,

Winter & Frühling Wimmelspaß, czyli Ulica Czereśniowa inaczej

Winter & Frühling Wimmelspaß
Rotraut Susanne Berner
Gerstenberg Verlag 2013
12,8 x 17 cm













Nie chcę nikogo przekonywać do "Ulicy Czereśniowej". Sama miałam początkowo sceptyczny stosunek do jej szkolnej, stricte poprawnej kreski i dużo wody upłynęło w Wiśle zanim dałam się przekonać. "Ulica Czereśniowa" to inny rodzaj książki obrazkowej niż ten, do którego przyzwyczaili nas Mizielińscy w Mamoko. Bardzo szybko można zauważyć, że poszczególne wątki są o wiele krótsze, mniej skomplikowane i łatwiejsze do zebrania w całość. "Czereśniowa" bez wątpienia jest serią dla początkujących czytelników obrazkowych i w tej kategorii należy ją oceniać.

Długo się zastanawiałam, co zaproponować naszej Sadzonce na początek. Ponieważ oferta niemiecka jest w tej dziedzinie o wiele szersza niż nasza rodzima, wybrałam harmonijkę, zbierającą w całość dwa tytuły. Polskie wydanie jest dość duże, co na pewno wpływa na czytelność rysunków, ale jednocześnie nie jest poręczne dla niespełna dwulatka. Mały format harmonijki (13 x 17 cm) jest wygodniejszy. Sadzonka bardzo lubi czytanie w samochodzie, a tam sprawdzają się tylko mniejsze rozmiary.

Do książkowych harmonijek pozostał mi sentyment z dzieciństwa. Moją szczerą fascynację wzbudzała możliwość czytanie bez końca "Stołu" Tuwima i "Przyjścia lata" Brzechwy. W harmonijkowym "Wimmlingen" efekt zapętlenia również ma swój urok. Równie urokliwa a ponadto praktyczna jest zakładka tuż za stroną tytułową, na której przedstawiają się wszyscy ważniejsi bohaterowie. Można ją zawsze mieć przed sobą, nawet gdy przekłada się stronę.

Poraża, zachwyca i intryguje mnie niemiecka oferta produktów związanych z "Ulicą Czereśniową". Dużą część z nich można kupić, nawet jeśli dzieci nie znają niemieckiego, ale nie wszystkie. Zaskoczył mnie na przykład pomysł nagrania słuchowiska o Czereśniowej, w którym opowieści o tym, co dzieje się na ilustracjach towarzyszą prawdziwe odgłosy rozgrywających się wydarzeń. Wszystkich, których nie dotyczy bariera językowa, zachęcam do posłuchania tutaj fragmentu nagrania, bo naprawdę warto, a do Dwóch Sióstr uśmiecham się bardzo szeroko. Może by się udało...









Więcej o małoczcionkowych wrażeniach z oglądania "Ulicy Czereśniowej" można poczytać tutaj (tekst nr 2).

Share:

12 komentarzy:

  1. my Czereśniową pokochaliśmy od początku i już od dobrego roku te książki królują w naszym domu:) dla mnie ta poprawna kreska akurat jest bardzo na plus. Nie do końca się chyba z Tobą zgodzę, że poszczególne wątki są mniej skomplikowane i krótsze. Jeśli spojrzymy na całość, czyli 5 książek, to śledzenie losów bohaterów jest nie lada wyzwaniem. Ja wałkując od roku te książki ciągle odkrywam coś nowego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się upierać, że w "Czereśniowej" wątki są krótsze (nie wszystkie) i nie ma takiego tłoku na stronach jak u Mizielińskich. Często się zdarza, że postać pojawia się na dwóch, trzech stronach i tyle. Masz rację, że wszystkie 5 książek tworzy zgrabną, uzupełniającą się całość i to jest bardzo miłe.

      Usuń
  2. My do Czereśniowej też długo dojrzewaliśmy, ale to raczej z uwagi na moje prywatne problemy z przełamaniem oporu i nieufności wobec książek bez tekstu (no bo jakże to tak?!). I choć faktycznie jest inna niż cała mamokowa seria, to i tak bardzo ją lubię. Podobnie jak książki - harmonijki:) Nie miałam ani "Stołu", ani "Przyjścia lata", za to "Lokomotywę" oraz jakąś rosyjską bajkę ludową (teraz zapomniałam jaką) i owszem.
    Z ciekawości też zapytam, gdzie Ty - warszawianka - kupujesz niemieckojęzyczne książki? Ja mam je w zasadzie za miedzą, ale cóż gdy najwyraźniej mieszkańcy niemieckich terenów przygranicznych gustują w innego rodzaju literaturze dla dzieci:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wydawałoby się, że jak mieszkasz pod granicą, to wszystko masz w zasięgu ręki... Szkoda.
      Mnie o dziwo tę udało się zamówić w Empiku. Niestety nie mam żadnego sprawdzonego źródła. Obcojęzyczne książki kupuję najczęściej na Amazonie lub w lokalnej księgarni, która czasem ma coś wartego uwagi. Próbowałam zamówić "Wimmlingen" w niemieckiej księgarni internetowej, ale nie trafiłam na taką, która miałaby to co chcę i na dodatek koszt wysyłki nie byłby astronomiczny. W Warszawie kupienie książek obcojęzycznych graniczy z cudem.

      Usuń
    2. Pewnie gdybym jeździła do Berlina, dostawałabym oczopląsu od nadmiaru atrakcyjnych pozycji; niestety zazwyczaj jeżdżę do kilkutysięcznych przygranicznych miejscowości, gdzie straszy bezrobocie i pustostany (coraz częściej zaludniane przez Polaków). Nie sądzę, żeby w najbliższym czasie coś mogło się zmienić na lepsze, jeśli chodzi o zaopatrzenie tamtejszych księgarń.
      W Szczecinie też nie jest najlepiej z obcojęzycznymi książkami; faktycznie chyba najlepiej sprawdza się Empik, choć czasem mam wrażenie, że ceny są wzięte prosto z kosmosu:(

      Usuń
    3. Ceny Empiku są jeszcze do przyjęcia w porównaniu z tym co się dzieje na Allegro...
      Czytałam ostatnio o niemieckich terenach przygranicznych. Podobno więcej tam Polaków niż Niemców. A były przecież obawy, że to Niemcy będą wykupywać polskie tereny po wejściu do Unii.

      Usuń
  3. matka Polka na francuskiej ziemi12 stycznia 2014 00:31

    Mamy ta ksiazke w wersji czterech por roku "po francusku" jako, ze akurat we Francji mieszkamy, jesli wogole mozna stwierdzic, ze jest "po jakiemus". Dlugo chcialam dla swoich dzieciakow "Mamoko" ale w koncu stwierdziliam, ze dam szanse tej pozycji. Strzal w dziesiatke zarowno dla pieciolatki jak i dla dwulatka. Maluchy ja uwielbiaja.
    Z reguly staram sie wybierac ksiazki z tekstem, zeby wspomagac nauke polskiego na obczyznie, ale tej pozycji nie moglam sie oprzec. Moja montesorianska dziewczyna oszalala na jej punkcie a jej mlodszy brat idzie w jej slady. I nic nie stoi na przeszkodzie w cwieczeniu slowek.

    A tak wogole, ciesze sie, ze trafilam na tego bloga, czuje, ze lista zyczen do babci i dziadka znowu sie wydluzy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozory mylą. Też się łapię na tym, że w książkach obrazkowych jest więcej do obgadania niż w tych z tekstem.
      Ja też się ciszę, że moje pisanie nie idzie na marne. :) Pozdrawiam montessoriańsko! :)

      Usuń
  4. Jejku, dałabym wiele za niemiecką Ulicę Czereśniową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Cię kusi w niemieckiej wersji?

      Usuń
    2. Przede wszystkim bardziej poręczny kształt. Zresztą moja córka uwielbia książki-harmonijki. Czytałaś zapewne Księcia w cukierni? Ile jest zabawy jak można taką książkę rozłożyć na dywanie i oglądać i opowiadać i... ciągle tylko wyszukiwać kotów :)

      Usuń
    3. Czyli chodzi po prostu o harmonijkę. Już myślałam, że w jakiś szczególny sposób zależy Ci na niemieckiej wersji tytułu ;). Ja uwielbiam harmonijkę za brak końca. Szkoda, że tak ich mało...
      "Księcia w cukierni" miałam w ręku niestety tylko przez chwilę. Nie olśnił mnie, ale może miałam zły dzień. Wrócę do tematu, choćby ze względu na IBBY.

      Usuń

Formularz czeka na komentarze. Czynny całą dobę.