#instant / Yeti, w którego nikt nie wierzył


"W poniedziałek w szkole musiałem pochwalić się chłopakom.
- Słuchajcie! Mam w domu najprawdziwszego yeti!
Prychnęli, parsknęli i zanieśli się śmiechem.
- Brednie!
- Dyrdymały!
- Bzdury! Masze nierówno pod sufitem! Yeti to sobie możesz najwyżej narysować!"


Przez lata rzesze polonistek i polonistów pracowały nad tym, żebyśmy nie umieli pisać książek dla dzieci językiem lekkim i autentycznym. Popularny dopisek "jęz. pot." na marginesie kartki z wypracowaniem był często zapowiedzią obniżonej oceny, a już na pewno przysłowiowym pogrożeniem palcem młodemu ryzykantowi. Grzeczni uczniowie szybko nauczyli się, co w pisaniu jest dozwolone a co kategorycznie nie. I chyba właśnie ci grzeczni zostali autorami książek dla dzieci, a ci niepokorni zajęli się raczej obyczajówką dla dorosłych. Stąd mimo iż polscy autorzy mają często niezłe pomysły na to co i jak dzieciom napisać, górnolotne sformułowania i czający się za rogiem dydaktyzm potrafią zepsuć najlepszy pomysł. Czekam z utęsknieniem, kiedy kopiowanie skandynawskich wzorców przestanie ograniczać się do udanych pomysłów fabularnych, a sięgnie również po prosty język z dziecinnego pokoju.

Yeti, w którego nikt nie wierzył, Asia Olejarczyk, il. Aleksandra Gołębiewska, Ezop 2019.
Share:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz