poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Detektyw Nosek i porywacze















 Detektyw Nosek i porywacze
 Marian Orłoń
il. Jerzy Flisak
 Nasza Księgarnia 1973


 Kryminały dla dzieci zaczynają już wymykać się spod mojej kontroli. Cieszą się niesłabnącą popularnością, więc stale pojawiają się kolejni bohaterowie, tytuły, serie. Gdyby chcieć przeczytać wszystkie, podejrzewam że można by się zamknąć w tym gatunku i nie czytać z dzieckiem nic innego. Z córką zaczynaliśmy od detektywa Pozytywki. Był dosyć odkrywczy w swej formule, bo pozostawiał czytelnikowi możliwość samodzielnego rozwiązania zagadki. Wyzwania intelektualne bywały wprawdzie czasem niedostosowane do wieku odbiorcy, ale i tak bawiliśmy się świetnie. Triumfalny marsz Pozytywki przyhamowała para młodych detektywów z Valleby i odtąd to oni święcą triumfy w naszym domu, przedszkolu i szkole.

Nie trzeba szukać daleko, żeby wymienić jeszcze detektywa Blomkvista (A. Lindgren), Joachima Lisa (I. Fjell), Ture Sventona (A. Holmberg), a z zupełnie świeżych polskich wydań: Pana Jaromira (H. Janisch) i nastoletnią Kiki (B. Krautgartner).

Aż tu nagle, Wydawnictwo Dwie Siostry postanowiło w serii Mistrzowie Ilustracji odświeżyć nam polski kryminał sprzed lat. Szykując się na tę premierę sięgnęliśmy do domowej biblioteczki i wyciągnęliśmy egzemplarz z lat 70. - "Detektyw Nosek i porywacze", czyli drugi tom przygód detektywa Noska. Marian Orłoń jest już autorem właściwie zapomnianym. Nieliczne stare egzemplarze jego książek można znaleźć w antykwariatach i portalach aukcyjnych. Można powiedzieć, że się zdezaktualizowały, nikt już nie chce go czytać. Ale to nie prawda. Przekonają się o tym Ci, którzy sięgną po Orłonia, ale też po Kerna, Wygodzkiego, Bahdaja, Łochocką, Szelburg-Zarębinę. Jest ich wielu. A potem bierzemy, czytamy, odkrywamy i... delektujemy się, bo chcemy więcej. Tak jak wczoraj, kiedy późnym wieczorem skończyliśmy ostatni rozdział detektywa Noska. Przestali się nagle liczyć "Pożyczalscy" z pięknymi ilustracjami Emilii Dziubak i Narnia, najbardziej topowa lektura w grupie przedszkolnej mojego syna. Jedynym celem stała się następna część o przygodach Noska i jego psa Kuby. Aż żal, że tak rzadko zaglądamy do tych starych pożółkłych książek na naszych bibliotecznych i domowych półkach. Inspiracją stają się często wznowienia lub sentyment lat dziecinnych. Tyle literackich odkryć omija nas bezpowrotnie.

"Detektyw Nosek i porywacze" ma w sobie coś, czego próżno szukać w obcojęzycznych kryminałach i współczesnych seriach - specyficzny polski klimat, jak z filmów Stanisława Jędryki. Małe polskie miasteczka, charakterystyczna środowiskowa gwara, wyraźnie podkreślone różnice społeczne. Do tego element realizmu magicznego w postaci gadającego psa i nieskomplikowana intryga tworzą naprawdę interesującą całość.

Na koniec trzeba dodać, że "Ostatnia przygoda detektywa Noska", która już leży na półkach księgarskich, nie jest w istocie ostatnią, ale pierwszą częścią przygód sympatycznego emerytowanego detektywa. Kiedy powstawała, autor nie planował jeszcze kolejnych tomów przygód, dlatego przewrotność tytułu dopiero później nabrała znaczenia. Być może dlatego pojawiło się zbiorowe wydanie dwóch pierwszych opowiadań pod nowym tytułem "Detektyw Nosek, Czarna Broda i porywacze".

piątek, 26 kwietnia 2013

I Can Do That!
















I Can Do That!
The Wonder Forge 2012
www.wonderforge.com


Gadżety literackie to taki element popkultury, który lubię widzieć w otoczeniu moich dzieci. Z powodzeniem zastępują disneyowskich bohaterów na koszulkach, długopisach, kubeczkach i pozwalają pozostać dłużej z ulubionymi książkowymi postaciami.

Kilka lat temu, kiedy nasza starsza córka była przedszkolakiem, a Wydawnictwo Media Rodzina zaczęło wydawać książki dr. Seussa w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka, zawrotną karierę robiły u nas zielone jajka sadzone, bezkompromisowy słoń Konstanty i oczywiście Kot Prot. Fanka dr Seussa dorosła, a Kot Prot rozgościł się na naszym stole... pod postacią prostej gry karcianej.

Talia zawiera karty w trzech kolorach, które razem tworzą zabawne polecenia z Kotem Protem w roli głównej, oczywiście po angielsku. Rozgrywka rozpoczyna się jak zwykła gra w memo. Spośród rozłożonych kart trzeba wylosować trzy (!), następnie ułożyć w odpowiedniej kolejności, tak aby powstało polecenie, a następnie można już, korzystając z dołączonego piankowego akwarium, spróbować wykonać zadanie. Jeśli się uda, karty przechodzą na własność gracza. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej kart.
To właśnie wykonywanie poleceń sprawia najwięcej frajdy. Można poczuć się jak prawdziwy Kot Prot "Specjalista od Psot". Tomek zaśmiewał się, gdy próbowałam trzymając akwarium pod brodą przemieścić się ruchem kraba do lodówki. Jemu chyba najwięcej trudności sprawiło odnalezienie kompletu kart, bo z wykonaniem zadań raczej nie miał problemu.

Minusem gry jest stosunkowo mała liczba kart (tylko 24), co utrudnia zabawę w większej grupie. Za to możliwość zrozumienia poleceń przeczytanych po angielsku okazała się dla Tomka bardzo nobilitująca i widać było, że odczuwa z tego powodu dużą satysfakcję. Kompaktowy format świetnie sprawdzi się na majówce, gwarantując dużo kocio-prociej zabawy, niezależnie od wieku.



sobota, 20 kwietnia 2013

Bombowa Biblia


Hebrajski harmider
Andy Robb
Znak 2003


 Córka jak sęp rzuca się na wszystko co ma w sobie słowo Biblia. Jej konik to Stary Testament. Ponieważ natura obdarzyła ją świetną pamięcią, bez problemu zapamiętuje wszelkie koligacje, nazwy własne, nawiązania do Nowego Testamentu i inne pomniejsze informacje, którymi z lubością mnie zagina.
Kiedy w bibliotece wypatrzyłam „Hebrajski harmider”, wiedziałam że to coś dla niej. Książka stanowi drugą z trzech części, jakie ukazały się w Polsce w serii pt. „Bombowa Biblia”. Choć seria po angielsku nosi tytuł „Boring Bible”, wcale nie jest nudna. Napisana z typowo angielskim humorem, jako żywo przypomina znane również u nas, chociaż trudne już do zdobycia w księgarniach, „Strrraszne historie”. „Hebrajski harmider” opisuje dzieje od opuszczenia Ur przez Abrahama do osiedlenia się Izraelitów w Egipcie. Ponieważ całość utrzymana jest w konwencji obrazkowo-quizowej, nawet młodsi nie znudzą się zawiłą historią narodu żydowskiego. Książka pełna
  jest ciekawostek, jak np. znaczenie hebrajskich słów albo sposób, w jaki należało wyglądać, aby zostać przyjętym na dworze faraona. Daje też wyobrażenie z jakimi problemami borykali się ludzie w tamtych czasach, np. ile wysiłku wymagało zbudowanie namiotu. Bardzo sobie cenię książki, które potrafią zarazić dzieci miłością do wiedzy, zaszczepić bakcyla lub choćby tylko dostarczyć paru ciekawostek, co także uważam za cenne. „Bombową Biblię” należy potraktować w taki właśnie sposób, bo choć podaje rzetelne informacje, to jednak tylko nadgryza temat, który wymaga dalszego rozwinięcia, rozmowy, doczytania. Można ją jednak podrzucić dziecku na pierwszy ogień przygody z Biblią, zamiast ulubionego komiksu.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Niebezpieczna podróż

Niebezpieczna podróż 
Tove Jansson
Nasza Księgarnia 1986
tytuł oryg. "Den farliga resan"
















„Niebezpieczna podróż” (1977) w niczym nie przypomina powstałej 17 lat wcześniej historii o Maciupku. To świat Muminków, ale inny, nie ten błogi, romantyczny, sielski, ale złowrogi, oniryczny, podszyty strachem i niedomówieniem. Na swój sposób nadal muminkowy, ale pokazujący, że i w dolinie Muminków nie zawsze jest różowo. Czasem morze znika i zostaje po nim wielka otchłań, słońce szarzeje, ptaki latają do góry nogami, trąby powietrzne sieją spustoszenie, a  wielki wulkan ożywa, plując ogniem na lewo i prawo. Na szczęście gdzieś w oddali jest domek Muminków. Tam Tatuś Muminka z lornetką w łapkach stoi na balkonie, a Mama macha w drzwiach werandy. Okazuje się, że sprawcą całego zamieszania jest mała Zuzanna, która niespodziewanie dla samej siebie wkracza w ten zaczarowany świat. Poznajemy ją na zielonej łące, kiedy znudzona bezczynnością rzuca w trawę swoje okulary, a one zamieniają się w inne i nic nie wygląda już tak jak dawniej. Wyraźnie pobrzmiewa tu echo Alicji w Krainie Czarów, którą Tove z sukcesem zilustrowała 11 lat wcześniej. Zuzanna nie wskakuje jednak do króliczej nory, ale daje nura w krzaki za swoim zdziczałym nagle kotem. Mówi się, że pierwowzorem bohaterki była ukochana bratanica Tove Sophia.
"Niebezpieczna podróż" zachwyca swą malarskością. Autorka sięgnęła po akwarele, rezygnując z ostrych, wyrazistych kształtów. Kolory są ciemne, ponure, a efekt pogłębia fakt niskonakładowego wydania z lat 80. Czekam z nadzieją na odświeżenie również tej książki, mimo że wydawnictwo Eneduerabe nie daje jeszcze sygnału, że ma takie plany. Nowe tłumaczenie również byłoby mile widziane.







Wywiad z bratanicą Tove Jansson, Sophią Jansson (1962), głównym udziałowcem Oy Moomin Characters.

Opowiedz nam coś o sobie.
- Nazywam się Sophia Jansson. Jestem dyrektorem artystycznym Oy Moomin Characters Ltd, firmy opiekującej się prawami autorskimi do Muminków.  Prywatnie jestem bratanicą Tove Jansson, która stworzyła serię książek o Muminkach. Mój ojciec, Lars Jansson współpracował z Tove w latach 1960-1974, rysując muminkowe komiksy. Dorastałam blisko wszystkiego, co od lat 60. działo się wokół Muminków.

Jak dobrze znałaś Tove? Jaki rodzaj relacji was łączył?
- Tove była moją ciotką, członkiem najbliższej rodziny. Spędzałam z nią letnie wakacje na fińskim archipelagu. Mimo że byłam małym dzieckiem a ona dorosłą kobietą, nigdy nie dała mi odczuć, że jestem mniej ważna niż inni w naszej rodzinie. Zawsze interesowała się  tym co robię, co było dla mnie bardzo przyjemne.  Przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy jak znana była na całym świecie i właściwie dopiero kiedy dorosłam, musiałam zmierzyć się z Tove jako osobą publiczną.

Jaką była osobą?
- Dla mnie była oczywiście osobą szczególną, ale myślę, że faktycznie była unikalna w wielu aspektach. Bardzo kreatywna i utalentowana, a jednocześnie wytrwała w wypracowywaniu swojego warsztatu. Innymi słowy była profesjonalistką i to w każdym aspekcie: jako ilustrator, projektant, malarz, autor i poeta. Przez całe życie utrzymywała się z rysowania i pisania. Zachwycała swą spostrzegawczością w opisywaniu świata i interakcji pomiędzy bohaterami.

Jak różniło się od siebie jej życie prywatne i zawodowe?
 - Popularność Tove rosła z czasem, co spowodowało że również z czasem stawała się coraz bardziej nieśmiała. Było jej ciężko pracować, ponieważ wielu fanów, dziennikarzy i innych osób chciało się z nią kontaktować, spotykać z nią lub stać się częścią jej życia.  W związku z tym, coraz bardziej starała się unikać obcych, pozostając w kontakcie tylko z rodziną i znajomymi. Latem spędzała czas na ustronnej wyspie nad fińską zatoką.

Co jeszcze stworzyła Tove oprócz Muminków?
- Kiedy poczuła, że ma dosyć Muminków zaczęła pisać inne książki, głównie dla dorosłych, zbiory krótkich opowiadań i powieści. Zajmowała się również malarstwem i ilustrowaniem.

Czy któraś z książek o Muminkach była dla niej szczególnie ważna?
- Na pewno niektóre książki były bardziej ważne niż inne, ale wspominała, że lubi bardzo „Tatusia Muminka i morze” oraz „Lato Muminków”. Jest wiele teorii na temat tego, skąd się wziął pomysł na Muminki, ale wiemy, że pierwsze opowiadanie Tove napisała podczas II w. św. i opublikowała w 1945 r.  Była to fantastyczna historia o Mamie Muminka, która gubi Tatę Muminka podczas powodzi i wyrusza na wyprawę, aby go odnaleźć.

Czy postacie z Muminków miały swoje pierwowzory?
- Wśród wielu postaci tylko dwie zostały zainspirowane prawdziwymi osobami – Mama Muminka i Too-tiki.  Pierwowzorem pierwszej była matka Tove, drugiej - jej życiowa partnerka.

Czy Muminki były częścią twojego dzieciństwa, ważnym elementem codzienności?
- Różne muminkowe projekty przewijały się przez moje dzieciństwo, ale nie miały wpływu na moją codzienność.

A jak Tove wpłynęła na fińskość?
- Tove jest autorką rozpoznawalną na całym świecie, więc fakt że pochodziła z Finlandii wpłynął również na zainteresowanie Finlandią samą w sobie.  Nie jestem pewna, czy jej książki wpłynęły na „fińskość”. Jednak na pewno jej bohaterowie stali się narodowymi symbolami i maskotkami dla wielu Finów.

Tove była również artystką wizualną. Wolała ekspresję słowną czy obrazową?
- Tove określała siebie przede wszystkim jako artystę obrazu, mimo że bardziej znana jest jako pisarka.

Czy uważasz, że współczesne Muminki różnią się od tych stworzonych przez Tove?
- Dzisiejsze Muminki to często kopie, a kopia jest zawsze kopią. Mimo to wiele wysiłku wkłada się w utrzymanie ich oryginalnego charakteru.

Jak dobrze znane są Muminki za granicą?
- Znane są już w wielu krajach na całym świecie: w krajach bałtyckich, Rosji, Polsce, w centralnej Europie, Wielkiej Brytanii, Japonii, Hong Kongu i Chinach oraz w mniejszym stopniu w innych krajach.

Jeśli Tove byłaby bohaterką Muminków, to kim by była?
- Tove była każdym ze swoich bohaterów!


czwartek, 11 kwietnia 2013

Abecadło

 Abecadło
Julian Tuwim
 il.Bohdan Butenko
 Zysk i S-ka 2013















Rok Tuwima rozpoczął się na dobre i nawet stary dobry Gapiszon postanowił przyłączyć się do jego obchodów. Ręką Bohdana Butenki wpadł do wiersza "Abecadło" i wygląda na to, że całkiem mu tu dobrze. Nic dziwnego, bo Gapiszon to już weteran polskiej ilustracji. Mimo to swoim wizerunkiem odświeżył osłuchane już nieco strofy i nadał im nowego wyrazu. Co ciekawe Gapiszon debiutował jako gwiazda filmowa w serii animowanych filmów dla dzieci.  Był to rok 1958.



W jednym z wywiadów mistrz Butenko opowiedział jak doszło do narodzin Gapiszona:
"Wpadłem na pomysł, aby zrobić program animowany. Nikt wtedy nie wiedział, jak się do tego zabrać. Stąd można powiedzieć, że „Gapiszon” był pierwszym w polskiej telewizji rodzimym programem animowanym dla dzieci. Powstało 180 szklanych plansz, na których były narysowane postaci. Do tego różne bębny, pionowe, poziome stojaki, długaśny stół po obu krańcach zakończony wyżymaczkami, przez które przepuszczaliśmy arkusze papieru. Na to z pewnej odległości nakładaliśmy szklane tafle, powstało wrażenie ruchu postaci. Sprzęt zajmował całe studio, a kiedy wyruszaliśmy z wizytą, aby pokazać „Gapiszona” poza Polską, to pół wagonu kolejowego. Program o Gapiszonie trwał niewiele ponad dwadzieścia minut".  źródło: Onet
Dopiero w 1965 r. Gapiszon trafił na łamy miesięcznika Miś, gdzie ukazywał się przez 40 lat, a stamtąd do obrazkowych książek i opowiadań, których powstało łącznie 13. Część z nich to autonomiczne historie, inne to zbiorowe wydania znanych misiowych stripów.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Czytam sobie

Kilka dodatkowych słów do Psotnego Franka...













Kiedy po raz pierwszy przejrzałam dwie nowe książki z serii Czytam sobie, poczułam się jak w amerykańskim filmie. Albo jak rybak, któremu złota rybka spełniła trzy życzenia. Jest lepiej, a nawet bardzo dobrze. To co najbardziej przeszkadzało Tomkowi w czytaniu pierwszego poziomu, czyli za długie zdania, zostało zmienione. Teraz wszystkie zdania mieszczą się na jednej stronie. Już zauważyłam, że czyta mu się łatwiej i o to chodziło. Złota rybko, kimkolwiek jesteś, dziękuję!

piątek, 5 kwietnia 2013

Kto pocieszy Maciupka?













  



Kto pocieszy Maciupka?
Tove Jansson
Nasza Księgarnia 1980/ Eneduerabe 2013



 Pojawienie się nowego tłumaczenia "Kto pocieszy Maciupka?" to na pewno jedno z ważniejszych wydarzeń na rynku książki dla dzieci w tym roku. Czego po nim oczekiwaliśmy? Czy spełniło nadzieje? Bardzo jestem ciekawa jaki będzie jego odbiór.
Długo zastanawialiśmy się, czy kupić nowe wydanie. Wreszcie w rodzinnym gronie doszliśmy do wniosku, że chcemy je mieć, mimo że niektórzy z nas wychowali się na tym starym. I chyba właśnie to "niektórzy" zadecydowało. Tomek nigdy nie doczytał  tłumaczenia Teresy Chłapowskiej do końca. Było zbyt zawiłe, za bardzo rozwlekłe i melancholijne jak na cierpliwość kilkuletniego chłopca. My staraliśmy się nie dostrzegać drobnych mankamentów przekładu, skupiając się na atmosferze tekstu i ilustracji. Nowe tłumaczenie przyniosło nam zaskoczenie. Oprócz podstawowej różnicy o której wiedzieliśmy - zostało napisane wierszem, pozwoliło nam również na nowy odbiór samej treści. Okazało się, że opowieść o Maciupku wcale nie jest smutna. Jest na swój sposób straszna, trochę melancholijna, jak to u Tove, ale tematem książki nie jest samotność, jak nam się dotąd wydawało, a poszukiwanie miłości, tej jedynej, prawdziwej. Na jednym z amerykańskich portali książkowych "Maciupek" został nawet nazwany "romansem wszech czasów"! 

Ewa Kozyra-Pawlak zachowała dotychczasowe nazwy bohaterów, chociaż postacie Maciupka i Drobinki nie pojawiają się w innych opowieściach o Muminkach i swobodnie mogły zostać przemianowane.  "Vem ska trösta knyttet?" - "Kto pocieszy Maciupka?". Dzięki polskiemu przekładowi Teresy Chłapowskiej, Maciupek zyskał imię. Pisany po szwedzku z małej litery "knytt" nie jest bowiem imieniem własnym, ale określeniem wykreowanym przez Tove Janson na opisanie wszystkich stworzeń przewijających się na kartach jej książek: trolli, paszczaków, filifionek, mimbli i innych. "Knytt" powstał z przeformułowania obecnego w terminologii ludowej słowa "oknytt" - pod którym kryły się różne czasem niebezpieczne, złośliwe, podstępne stworzenia, zamieszkujące skandynawską mitologię. Pozbawienie słowa "oknytt" jednej literki, zlikwidowało zaprzeczenie i nadało mu pozytywny oddźwięk. 

 Tomek z przyjemnością wysłuchał całej książki. Przypadkiem natrafiliśmy również na film animowany o Maciupku (1980). Jego ścieżka dźwiękowa to de facto muzyczny audiobook wydany w 1978 r. pod tym samym tytułem. Autorami utworów są Peter Lundblad i Torbjörn Eklund. Prawdziwa uczta dźwięku i obrazu! Polecamy wszystkim, którzy książki jeszcze nie poznali. Na zachętę. A tym którzy poznali, na deser.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...