Dziki robot



Dziki robot, Peter Brown, tł. Marta Bręgiel-Pant, Wydawnictwo Entliczek 2018.

Nigdy nie czytam przedmów, ale lubię posłowia. Zwłaszcza w zagranicznych książkach, autorzy obficie dziękują całemu zapleczu redakcyjnemu i zwierzają się ze swoich radości i bolączek. Zwykle jest to miłe doświadczenie, pozwalające spojrzeć na książkę z innej perspektywy. Po przeczytaniu krótkiego tekstu zamieszczonego przez Petera Browna, zrobiło mi się jednak zwyczajnie smutno. Pierwsza powieść dla dzieci, dwa i pół roku pracy i mnóstwo poświęcenia. Czy było warto?

Peter Brown zapracował na swoją popularność, tworząc ilustracje oraz wydając własne, cieszące się dużym uznaniem książki obrazkowe. W Polsce ukazały się jak dotąd dwa picturebooki artysty: "Dzieci to koszmarne zwierzątka domowe" oraz "Pan tygrys dziczeje". Oba nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia. Laureat Caldecott Honor i kilkukrotny zdobywca podium w rankingu bestsellerów New York Timesa, już od dawna kusił mnie okładką "Dzikiego robota" w wersji anglojęzycznej. Trzeba powiedzieć, że zaproponowane przez Brauna zderzenie świata dzikiej natury i nowoczesnej technologii silnie podziałało na moją wyobraźnię. Polskie wydanie wznieciło żądze skumulowane przez długie oczekiwanie i nastąpił wybuch. Jednak zamiast efektownej detonacji rozległ się wystrzał z kapiszona.

Przede wszystkim autor zgubił gdzieś adresata swojej powieści. Bardzo prosty język i nieskomplikowana, miejscami nużąca fabuła kontrastuje z objętością książki (prawie trzysta stron zapisanych standardowym drukiem) i sporym nagromadzeniem, często brutalnych, scen przemocy. Opowieść o robocie, którego statek rozbija się u wybrzeży dzikiej wyspy, mogłaby być znakomitym picturebookiem dla młodszych dzieci albo trzymającą w napięciu historią dla starszych, tymczasem nie jest ani jednym, ani drugim. Podczas czytania nie opuszczało mnie wrażenie, że Brown na bieżąco wymyśla okoliczności, w których stawia bohaterkę, a tym samym tworzy powieść bez planu, której ciężar w dużej mierze utrzymują wątki zgoła epizodyczne.

Cały potencjał powieści skumulował się w nośnym i aktualnym temacie akceptacji inności. Pojawienie się Roz na wyspie, wzbudza w mieszkańcach skrajne reakcje, a dla samej bohaterki staje się okazją nie tylko do poznania innych, ale również odkrywania własnych cech i swego niedostosowania. Niestety zarówno zwierzęta jak i sama Roz są za bardzo ludzcy, zarówno w swoim sposobie bycia jak i myślenia, by uzasadnić swoją powierzchowność. Brown w dość chaotyczny sposób mierzy się na przykład z kwestią tego co robotka wie, korzystając z zasobów swego wewnętrznego komputera, a czego dowiaduje się w trakcie pobytu na wyspie. Odkłada też na bok kwestię zwierzęcych instynktów.

"Dzikiego robota" broni świetny przekład Marty Bręgiel-Pant. Barwny język tłumaczki wielokrotnie umilał mi dłużącą się lekturę, podobnie zresztą jak czarno-białe, nieco klassenowe w stylistyce ilustracje autora. Książka, która zapowiadała się na świetną przygodówkę, ląduje na półce obok współczesnych bajek, dzieląc los "Małego Księcia", czy "Paksa" Sary Pennypacker. O ile jednak one stanowią adekwatną lekturą dla swojego odbiorcy, o tyle "Dziki robot" pozostaje książką de facto dla nikogo.




Share:
Czytaj dalej
, ,

Ze zwierzyną pod pierzyną


Ze zwierzyną pod pierzyną, Nadia Budde, tł. Łukasz Żebrowski, Hokus Pokus 2018.

Wyświechtane stwierdzenie, że piękno tkwi w prostocie, w przypadku Nadii Budde jest nie do przecenienia. Nakładem wydawnictwa Hokus-Pokus ukazał się już drugi na polskim rynku tytuł tej niemieckiej pisarki i ilustratorki, od prawie 20 lat wydającej autorskie książki obrazkowe dla odbiorców w każdym wieku.

"Ze zwierzyną pod pierzyną" w dowcipny i niebanalny sposób buduje dramaturgię wokół tematu zasypiania i powszechnie znanej metody liczenia baranów. Absurd goni absurd, jest śmiesznie, krótko i na temat. Kto by pomyślał, że za pomocą rytmicznej, niedługiej wyliczanki można zbudować historię trzymającą w napięciu, a przy okazji wykazać się zręcznością, która mistrzostwem dorównuje słynnym językowym łamańcom Dr. Seussa.

Główny bohater, ubrany w pasiastą piżamę, łysawy młodzieniec, zawzięcie liczy barany, ale mimo to nie może zasnąć. Ma na szczęście pomysłowego doradcę. Pluszowy miś znajduje mnóstwo zwierząt, z którymi o wiele owocniej można spędzić czas. „Możesz u trzmiela udać szulera”, radzi. Albo „w ropuch kwintecie zagrać na flecie”, dodaje. Wyobraźnia misia nie zna granic, jednak chłopak pozostaje obojętny na wszystkie propozycje, z wyjątkiem jednej. W finale książki słodko zasypia, tuląc w objęciach puszczającego oko do czytelników, przebiegłego pluszaka.

Za polski przekład odpowiada Łukasz Żebrowski, tłumacz m.in. czterech tomów serii "Julek i Julka" oraz książek autorstwa Wolfa Erlbrucha. Mimo obiektywnych trudności związanych z koniecznością dopasowania polskiego tekstu do scenek przedstawionych na rysunkach wyliczanka zachowuje swój absurdalny klimat i charakterystyczny rytm. Żebrowski nie boi się stosować parafrazy. Miejscami oddala się od oryginału na tyle, że zaczyna opowiadać własną historię. Jest w tym jednak bardzo autentyczny i w sferze wyobraźni niezwykle płodny. Niemiecki tekst Ze zwierzyną pod pierzyną bazuje na łamańcach językowych, które, zwłaszcza przy głośnym czytaniu, stanowią nie lada wyzwanie. Polskie tłumaczenie jest dla czytelnika mniej wymagające, co można uznać za stratę, ale jednocześnie, o wiele bardziej zróżnicowane z punktu widzenia konstrukcji gramatycznej, a przez to na swój sposób bogatsze.

Polscy czytelnicy po raz kolejny za sprawą Nadii Budde otrzymują książkę dla całej rodziny. Zwracającą uwagę najmłodszych wyraźnym konturem i kontrastowymi kolorami, hipnotyzującą nieco starszych doskonałym rymem i rytmem oraz zaskakującą dorosłych absurdalnym, nieinfantylnym tekstem. Dość powiedzieć, że ani tekst, ani ilustracje nie kojarzą się z typową książką dla dzieci. Ich styl daleko wyprzedza wyobrażenia większości rodziców o idealnej książce dla dzieci. Przy bliższym poznaniu pozytywnie zaskakuje ze zdwojoną siłą.

tekst został opublikowany w 33 numerze czasopisma Ryms.



Share:
Czytaj dalej

Bjorn. Sześć opowieści z lasu



Bjorn. Sześć opowieści z lasu, Delphine Perret, tł. Paweł Łapiński, WYtwórnia 2018.

Delphine Perret podejmuje ryzyko i tworzy kolejną w dziejach literatury dla dzieci książkę o niedźwiedziu.  Jak się okazuje, nie jest to pomysł skazany na porażkę. Skromny, małomówny i przyjacielski Bjorn dołącza do licznego grona misiów, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Nie wypada przy tym gorzej niż Puchatek, Paddington i Uszatek, a brak czerwonego kaftanika, kapelusza czy kraciastej piżamki tylko dodaje mu autentyczności. Niedźwiedź pełną gębą.

Na sukces Bjorna składa się w równym stopniu prosta i mądra historia, co oszczędna szata graficzna, bazująca na przyciągającym uwagę miętowym papierze i prostych rysunkach stworzonych czarnym cienkopisem. Oczekiwany balans książki obrazkowej zostaje zatem zachowany. "Sześć opowieści z lasu" nie stanowi na pewno mięsistej fabuły, która pozostaje z czytelnikiem na lata, ale działa jak łyk gorącej herbaty w chłodny dzień. To taka literatura, z którą po prostu chce się spędzać czas. Pochwała życia, dowartościowanie przyjaźni i docenienie małych przyjemności mają w tej książce nadrzędną wartość, dzięki czemu autorka bez żalu rezygnuje z namolnego dydaktyzmu i zbędnego filozofowania. Ma być miło, przyjaźnie i autentycznie. Taki jest Bjorn i taka też jest książka. Jeśli damy się ponieść niespiesznej narracji, odkryjemy w pełni jej urok.

Mam duży szacunek do książek nieprzegadanych, które lekkością języka tworzą mylne wrażenie, że ich napisanie było dla autora tak proste, jak zjedzenie przysłowiowej bułki z masłem. Właśnie tak jest w przypadku "Bjorna". Krótkie zdania pozwalają lepiej docenić subtelność ilustracji. W tym wypadku ich brzmienie jest jeszcze bardziej istotne niż w przypadku dłuższej fabuły. "Bjorn" niestety miejscami zawiódł moje ucho i przy głośnej lekturze kilkakrotnie musiałam poprawiać fragmenty tłumaczenia, których nieskładność być może umknęłaby mi podczas samodzielnego czytania bardziej rozbudowanego tekstu. Żałuję, bo jest to mój jedyny zarzut do książki, który kładzie jednak lekki cień na wrażeniach z pierwszego spotkania z twórczością Delphine Perret.

Same rysunki zwracają uwagę ciekawym kontrastem bardzo zwierzęcych, nie zantropomorfizowanych bohaterów i różnych atrybutów z ludzkiego uniwersum. W lesie pojawia się kanapa, która stanowi clou jednego z opowiadań, niemniej istotne okulary, ale też budzik, książka i cała masa sprzętów skradzionych z namiotu biwakowiczów. Fabuła traktuje je jednak marginalnie, bardziej jak rekwizyty teatralne, które służą do opowiedzenia historii, ale nie stanowią jej sedna. "Bjorn" to książka, która na pytanie: mieć czy być, zdecydowanym głosem odpowiada: BYĆ!






Share:
Czytaj dalej
,

Czekając na jednorożce


 Czekając na jednorożce, Beth Hautala, tł. Zuzanna Byczek, Wydawnictwo Linia 2018 /Seria Biała Plama/.

"Powiedziałam sobie, że jeśli zobaczę jednorożca, będę trzymać oczy szeroko, szeroko otwarte, pozwolę, by ten widok wniknął we mnie, by roztrzaskał moje serce, o ile coś jeszcze z niego zostało prócz rozbitych kawałków. I wypowiem życzenie".

Churchill. Niewielkie miasto w Kanadzie nad zatoką Hudson, nazywane "stolicą niedźwiedzia polarnego". Miejsce oddalone od cywilizacji, słabo zaludnione i skazane na niskie temperatury, praktycznie przez okrągły rok. To tutaj pogrążona w żałobie po śmierci mamy, przyjeżdża z ojcem polarnikiem, 12-letnia Talia. Pełna wewnętrznego buntu, bólu i niezrozumienia musi zamieszkać w nieznanym miejscu, pod opieką obcej kobiety, podczas gdy jej ojciec na kilka tygodni zniknie z ekipą badawczą w niebezpiecznych, podbiegunowych rejonach.

Na lekturze "Czekając na jednorożce" zeszło mi kilka długich tygodni. Smakowałam ją małymi dawkami. Rozbijałam się między zachwytem a wyczerpaniem, niecierpliwością  a znużeniem. Fakt, że jej czytanie zbiegło się w czasie z kilkoma trudnymi momentami w moim życiu, tylko wzmógł emocjonalne napięcie, które autorka pięknie wplotła w tę historię o wewnętrznym dojrzewaniu i poszukiwaniu siły by iść dalej. To nie akcja stanowi bowiem spiritus movens tej historii, ale monolog wewnętrzny bohaterki, poprzerastany spotkaniami z z ludźmi, głęboką introspekcją i obserwacją świata, który powoli staje się jej światem. Wskakując w tę historię na szybko, ryzykujemy rozbicie o ścianę poetyckich metafor i fascynujących opisów stanów emocjonalnych i arktycznych pejzaży. Smutek, który przesiąka przez nią musi do czytelnika dotrzeć w całej swej pełni, żeby książka Beth Hautala zaczęła rezonować, tak jak zaplanowała to autorka.

W Churchill dla Talii wszystko się kończy a jednocześnie wszystko się zaczyna. Urwana bez pożegnania bliska relacja z mamą przechodzi trudny etap żałoby, by w efekcie zaowocować nową nadzieją, piękną przyjaźnią i niezwykle potrzebnym pojednaniem z ojcem. Tytułowe jednorożce, morskie narwale posiadające zdaniem bohaterki moc spełniania życzeń, w wyobraźni dziewczyny urastają do rangi antidotum na wszystkie niespełnione nadzieje. Na szczęście autorka dobitnie pokazuje, że tylko dzielenie się swoimi troskami i marzeniami z innymi może przynieść upragniony spokój i pocieszenie.



Share:
Czytaj dalej
,

Books, Bücher, Libros, Livres // październik 2018



 Październikowe zestawienie premier z zagranicy obfituje w tematy związane z odkrywaniem nowych miejsc, pokonywaniem własnych słabości oraz zmaganiem się z tym co nieuniknione. Księżyc, Mount Everest, wojna, ucieczka, wewnętrzny smutek. Listopadowa nostalgia sprzyja trudnym lekturom i refleksyjnym tematom. Pozwólcie się czytelniczo zainspirować!

Poppy Field (Pole maków)
Michael Morpurgo, il. Michael Foreman
Scholastic, 80 s. 
wiek odbiorcy: 7+ 



Młody Martens z Flandrii zna historię swojej rodziny, ponieważ jest dla niego tak samo ważna jak wyblakły wiersz wiszący w ich domu. Biedna dziewczyna pocieszająca płaczącego żołnierza, nieoczekiwane spotkanie nieznajomych, tragiczna śmierć ojca, wiele lat po podpisaniu traktatów pokojowych, wszystkie te epizody układają się w historię rodziny Martensów. Wojna ukształtowała ich w wyjątkowy sposób. Stała się ich historią, podobnie jak dla wielu narodów świata.


Michael Morpurgo i Michael Foreman we współpracy z Królewskim Legionem Brytyjskim wyjaśniają znaczenie maków w kontekście Dnia Pamięci, obchodzonego 11 listopada w Wielkiej Brytanii.






Gina from Siberia (Dżina z Syberii)
Jane Bernstein, Charlotte Glynn, il. Anya Desnitskaya
Animal Media Group LLC, 56 s.
wiek odbiorcy: 5+


Porywająca, autentyczna historia Dżiny, szorstkowłosej terierki, której rodzina, po zakończeniu Zimnej Wojny decyduje się na ucieczkę z Syberii do USA. Długa podróż autobusem, pociągiem, samochodem, samolotem i minivanem doprowadza Dżinę do jej nowego domu, oddalonego kilka tysięcy mil od Syberii. Terierka nie jest szczęśliwa w nowym miejscu i nie zamierza tego ukrywać. Dopiero pomoc Wiktora, dużego boksera, rozmowy o przyjaciołach i domu na Syberii, powoli uczą ją akceptacji dla nowego miejsca i leczą emocjonalne rany. Dżina zaczyna wierzyć, że być może jej nowy dom nie jest wcale taki zły.




 
źródło: instagram @anyadesnitskaya



Earthrise: Apollo 8 and the Photo That Changed the World (Wschód Ziemi: Apollo 8 i zdjęcie, które zmieniło świat)
James Goldstone, il. Christy Lundy
Owlkids, 32 s.
wiek odbiorcy: 4+


Rok 1968 był niespokojnym rokiem: wiele narodów pozostawało w stanie wojny. Ludzie maszerowali w intencji pokoju, sprawiedliwości i wolności. W tym samym czasie, załoga Apollo 8 miała dotrzeć dalej niż ktokolwiek wcześniej - na Księżyc.

Podczas badania powierzchni Księżyca, astronauci obecni na pokładzie Apollo 8 podnieśli wzrok akurat w momencie gdy sylwetka Ziemi wychyliła się z ciemności kosmosu. Zobaczyli całą planetę - pozbawioną państw i granic. Wykonana przez nich fotografia "Wschód Ziemi", wywołała głęboką reakcję, pobudzając działalność ruchów ekologicznych i zmieniając sposób patrzenia na naszą pojedynczą, delikatną planetę oraz dając nadzieję w czasach wszechobecnego niepokoju.

Ta ważna i aktualna książka obrazkowa została opublikowana w związku z 50. rocznicą misji Apollo 8. Przedstawia historię zarówno z perspektywy astronautów, jak i tych co zostali na Ziemi. Tekst zawiera transkrypcję dialogów, przywołujących historyczny moment wykonania zdjęcia Ziemi z kosmosu.







Ode to an Onion: Pablo Neruda and His Muse (Oda do cebuli. Pablo Neruda i jego muza)
Alexandria Giardino, il. Felicita Sala
Cameron, 40 s.
wiek odbiorcy: 5+



Poetycka, pięknie ilustrowana książka obrazkowa, inspirowana "Odą do cebuli" chilijskiego poety Pablo Nerudy (1904-1973). Pablo umawia się na randkę ze swoją przyjaciółką Matilde, podczas której dziewczyna pokazuje mu swój ogród. Słaby nastrój poety sprawia, że tam gdzie ona widzi miłość i nadzieję, on dostrzega konflikt i smutek. Książka jest nie tyle biografią Nerudy i jego muzy, Matilde Urrutii (1912-1985), co prostą odą do warzyw, pokornych i wyrazistych, posępnych i radosnych, pełnych smutku i szczęścia - podobnie jak życie.









Everest (Everest)
Sangma Francis, il. Lisk Feng
Flying Eye Books, 80 s.


Najwyższe miejsce na Ziemi, nazywane przez wielu dachem świata, bywa ostatecznym wyzwanie dla poszukiwaczy przygód. Witamy na Mount Everest. Mount Everest jest bez wątpienia najbardziej znaną górą na Ziemi. Setki ludzi co roku wdrapują się na jego szczyt, idąc śladami Edmunda Hillary'ego i Tenzinga Norgaya. Ale w tej górze tkwi znacznie więcej niż tylko ludzie, którzy się na nią wspinają. Wyrusz w drogę do jej prastarych początków i poznaj kwiaty i rośliny, które porastają jej zbocza, a następnie bogatą historię samej Sagarmathy, bogini nieba.













 
* Zamieszczone opisy książek oraz zdjęcia pochodzą z materiałów wydawców. Tłumaczenie: Mała czcionka.
Share:
Czytaj dalej