piątek, 3 stycznia 2014

Winter & Frühling Wimmelspaß, czyli Ulica Czereśniowa inaczej

Winter & Frühling Wimmelspaß
Rotraut Susanne Berner
Gerstenberg Verlag 2013
12,8 x 17 cm













Nie chcę nikogo przekonywać do "Ulicy Czereśniowej". Sama miałam początkowo sceptyczny stosunek do jej szkolnej, stricte poprawnej kreski i dużo wody upłynęło w Wiśle zanim dałam się przekonać. "Ulica Czereśniowa" to inny rodzaj książki obrazkowej niż ten, do którego przyzwyczaili nas Mizielińscy w Mamoko. Bardzo szybko można zauważyć, że poszczególne wątki są o wiele krótsze, mniej skomplikowane i łatwiejsze do zebrania w całość. "Czereśniowa" bez wątpienia jest serią dla początkujących czytelników obrazkowych i w tej kategorii należy ją oceniać.

Długo się zastanawiałam, co zaproponować naszej Sadzonce na początek. Ponieważ oferta niemiecka jest w tej dziedzinie o wiele szersza niż nasza rodzima, wybrałam harmonijkę, zbierającą w całość dwa tytuły. Polskie wydanie jest dość duże, co na pewno wpływa na czytelność rysunków, ale jednocześnie nie jest poręczne dla niespełna dwulatka. Mały format harmonijki (13 x 17 cm) jest wygodniejszy. Sadzonka bardzo lubi czytanie w samochodzie, a tam sprawdzają się tylko mniejsze rozmiary.

Do książkowych harmonijek pozostał mi sentyment z dzieciństwa. Moją szczerą fascynację wzbudzała możliwość czytanie bez końca "Stołu" Tuwima i "Przyjścia lata" Brzechwy. W harmonijkowym "Wimmlingen" efekt zapętlenia również ma swój urok. Równie urokliwa a ponadto praktyczna jest zakładka tuż za stroną tytułową, na której przedstawiają się wszyscy ważniejsi bohaterowie. Można ją zawsze mieć przed sobą, nawet gdy przekłada się stronę.

Poraża, zachwyca i intryguje mnie niemiecka oferta produktów związanych z "Ulicą Czereśniową". Dużą część z nich można kupić, nawet jeśli dzieci nie znają niemieckiego, ale nie wszystkie. Zaskoczył mnie na przykład pomysł nagrania słuchowiska o Czereśniowej, w którym opowieści o tym, co dzieje się na ilustracjach towarzyszą prawdziwe odgłosy rozgrywających się wydarzeń. Wszystkich, których nie dotyczy bariera językowa, zachęcam do posłuchania tutaj fragmentu nagrania, bo naprawdę warto, a do Dwóch Sióstr uśmiecham się bardzo szeroko. Może by się udało...









Więcej o małoczcionkowych wrażeniach z oglądania "Ulicy Czereśniowej" można poczytać tutaj (tekst nr 2).

12 komentarzy:

  1. my Czereśniową pokochaliśmy od początku i już od dobrego roku te książki królują w naszym domu:) dla mnie ta poprawna kreska akurat jest bardzo na plus. Nie do końca się chyba z Tobą zgodzę, że poszczególne wątki są mniej skomplikowane i krótsze. Jeśli spojrzymy na całość, czyli 5 książek, to śledzenie losów bohaterów jest nie lada wyzwaniem. Ja wałkując od roku te książki ciągle odkrywam coś nowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się upierać, że w "Czereśniowej" wątki są krótsze (nie wszystkie) i nie ma takiego tłoku na stronach jak u Mizielińskich. Często się zdarza, że postać pojawia się na dwóch, trzech stronach i tyle. Masz rację, że wszystkie 5 książek tworzy zgrabną, uzupełniającą się całość i to jest bardzo miłe.

      Usuń
  2. My do Czereśniowej też długo dojrzewaliśmy, ale to raczej z uwagi na moje prywatne problemy z przełamaniem oporu i nieufności wobec książek bez tekstu (no bo jakże to tak?!). I choć faktycznie jest inna niż cała mamokowa seria, to i tak bardzo ją lubię. Podobnie jak książki - harmonijki:) Nie miałam ani "Stołu", ani "Przyjścia lata", za to "Lokomotywę" oraz jakąś rosyjską bajkę ludową (teraz zapomniałam jaką) i owszem.
    Z ciekawości też zapytam, gdzie Ty - warszawianka - kupujesz niemieckojęzyczne książki? Ja mam je w zasadzie za miedzą, ale cóż gdy najwyraźniej mieszkańcy niemieckich terenów przygranicznych gustują w innego rodzaju literaturze dla dzieci:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wydawałoby się, że jak mieszkasz pod granicą, to wszystko masz w zasięgu ręki... Szkoda.
      Mnie o dziwo tę udało się zamówić w Empiku. Niestety nie mam żadnego sprawdzonego źródła. Obcojęzyczne książki kupuję najczęściej na Amazonie lub w lokalnej księgarni, która czasem ma coś wartego uwagi. Próbowałam zamówić "Wimmlingen" w niemieckiej księgarni internetowej, ale nie trafiłam na taką, która miałaby to co chcę i na dodatek koszt wysyłki nie byłby astronomiczny. W Warszawie kupienie książek obcojęzycznych graniczy z cudem.

      Usuń
    2. Pewnie gdybym jeździła do Berlina, dostawałabym oczopląsu od nadmiaru atrakcyjnych pozycji; niestety zazwyczaj jeżdżę do kilkutysięcznych przygranicznych miejscowości, gdzie straszy bezrobocie i pustostany (coraz częściej zaludniane przez Polaków). Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie coś mogło się zmienić na lepsze, jeśli chodzi o zaopatrzenie tamtejszych księgarń.
      W Szczecinie też nie jest najlepiej z obcojęzycznymi książkami; faktycznie chyba najlepiej sprawdza się Empik, choć czasem mam wrażenie, że ceny są wzięte prosto z kosmosu:(

      Usuń
    3. Ceny Empiku są jeszcze do przyjęcia w porównaniu z tym co się dzieje na Allegro...
      Czytałam ostatnio o niemieckich terenach przygranicznych. Podobno więcej tam Polaków niż Niemców. A były przecież obawy, że to Niemcy będą wykupywać polskie tereny po wejściu do Unii.

      Usuń
  3. matka Polka na francuskiej ziemi12 stycznia 2014 00:31

    Mamy ta ksiazke w wersji czterech por roku "po francusku" jako, ze akurat we Francji mieszkamy, jesli wogole mozna stwierdzic, ze jest "po jakiemus". Dlugo chcialam dla swoich dzieciakow "Mamoko" ale w koncu stwierdziliam, ze dam szanse tej pozycji. Strzal w dziesiatke zarowno dla pieciolatki jak i dla dwulatka. Maluchy ja uwielbiaja.
    Z reguly staram sie wybierac ksiazki z tekstem, zeby wspomagac nauke polskiego na obczyznie, ale tej pozycji nie moglam sie oprzec. Moja montesorianska dziewczyna oszalala na jej punkcie a jej mlodszy brat idzie w jej slady. I nic nie stoi na przeszkodzie w cwieczeniu slowek.

    A tak wogole, ciesze sie, ze trafilam na tego bloga, czuje, ze lista zyczen do babci i dziadka znowu sie wydluzy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozory mylą. Też się łapię na tym, że w książkach obrazkowych jest więcej do obgadania niż w tych z tekstem.
      Ja też się ciszę, że moje pisanie nie idzie na marne. :) Pozdrawiam montessoriańsko! :)

      Usuń
  4. Jejku, dałabym wiele za niemiecką Ulicę Czereśniową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Cię kusi w niemieckiej wersji?

      Usuń
    2. Przede wszystkim bardziej poręczny kształt. Zresztą moja córka uwielbia książki-harmonijki. Czytałaś zapewne Księcia w cukierni? Ile jest zabawy jak można taką książkę rozłożyć na dywanie i oglądać i opowiadać i... ciągle tylko wyszukiwać kotów :)

      Usuń
    3. Czyli chodzi po prostu o harmonijkę. Już myślałam, że w jakiś szczególny sposób zależy Ci na niemieckiej wersji tytułu ;). Ja uwielbiam harmonijkę za brak końca. Szkoda, że tak ich mało...
      "Księcia w cukierni" miałam w ręku niestety tylko przez chwilę. Nie olśnił mnie, ale może miałam zły dzień. Wrócę do tematu, choćby ze względu na IBBY.

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...