowojorskiego metra) 
Emiliano Ponzi, The Museum of Modern Art, New York, 36 s.
wiek: 7+


List miłosny do Nowego Jorku i wstęp do projektowania graficznego. "Wielka mapa nowojorskiego metra" to historia o tym jak projektant Massimo Vignelli zmierzył się z problemem stworzenia mapy kolei podziemnej, która byłaby zrozumiała zarówno dla nowojorczyków jak i przyjezdnych. Kreśląc obrazy pociągów, stacji metra i panoramy miasta, książka towarzyszy Vignellemu w podróży po Nowym Jorku, w trakcie której projektant stara się jak najlepiej zrozumieć system metra, po to by przełożyć go na czytelny schemat. Książka, powstała we współpracy z Nowojorskim Muzeum Transportu, jest poświęcona w części archiwalnym materiałom i zdjęciom. Mapa nowojorskiego metra jest przełomowym dziełem z zakresu wzornictwa użytkowego. Co roku z tego kultowego projektu korzysta nawet miliard osób. Od 2004 r. oryginalny projekt z roku 1972 jest w posiadaniu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku.






Förvandlingen (Przemiana)
Anna Höglund, Bonnier Carlsen, 48 s.

wiek: 3+



Jak walczyć z gigantem, który powiększa wszystko co żyje?

Anna Höglund, jedna z wiodących i najbardziej innowacyjnych szwedzkich ilustratorek, zainspirowana klasyczną opowieścią Elsy Beskow "Tripp, Trapp, Trull och jätten Dum-dum", tworzy ekscytującą i poetycką opowieść o liście, odwadze i przeżyciu, dla czytelników w każdym wieku.

Kiedy rycerz wyrusza na daleką wyprawę by zgładzić niebezpiecznego giganta, jego córka zostaje w domu sama. Mija wiele dni i wiele nocy, ale ojciec nie wraca. Kiedy gaśnie ostatnia lampa, dziewczyna bierze lustro i nóż i wyrusza w podróż, żeby odnaleźć ojca i uratować go przed olbrzymem.

Poetycka i ponadczasowa opowieść o sile, determinacji i dziecięcej odwadze.




Den långa vandringen (Długi spacer) 
Martin Widmark, il. Emilia Dziubak, Bonnier Carlsen
wiek: 3+




Nowa książka obrazkowa dla młodszych dzieci bestsellerowego autora Martina Widmarka! Dotychczas wydane serie ("Lasse i Maja", "Nelly Rapp") uplasowały go obok Astrid Lindgren na pozycji ulubionego pisarza dla dzieci w szwedzkim kanonie lektur. Książka "Den långa vandringen" to efekt współpracy z polską ilustratorką Emilią Dziubak.

Po obu stronach morza mieszkają dziewczyna i chłopak razem ze swoimi zwierzętami: psem Rufusem i kotem Missanem. Kiedy stary Rufus umiera, chłopak popada w przygnębienie. Dziewczyna i kot wyruszają na długi spacer. Czy uda im się dotrzeć do chłopca, zanim będzie za późno?








Little Mouse and the Red Wall (Mała mysz i czerwony mur)
Britta Teckentrup, Orchard Books, 32 s.


   

Co leży za czerwonym murem? Przyjaciele myszy nie mają pojęcia, ale to im nie przeszkadza panicznie się bać. Czy mysz przekona ich do podróży w nieznane, gdzie czekają na nich wolność i nowe możliwości?

Britta Teckentrup, uhonorowana nagrodą  Global Illustration Excellence Award, przedstawia czytelnikom prostą  piękną opowieść o mierzeniu się ze strachem, otwartości na zmiany i odkrywaniu wolności.







* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.

2/01/2018

Punkt


Punkt, Florence Hinckel, tł. Jakub Jedliński, Polarny Lis 2017.


Fantastyka socjologiczna ma się bardzo dobrze. Mimo upadku systemu totalitarnego, który przez lata stanowił główne koło zamachowe tego nurtu, wciąż istnieje pożywka dla dobrze skrojonych wizji społecznych utopii. Nawet w literaturze dla młodzieży.

Odwieczne marzenie spełnia się. Cierpienie zostaje wyeliminowane z ludzkiego życia. Dzięki skutecznemu resetowi, realizowanemu przez specjalnie powołane do tego celu oddziały ULEC (Urząd Leczenia i Eliminacji Cierpień), każdy pełnoletni obywatel może zgłosić chęć wymazania negatywnych uczuć. Dzieci i młodzież podchodzą do resetu obowiązkowo, za każdym razem, gdy system uzna to za potrzebne.  Znakiem przebytej interwencji jest widoczny dla wszystkich niebieski punkt na nadgarstku. Idealny świat staje się koszmarem. Brak cierpienia szybko pozbawia ludzi szeregu innych uczuć. Pojawia się znieczulenie, obojętność, samotność i strach przed okazywaniem emocji.

Wystylizowane fotki na Instagramie, nienaganne profilowe na Fejsie i atrakcyjna ścieżka kariery w LinkedIn, nie mam wątpliwości, że to tu autorka odnajduje inspirację do opowiedzenia o zjawisku idealnego świata. Hinckel zaprzęga zresztą do swojej wizji również nowoczesną technologię, choć jej futurystyczna wizja Sieci, która nieustannie rejestruje każdą czynność, wygląda na bardziej skuteczną niż obecnie. Ułuda doskonałości w naszym przypadku jest zaledwie marzeniem, które, jak udowadnia Hinckel, nigdy się nie spełni. Autorka świetnie prowadzi intelektualny dyskurs, ale nie odrywa społecznych trendów od znanych nam realiów, wyostrza je za to i bawi się nimi, wywołując gęsią skórkę na plecach czytelnika.  Zwielokrotnia zarówno nacisk na konieczność stałej obecności w systemie, jak również utopijną wizję eliminowania cierpienia.

Hinckel w kreowaniu swej wizji dochodzi do ściany. Narzucona idea musi w końcu wywołać reakcję. Dwójka młodych bohaterów postanawia zwrócić ludziom wolność myślenia. Autorka nie przyjmuje do wiadomości pesymizmu orwellowskiego bohatera, który ulega sile perswazji Wielkim Bratem. Silas i Astrid mają w sobie tyle determinacji, by z heroicznym optymizmem podjąć się prawie nierealnego zadania. Jak system poradzi sobie z tym buntem?

1/28/2018

Umarły las / Nieumarły las


Umarły las, Tomasz Samojlik & Adam Wajrak, Agora 2016
Nieumarły las, Tomasz Samojlik & Adam Wajrak, Agora 2017

Jeżeli podobnie jak ja nieco z boku śledziliście dotąd poczynania ministerialnych urzędników oraz aktywistów Greenpeace, ten komiks jest właśnie dla Was. Samojlik i Wajrak zdradzają jak to jest naprawdę z ekosystemem puszczy. Zatem czy umarły las naprawdę jest umarły?

Przyznam, że nie od razu "Umarły las" przypadł mi do gustu. Po premierze pierwszego tomu w 2016 roku chyba nawet nie doczytałam go do końca. Westernowa konwencja zupełnie nie chwyciła. W połączeniu z białowieskimi krajobrazami całość wydała mi się dość kuriozalna. Drugi tom, wydany w kolejnym roku, przeczytałam już z Sadzonką. Wakacyjna wizyta w Białowieży pozostawiła ją w stanie absolutnej fascynacji puszczańską naturą. Mnóstwo uwagi poświęciłyśmy nie tylko komiksowej fabule, ale również przyrodniczym komentarzom Adama Wajraka, zamieszczonym pod każdym rozdziałem. Sadzonka wciągnęła się w przyrodnicze rozważania o wyższości puszczy nad lasem gospodarczym, różnicy między dziuplami a budkami lęgowymi, skutkach inwazji kornika i technikach porozumiewania się dzięciołów. Po skończeniu drugiego tomu ("Nieumarły las") była już mistrzem w rozróżnianiu poszczególnych gatunków dzięciołów, a pierwszy tom cały czas czekał jeszcze na przeczytanie. Ta odwrócona przypadkowo kolejność, poskutkowała tym, że pierwsza część, nieco słabsza niż druga, poszła nam sprawnie i bez oporów.

 Mam wrażenie, że seria wiele zyskała na podwójnym autorstwie, choć początkowo miałam spore opory w stosunku do przyrodniczych komentarzy Wajraka. Jednak pomijając ciekawe, choć nietypowe jak dla komiksu popularnonaukowe przerywniki, korzyść odniósł również sam scenariusz.  O ile w serii o ryjówce, cechy gatunkowe bohaterów były głównie pretekstem do opowiedzenia zmyślonej bądź co bądź historii o niezwykłym bohaterze, tutaj w ogromnym stopniu predestynują koncepcję przyrodniczych zależności, które rządzą całym scenariuszem. Jeśli nawet, tak jak mój 10-letni syn, zdecydujecie się ominąć opisy Adama Wajraka, zakres wiedzy jaką przyswoicie, będzie imponujący.

Samojlik i Wajrak wprowadzają komiks na wyższy poziom, nie tracąc jednak nic z jego nadrzędnej roli: czytanie "Umarłego lasu" sprawia przyjemność i jest rozrywką na najwyższym poziomie. Ciągle nie przekonałam się wprawdzie do westernowego motywu, ale jestem w stanie autorom wybaczyć o wiele więcej. Z nadzieją czekam więc na trzeci tom i oczywiście czwartą część "Ryjówek". A na Puszczę Białowieską i problem korników patrzę już  z zupełnie innej strony.







1/17/2018

Cwana ciotuchna

Cwana ciotuchna, David Walliams, il. Tony Ross, tł. Karolina Zaremba, Mała Kurka 2017.

Tak się złożyło, że powieści Davida Walliamsa startują w Polsce właściwie z czystą kartą. Jej autora nie znamy z telewizyjnych show, nie wyskakuje też z kolorowej prasy przeglądanej pospiesznie w poczekalni u dentysty. Nie przychodzi nam więc do głowy zastanawiać się, czy jego książki warte są coś więcej ponad milionowe nakłady, które co roku osiągają nowe tytuły spod jego pióra. Jak na tym wychodzi?

Nie dalej jak kilka lat temu, przy okazji premiery "Babci rabuś", rozpętała się w Internecie (i nie tylko) dyskusja, w której pojawiły się zarzuty, że książka przekracza granicę dobrego smaku, kpiąc ze starości i jej przywar. Jednocześnie to właśnie tym tytułem Walliams zapoczątkował swoją karierę pisarza dla dzieci i iście brytyjskim poczuciem humoru podbił wyspiarski rynek wydawniczy. Czy w Polsce byliśmy gotowi na taką konwencję? Być może tak, mając na uwadze, że Jaś Fasola i Monthy Python zyskali już dawno sławę i uznanie, a być może jednak nie, skoro mało kto docenił, że ostatecznie książka z sukcesem zasypuje międzypokoleniową lukę, w zabawny sposób pokazując, jak wiele dobrego płynie z relacji babcia - wnuczek.

Na półce z literaturą middle grade, przeznaczoną dla samodzielnie czytających, niezbyt zaawansowanych czytelników, Walliams nie ma sobie jednak równych, zwłaszcza mając na uwadze stały apel Joanny Olech, żeby nie tracić chłopców dla książek. Książki Walliamsa w dużym stopniu przyciągają uwagę właśnie męskiej części czytelników. Jednak nie popadajmy w seksizm, bo kloaczne klimaty, silnie eksploatowane w "Babci rabuś", nie są domeną wszystkich jego tytułów. Walliams wydaje się przy tym, mimo podobieństwa stylu, bardziej przystępny niż Roald Dahl, który od dziesięcioleci należy do klasyki literatury dziecięcej w Wielkiej Brytanii, a w Polsce nadal znany jest głównie za sprawą ekranizacji "Matyldy" oraz niedawnej, drugiej już zresztą, "BFG: Bardzo Fajnego Giganta" (osobiście wolę "Wielkomiluda" w podaniu Michała Kłobukowskiego).

"Cwana ciotuchna" jak przyznał niechętnie mój syn, zagorzały fan Walliamsa, należy do słabszych powieści autora, jednak nawet mimo dość przewidywalnej, jednowątkowej fabuły ma wszystkie te cechy, które przykuwają uwagą do ostatniej strony. Po raz pierwszy akcja zostaje osadzona w przeszłości, w starym angielskim dworze, gdzie w garażu stoi zabytkowy rollce royce, a po starych lochach ugania się duch małego kominiarczyka. W polskim tłumaczeniu nie rozpoznamy w jego głosie londyńskiej gwary cockney, ale polska stylizacja językowa jest równie udana. Walliams bardzo dynamicznie prowadzi fabułę, świetnie wplata dialogi i bez uszczerbku dla akcji opisuje smaczki i wszelkie szczegóły. Umiejętnie lawiruje na granicy akceptowalnych zasad i norm, które nawet we współczesnej książce dla dzieci nadal mają znaczenie, jak na przykład nieco kontrowersyjny opis tortur, które ciotka Alberta serwuje głównej bohaterce.

Walliams nie boi się zaskakiwać i właśnie tym zjednuje sobie dziecięcą uwagę. Jest nieprzewidywalny aż do samego końca i, niczym sprawny showman, aż do ostatniej chwili potrafi utrzymać czytelnika w napięciu, nierzadko puszczając przy tym do niego oko, tak jak w posłowiu książki, gdzie bez zażenowania sugeruje, że być może to nie on sam, ale anonimowy ghost writer jest autorem powieści.

Gruby tom "Cwanej ciotuchny" (przeszło 400 stron), brawurowo zilustrowany przez Tony'ego Rossa, czyta się szybko i miło. Dla wielu dzieci to właśnie Walliams może stać się przepustką do sięgnięcia po inne książki. I wcale niekoniecznie mądrzejsze czy bardziej ambitne. Przecież każdy z nas lubi czytać dla przyjemności.


1/11/2018

Idziemy za Tobą




 Wprawdzie od Bożego Narodzenia minęło już sporo czasu, mam wrażenie że skutki świątecznego obżarstwa i lenistwa odczuwam do tej pory. Jakoś ciężko się pozbierać z pracą i obowiązkami. Dajemy się nieść fali codzienności, usprawiedliwiając się spadkami ciśnienia i końcem semestru w szkole. W kościele dośpiewujemy jeszcze kolędy (wszak do 2 lutego można), w domu z namaszczeniem podlewamy co raz bardziej bladą choinkę (może poczeka na nas przez ferie) i udajemy, że wszystko jest po staremu. Tymczasem gorzka prawda, że karnawał w tym roku krótki i zaraz zacznie się Wielki Post, bardzo skutecznie próbuje się przebić różnymi kanałami, a najbardziej intensywnie za sprawą naszego małoczcionkowego patronatu książkowego.

Zatem wiedzcie wszem i wobec, że już na dniach premiera wielkopostnej książki-wędrówki do czytania, wycinania  i naklejania. Razem z Jezusem wyruszymy w długą podróż przez Pustynię do Jerozolimy. Podobnie jak w adwentowej książce Marka Kity i Doroty Łoskot-Cichockiej ("Wszyscy na Ciebie czekamy"), opowiadania na każdy dzień przybliżą miejsca, bohaterów i wydarzenia biblijne. I znowu pojawi się plakat, na którym będzie można naklejać wycięte symbole oraz rysować ślady stópek, posuwając się po wielkopostnej drodze. Wędrówka zakończy się wyjątkowo radosnym finałem w Niedzielę Zmartwychwstania, który potrwa nawet dłużej, bo aż osiem kolejnych dni do Niedzieli Miłosierdzia.

Mam słabość do książek artystki, bo od lat udowadnia, że literaturę religijną dla dzieci można robić naprawdę z klasą. A przecież ciągle bujamy się w tym temacie między  kolorowym kiczem a treściową infantylnością. Łoskot-Cichocka nie boi się wyzwań, co razem z Marcinem Brykczyńskim udowodnili, podejmując trudny temat encyklik papieskich ("W każdym z nas są drzwi do nieba"), czy opracowując wraz z Małgorzatą Dudek niezwykle pomocne, obrazkowe przewodniki po Mszy Świętej (ukazały się aż trzy! dla dzieci w różnym wieku). Nie wspominając już o popularnej serii o świętych, opublikowanej wiele lat temu przez Muchomora.

Wielki Post zaczynamy w tym roku 14 lutego. Idealny książkowy prezent na Walentynki. :)





plakat do książki